Czym, jeżeli nie odwagą, staje się założenie po raz kolejny butów narciarskich ze świadomością, iż każdy zjazd obciążony jest ryzykiem – a jeżeli przewrócisz się teraz, tym bardziej będą cię krytykować?
Podobno niezależnie od tego, ile by człowiek nie napisał tekstów, zazwyczaj, na różne sposoby, i tak pisze o tym samym. Trudno mi się nie zgodzić. Może to zresztą domena nie tylko ludzi? Może czasem cała otaczająca nas rzeczywistość przez kolejne dni, tygodnie, miesiące i lata w kółko mówi na ten sam temat? Ot, taki miniony wtorek – mam wrażenie, iż kilkukrotnie opowiedział mi dokładnie tę samą historię.
Opowieść w trzech aktach
Zaczęło się od kolegium redakcyjnego, podczas którego rozmawialiśmy o wypadku narciarki alpejskiej, Lindsey Vonn. Mimo zakończenia kariery sportowej w 2019 roku Vonn zdecydowała się na start na trwających właśnie igrzyskach olimpijskich. Nie powstrzymała jej choćby kontuzja kolana (jechała w ortezie po niedawnym urazie). Do wypadku doszło bardzo gwałtownie – ok. 13 sekund po starcie – a sama narciarka tłumaczyła później, iż zadecydował minimalny błąd w linii przejazdu, nie zaś osłabione kontuzją kolano. W wyniku upadku Vonn doznała złożonego złamania kości piszczelowej wymagającego kilku operacji – mimo to podkreśla konsekwentnie, iż nie żałuje decyzji o starcie.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Później był weterynarz. Myślałam, iż wejdę szybko, kupię psią tabletkę i pojadę dalej. Już przed wejściem zaczęłam mieć jednak złe przeczucia. Przechodząc obok jednego z zaparkowanych niedaleko samochodów, usłyszałam przez uchylone drzwi, jak jakaś pani zanosi się płaczem. Kiedy dotarłam do drzwi, zobaczyłam dziewczynkę – na oko czwarto-, piątoklasistkę – całą czerwoną od łez. Nie poszłam dalej. jeżeli w środku właśnie zakończyło się psie, kocie albo królicze życie, nie chciałam tego zakłócać prośbą o tabletkę na odrobaczanie.
I w końcu wieczór. Z lekkim drżeniem, ale i radością, kupiłam jakiś czas temu bilet na występ Kabaretu hrAbi – panowie niedawno ruszyli w pierwszą trasę koncertową po śmierci współtworzącej z nimi kabaret Joanny Kołaczkowskiej. Było zachwycająco. Nikt nie próbował choćby zastępować Aśki – program był więc zupełnie inny, nowy i świeży. Płakaliśmy ze śmiechu, jednocześnie co jakiś czas wzruszając się widokiem stojącego na fortepianie wazonika z różą. „Asia jest z nami” – powiedział Dariusz Kamys, stawiając go tam na początku występu. Niewątpliwie tam wczoraj była. I idę o zakład, iż bawiła się jeszcze lepiej niż my.
Dzieci krytyki
Na te same trzy historie spojrzeć można również od drugiej strony. „Nie powinna startować”, „nikt nie jest w stanie oszukać organizmu”, „ma już swoje lata”, „trzeba było na dobre skończyć karierę”, „nie wystarczą jej trzy medale olimpijskie?” – czytałam o Vonn. Wypadek był pretekstem zarówno do prób merytorycznej krytyki ze strony specjalistów, jak i do bezmyślnych hejterskich komentarzy pisanych przez kanapowców, którzy nie mieli nigdy nart na nogach.
„Człowiek się tylko niepotrzebnie przywiązuje”, „nie wiem, po co się na to wystawiać”, „ja bym na twoim miejscu sobie tego nie robił, później będziesz płakać” – usłyszałam od kilku osób, kiedy przygarniałam swojego psa.
„Nie powinni wracać”, „bez Aśki to nie to samo”, „to będzie kompromitacja”, „tylko Aśka była tam zabawna” – czytałam w (na szczęście nielicznych) komentarzach po tym, jak hrAbi ogłosili, iż zdecydowali się wrócić na scenę.
Mimo iż nigdy nie będzie jak dawniej, bo wszystkie doświadczone straty zmieniły nas bezpowrotnie, to życie, choć już zawsze inne, wciąż może być dobre
Agata Kulczycka
Skąd biorą się te komentarze? Różnie. Niektórzy – na przykład ci, którzy sami pożegnali kiedyś zwierzaka – przeżyli kawałki swojego bólu i być może próbują ochronić przed nim świat. A jeżeli nie świat, to samych siebie. Bo przecież mówienie innym – po tym, jak doświadczyło się takiej straty – iż więź ze zwierzakiem nie jest wcale taka ważna, to próba przekonania własnego serca, iż nie boli aż tak bardzo.
