W jednym z korytarzy bazyliki w Pompejach, tuż pod warstwą tynku, archeolodzy odczytali kiedyś zdanie, które brzmi jak skarga zmęczonego administratora forum internetowego. Po łacinie: Admiror te paries non cecidisse, qui tot scriptorum taedia sustineas – „Dziwię się tobie, ściano, iż jeszcze nie runęłaś, skoro dźwigasz tyle nudnych bazgrołów tylu pisarzy”. Autor był anonimowy. Data powstania – przed 79 rokiem n.e., bo wtedy Wezuwiusz zasypał miasto popiołem i zamknął tę ścianę w kapsule czasu. Najzabawniejsze jest to, iż ten sam dwuwiersz znaleziono w Pompejach co najmniej trzykrotnie, w trzech różnych miejscach. Żart o nudnych napisach sam stał się jednym z najczęściej powtarzanych napisów w mieście.

FraDue radzi
To nie jest ozdobny detal. To moment, w którym antyczny Rzym przemawia do nas własnym, prywatnym głosem – bez pośrednictwa Tacyta, Swetoniusza ani żadnego senatora z ambicją literacką. Ściana w Pompejach to materiał in situ, zachowany dokładnie tam, gdzie go nakreślono, i pewny archeologicznie tak, jak rzadko co w starożytności bywa pewne. Nie przepisał go żaden średniowieczny mnich. Nie poprawił go żaden wydawca. Litera za literą to ślad ręki kogoś, kto stał przed tą ścianą dwa tysiące lat temu i miał coś do powiedzenia.
Półtora tysiąca lat później, w papieskim Rzymie, ludzie znaleźli inny sposób, by powiedzieć to, czego nie wolno było mówić oficjalnie. Wieszali anonimowe wierszyki na cokole pewnego okaleczonego antycznego posągu przy Piazza Navona. Posąg nazywał się Pasquino. Wierszyki nazwano pasquinate – paszkwilami. I oto mamy dwie epoki, dwa media, jeden odruch: miasto, które mówi, kiedy oficjalne kanały milczą albo kłamią.
To część naszego cyklu Historia Rzymu: fakty kontra mity. Tym razem mit nie polega na tym, iż coś zmyślono – graffiti i paszkwile są aż nazbyt prawdziwe. Mit polega na założeniu, iż dawni mieszkańcy Rzymu byli poważni, dostojni i marmurowi. Nie byli. Pisali na ścianach sprośności, popierali kandydatów na urzędy w imieniu „wszystkich próżniaków” i drwili z papieży tak, iż niektórzy autorzy płacili za to głową.
Ściana, która nie runęła – czym naprawdę są graffiti z Pompejów
Najpierw porządek w pojęciach. Dzisiejsze słowo „graffiti” kojarzy się ze sprayem i nielegalnym muralem. W archeologii rzymskiej znaczy coś węższego i ciekawszego: napisy ryte w tynku ostrym narzędziem (po włosku graffito to „zadrapanie”). Obok nich istniały dipinti – napisy malowane, często profesjonalną ręką, zwłaszcza te wyborcze. Razem dają one obraz miasta dosłownie pokrytego tekstem.
Korpus tych inskrypcji jest ogromny i skatalogowany. Mowa o czwartym tomie monumentalnego zbioru Corpus Inscriptionum Latinarum, w uproszczeniu CIL IV, poświęconym właśnie napisom ze ścian Pompejów, Herkulanum i okolic. To tysiące pozycji. Każda ma swój numer, jak nasz cytat o nudnych bazgrołach: CIL IV 1904. Dzięki temu nie musimy nikomu wierzyć na słowo – można sprawdzić.
Status: PEWNE. Istnienie i treść napisów są udokumentowane archeologicznie. Ostrożność dotyczy wyłącznie tonu: czy dany wpis był żartem, obelgą, czy szczerą deklaracją, musimy czasem zgadywać z kontekstu. Ale iż ktoś to napisał – co do tego sporu nie ma. Zanim ktokolwiek zaczął opowiadać o Pompejach jako mieście zatrzymanym w czasie, ściany tego miasta już opowiadały o sobie same.
