Prawda nie potrzebuje przemocy

2 dni temu

Człowiek kontemplacyjny zdolny jest do spotkania, w którym nie chodzi o rywalizację ani walkę o swoje racje.

Edytorial do tygodnika „Więź co Tydzień” z 19 marca 2026:

Thomas Merton, jeden z gigantów chrześcijańskiej duchowości, nie tylko nie bał się czerpać z tradycji buddyjskiej, ale – jak zauważa Stanisław Chyla-Smyk – „dostrzegał, iż zarówno w tradycji chrześcijańskiej, jak i w zen, istnieje praktyka prowadząca do przekroczenia egocentryzmu”.

W naszym tak bardzo spolaryzowanym oraz ubóstwiającym indywidualizm świecie praktyka prowadząca do przekroczenia egocentryzmu wydaje się drogą ocalenia. Nie jest to łatwa droga, bo głęboko zakorzeniło się w nas przeświadczenie, iż dochodzenie prawdy – a także prawd wiary – musi wyrażać się w sporze, w udowodnieniu swoich racji, doprowadzeniu adwersarza do ich przyjęcia.

Takie podejście w ostateczności może prowadzić do przemocy (nie tylko symbolicznej), a choćby być zarzewiem wojen, które toczą się zarówno na polach walki, jak i w różnych dyskursach publicznych, a także (niestety) w naszych domach.

Tymczasem prawda „nie potrzebuje przemocy, aby istnieć” – zauważa za Mertonem Stanisław Chyla-Smyk. To odkrycie amerykański trapista zawdzięczał także praktyce kontemplacji, w której znaczącą rolę odegrała tradycja zen.

To właśnie dzięki kontemplacji, traktowanej jako głębokie zakorzenienie w Bogu i własnej tożsamości, możliwe jest przekroczenie prącego do rywalizacji ego. Człowiek kontemplacyjny – wyzbywając się lęku napędzanego przez niepewność – zdolny jest do prawdziwego spotkania z drugim, również tym bardzo innym. Zdolny jest do spotkania, w którym nie chodzi o rywalizację ani walkę o swoje racje, ale wzajemne słuchanie się i rozmowę, o dialog.

Przeczytaj: Dialog zaczyna się w ciszy. Lekcja Thomasa Mertona

Idź do oryginalnego materiału