Czasem dzieje się pewnie też to, co w jednym z moich ukochanych wierszy opisał Kazimierz Przerwa-Tetmajer. W utworze „Dziś” podmiot liryczny snuje opowieść o tym, iż dawniej, by przestać kochać i wierzyć, trzeba było samemu doświadczyć trudu i bólu. „Dziś – pierwsze nasze myśli są zwątpieniem / nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem. / Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi, / cudzych doświadczeń mając pełną głowę, / choćby nam dano skrzydła Ikarowe, / nie mielibyśmy do lotu odwagi” – kontynuuje. Wiersz przynosi również smutny wniosek: dziś „nie tracimy nic, bośmy od razu / nic nie przynieśli”. To pewnie również historia niektórych komentatorów.
Możemy próbować
Niezależnie jednak od natężenia krytycznych komentarzy, niosę w sobie głębokie przekonanie, iż miniony wtorek był wcale nie o tym. Nie była to opowieść o żalu, wyrzutach czy naiwności, ale o trzech aktach odwagi.
Czym, jeżeli nie odwagą, jest w końcu podjęcie decyzji bez gwarancji powodzenia? Założenie po raz kolejny butów narciarskich ze świadomością, iż każdy zjazd obciążony zostaje ryzykiem – a jeżeli przewrócisz się teraz, tym bardziej będą cię krytykować?
Czym, jeżeli nie odwagą, jest wzięcie ze schroniska kolejnego potrzebującego pomocy psiaka – mimo iż wiesz, iż za jakiś czas sierść wokół jego pyszczka będzie siwieć, zacznie on tracić siły, aż w końcu pewnego dnia te wpatrzone w ciebie z bezinteresownym zachwytem oczy zgasną, a ty znów zalana łzami będziesz odgrażać się Bogu, powtarzając, iż jeżeli w niebie nie ma zwierząt, nigdzie się nie wybierasz?
- Zbigniew Nosowski
Szare, a piękne
Jak inaczej – jeżeli nie mianem odwagi – nazwać decyzję, żeby z żałobą i pustką w sercu stanąć na deskach filharmonii w swoim rodzinnym mieście i sprawdzić, czy jesteś w stanie rozśmieszyć ludzi (sic!), którzy przecież razem z tobą przeżywali stratę królowej kabaretu?
To przecież opowieść o ludzkich codziennościach: o decyzjach, żeby jeszcze raz zaufać życiu, żeby rzucić mu się w ramiona bez gwarancji, iż tym razem cię złapie; o pasji, której nie zrozumieją ci, którzy nigdy się na taki krok nie zdecydowali – którzy nie mieli nigdy odwagi spojrzeć w kochające oczy, ani nigdy nie czuli w powiewie wiatru zapachu wolności; o wielkim lęku i jeszcze większej miłości, gotowej na podjęcie ryzyka porażki i na przeprowadzenie cię przez ogrom cierpienia, które, niewątpliwie, kiedyś nastąpi.
To nasze małe-wielkie sprawy. To wszystkie „podniosę się” i „jestem gotów”: niezależnie od tego, czy wypowiadane wobec dziennikarzy i w świetle reflektorów, czy szeptane niepewnie do lustra w łazience. To każde „od nowa” podjęte z pełną świadomością własnych siniaków, z odważną szczerością wobec własnego serca, które – choć w miejscach starych ran zawsze już będzie krwawić – nie utraciło zdolności kochania. To świadomość, iż mimo iż nigdy nie będzie jak dawniej, bo wszystkie doświadczone straty zmieniły nas bezpowrotnie, to życie, choć już zawsze inne, wciąż może być dobre.
„Chociaż wczorajszy dzień nie zakończył się tak, jak się spodziewałam, i pomimo intensywnego bólu fizycznego, którego doznałam – niczego nie żałuję” –
Vonn na Instagramie. „Podobnie jak w narciarstwie zjazdowym, w życiu podejmujemy ryzyko. Marzymy. Kochamy. Skaczemy. I czasami upadamy. Czasami nasze serca są złamane. Czasami nie spełniamy marzeń, mimo iż wiemy, iż mogliśmy to zrobić. Ale to jest właśnie piękno życia; możemy próbować”.
Miłości na tyle szalonej, by pokonała lęk, na tyle zdeterminowanej, by koiła cierpienie, na tyle odważnej, by spróbować raz jeszcze – tego mi życzył miniony wtorek. Może to jednak nie tylko do mnie?

2 godzin temu