Reklama wyborcza, czyli kiedy „wszyscy próżniacy” popierają kandydata
Pompeje miały lokalne wybory – na urząd edyla i duumwira. Kampania toczyła się na murach. Wynajęci malarze pokrywali fasady starannymi dipinti w stylu: „Proszę o głosy na Marka, godnego urzędu człowieka”. Najciekawsze jest jednak to, kto, wedle napisu, danego kandydata popierał. Bo poparcie deklarowały całe grupy zawodowe: piekarze, mulnicy, owocarze, tragarze. To była realna, oddolna agitacja.
A potem zaczyna się zabawa. Bo wśród tych napisów są też perełki w rodzaju: Vatiam aedilem furunculi rogant – „Złodziejaszki proszą o wybór Watii na edyla” (CIL IV 576). Albo poparcie udzielone przez dormientes universi – „wszystkich śpiochów” (CIL IV 575), i przez seribibi universi – „związek pijących do późna” (CIL IV 581). Trudno o lepszy dowód, iż ironia polityczna nie jest wynalazkiem internetu.
Historycy spierają się, czy to była drwina przeciwników, czy autoironiczny żart samych zwolenników, którzy bawili się konwencją. Jedno i drugie jest prawdopodobne, oba scenariusze są dowcipne. Status: PEWNE co do treści napisów; SPORNE co do tego, kto i z jaką intencją je nakreślił.
Mur w Pompejach był jednocześnie billboardem i tablicą drwin. Różnica wobec dzisiaj jest taka, iż tamte komentarze przetrwały dwa tysiące lat, bo zasypał je wulkan.
Miłość, sprośności i banter – głos ludzi niemych w wielkiej historii
Polityka to tylko część murów. Reszta to życie. Ktoś nakreślił elegancki dwuwiersz: Quisquis amat valeat, pereat qui nescit amare – „Kto kocha, niech ma się dobrze; kto nie umie kochać, niech zginie” (CIL IV 4091). Ktoś inny zostawił prawdziwy mikrodramat w dwóch rękach: pierwszy autor zaczął modlitwę do Wenus, drugi dopisał chłodno ut periat rogo – „proszę, żeby zdechł” (CIL IV 1839). To nie poezja na zamówienie. To ludzie kłócący się na ścianie, jeden po drugim, jak w komentarzach.
Były też sprośności – i to dużo. Pompejańskie ściany roją się od chełpliwych wpisów o podbojach erotycznych, ocen partnerek i partnerów oraz rysunków, których tu nie zacytujemy, ale które każdy nastolatek z każdej epoki rozpoznałby bez tłumacza. Część badaczy, jak autorzy analizy „The Writing’s on the Wall: Reading Roman Graffiti” w czasopiśmie Antigone, traktuje to jako rzymski banter: zabijanie czasu, rywalizację na dowcip, popisy słowne wśród ludzi, którzy mieli wolną chwilę i ostry rylec.
I tu kryje się rzecz najważniejsza. Pisali to ludzie, których w „wielkiej historii” niemal nie słychać: niewolnicy, wyzwoleńcy, drobni rzemieślnicy, służba z tawern. Tacyt i Swetoniusz pisali o cesarzach. Mur w Pompejach pisał o reszcie. Dzięki niemu obraz antycznego miasta przestaje być galerią marmurowych popiersi, a staje się czymś gęstym, hałaśliwym i bardzo ludzkim. Status: PEWNE.
Pasquino – okaleczony posąg, który zaczął mówić
Przeskakujemy o piętnaście wieków i kilkaset metrów. Rzym, początek XVI stulecia. W trakcie robót drogowych w pobliżu dzisiejszej Piazza Navona wykopano zniszczony, pozbawiony rąk i twarzy fragment hellenistycznej rzeźby z III wieku p.n.e. – prawdopodobnie scenę z Menelaosem podtrzymującym ciało Patroklosa. Ustawiono go na rogu placu, który dziś nosi nazwę Piazza Pasquino, tuż obok barokowych placów Rzymu.
Skąd imię? Tu źródła rozkładają ręce. Najczęściej powtarzana wersja mówi o pobliskim krawcu (albo nauczycielu, albo karczmarzu) imieniem Pasquino, słynnym z ciętego języka. Pewne jest natomiast, iż około 1501 roku kardynał Oliviero Carafa zapoczątkował zwyczaj: w dzień świętego Marka, 25 kwietnia, posąg ubierano i przyczepiano do niego łacińskie epigramy. Z czasem zamiast uczonej łaciny zaczęły pojawiać się anonimowe, zjadliwe wierszyki w rzymskim dialekcie – i to one przylgnęły do posągu na stałe.
Tak narodziła się pasquinata, paszkwil. Słowo zrobiło zawrotną karierę – po angielsku pasquinade, po polsku „paszkwil” – i do dziś oznacza anonimowy, satyryczny atak. Mało który kawałek antycznego marmuru dał nazwę całemu gatunkowi literackiemu. Status: PEWNE co do funkcji i ciągłości zwyczaju; SPORNE co do pochodzenia samego imienia Pasquino.
Pasquino kontra Marforio – pierwsza w dziejach „debata” dwóch posągów
Pasquino nie został długo sam. Drugim wielkim „mówiącym posągiem” był Marforio – masywna leżąca figura rzecznego bóstwa, dziś na Kapitolu. I tu zaczyna się rzecz genialna w swej prostocie. Rzymianie zaczęli „prowadzić rozmowy” między dwoma posągami. Na Marforio wieszano pytanie – naiwne, niewinne, ustawione. Na Pasquino następnego dnia pojawiała się odpowiedź – ostra, polityczna, wymierzona w papieża, kardynała albo podatek.
To była fikcyjna debata publiczna, rozpisana na role. Marforio grał prostodusznego pytającego, Pasquino – cynicznego komentatora. W praktyce powstał format dialogu satyrycznego, który omijał cenzurę przez sam fakt, iż nikt go nie podpisywał. Z czasem dołączyły kolejne posągi – Madama Lucrezia, Abate Luigi, Il Babuino – tworząc to, co Rzymianie nazwali Congresso degli arguti, „kongresem dowcipnisiów”.
Status: PEWNE co do samej praktyki dialogów; SPORNE w szczegółach konkretnych wymian – wiele paszkwili znamy tylko z późniejszych odpisów, więc nie zawsze wiadomo, co wisiało naprawdę, a co dopisała tradycja. Trudność dokładnie ta sama co przy graffiti: medium jest pewne, autorstwo i ton bywają sporne. Kto chce zobaczyć scenografię tych żartów na własne oczy, znajdzie ją wśród placów w Rzymie, gdzie Pasquino stoi do dziś.
Dlaczego papieże ścigali autorów, ale nie zniszczyli posągu
Władza nie była zachwycona. Paszkwile atakowały nepotyzm, podatki, kochanki i interesy najpotężniejszych ludzi Europy. Reakcje bywały brutalne. Papież Hadrian VI w latach dwudziestych XVI wieku chciał po prostu wrzucić Pasquina do Tybru. Odwiódł go od tego – jak głosi anegdota – argument, iż posąg jest jak żaba: w wodzie będzie rechotał jeszcze głośniej. W 1636 roku pewien arystokrata stracił głowę za samo posiadanie rękopisu paszkwili wymierzonych w rząd Urbana VIII. Benedykt XIII w latach dwudziestych XVIII wieku wydał edykt grożący karą śmierci każdemu, kto zostawi wiersz na posągu.
A jednak posągi stoją. Władze zrywały kartki, przekupywały informatorów i tropiły autorów – ale marmuru nie ruszały. Dlaczego? Bo Pasquino był już zbyt sławny. Zniszczenie posągu nie zabiłoby satyry, tylko uczyniłoby z niej męczennika. Łatwiej było ścigać pojedyncze słowa niż obalać symbol. To bardzo nowoczesny dylemat: cenzura, która rozumie, iż atak na medium może być gorszy niż samo medium.
Werdykt źródeł
- PEWNE: Setki graffiti i dipinti z Pompejów istnieją realnie, są skatalogowane w korpusie CIL IV i datowane sprzed 79 r. n.e. Cytaty (CIL IV 1904, 576, 581, 4091) są autentyczne.
- PEWNE: Pasquino i Marforio jako „mówiące posągi” oraz tradycja paszkwili to fakt poświadczony od początku XVI wieku po dziś.
- SPORNE: Ton wielu graffiti (żart, obelga, autoironia) i intencje autorów – rekonstruowane z kontekstu, nie zawsze pewne.
- SPORNE: Pochodzenie imienia „Pasquino” oraz dokładne brzmienie konkretnych dialogów Pasquino-Marforio, znanych często z późniejszych odpisów.
- MIT do obalenia: iż dawni rzymianie byli marmurowo dostojni. Ich ściany dowodzą czegoś przeciwnego.
Miasto jako tekst – co łączy rylec niewolnika z paszkwilem przeciw papieżowi
Dzieli je piętnaście wieków, język i technika. Łączy je struktura. W obu przypadkach mur albo posąg stają się oddolnym medium społecznościowym: anonimowym, dowcipnym, dostępnym dla wszystkich, kto ma rylec lub kartkę, i omijającym oficjalne kanały komunikacji. Cesarz miał monety i inskrypcje triumfalne. Papież miał bulle i kazania. Ale ściana i posąg należały do wszystkich.
Porównanie do dzisiejszych memów i komentarzy nasuwa się samo – i jest uczciwe, byle z umiarem. Pompejański banter to nie zupełnie to samo co wpis w sieci; pisał go ktoś, kto stał fizycznie przed murem i ryzykował, iż ktoś go zobaczy. Ale logika jest pokrewna: anonimowość daje odwagę, dowcip daje zasięg, a publiczna powierzchnia zamienia prywatną złość w wspólną rozrywkę. Zmieniło się medium. Odruch został ten sam.
Dlatego ta nudna ściana z Pompejów, która „dziwi się, iż jeszcze nie runęła”, jest jednym z najważniejszych zdań, jakie zostawił nam antyk. Bo to ściana, która wie, iż jest czytana. A miasto, które wie, iż jest czytane, zaczyna pisać do siebie samego. Robiło to dwa tysiące lat temu i robi do dziś.
Najczęściej zadawane pytania
Czy graffiti w Pompejach są prawdziwe?
Tak, i to z najwyższego archeologicznego poziomu pewności. To napisy zachowane in situ, czyli dokładnie tam, gdzie je naniesiono, przykryte popiołem Wezuwiusza w 79 r. n.e. Nie przepisywał ich żaden późniejszy kopista, więc nie ma ryzyka błędu transmisji. Tysiące z nich opisano w czwartym tomie korpusu Corpus Inscriptionum Latinarum (CIL IV). Sporna bywa interpretacja tonu, nie samo istnienie.
Kto to jest Pasquino?
To okaleczony antyczny posąg z III wieku p.n.e., wykopany w Rzymie około 1501 roku i ustawiony przy dzisiejszej Piazza Pasquino, blisko Piazza Navona. Od początku XVI wieku mieszkańcy wieszali na nim anonimowe, satyryczne wierszyki atakujące papieży i kardynałów. Od jego imienia pochodzi słowo „paszkwil”.
Co to są pasquinate (paszkwile)?
To anonimowe satyryczne teksty – najczęściej krótkie wiersze – przyczepiane do cokołu Pasquina. Wyśmiewały nepotyzm, podatki i obyczaje rzymskich elit. Z czasem słowo pasquinade weszło do wielu języków i oznacza dziś każdy anonimowy lampoon czy zjadliwą satyrę polityczną.
Jak posągi Pasquino i Marforio „rozmawiały”?
Rzymianie wieszali na posągu Marforio naiwne pytanie, a na Pasquino – ciętą, polityczną odpowiedź. Powstawała w ten sposób fikcyjna debata dwóch posągów: jeden grał prostaczka, drugi cynicznego komentatora. Był to sprytny sposób na satyrę bez podpisu, a więc w praktyce omijający cenzurę.
Czy władze niszczyły mówiące posągi?
Nie. Papież Hadrian VI rozważał wrzucenie Pasquina do Tybru, a Benedykt XIII groził karą śmierci za zostawianie wierszy – jeden arystokrata stracił głowę już za posiadanie zbioru paszkwili. Mimo to posągów nie zniszczono: były zbyt sławne, a ich likwidacja zrobiłaby z satyry męczennika. Władze wolały zrywać kartki i ścigać autorów. Posągi stoją do dziś.


![Motocyklowe MŚ – Marc Marquez wygrał Grand Prix Niemiec [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/07/epa13106937.jpg)
![Jasna Góra: 35. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/07/26712222.jpg)

.webp)










