Pragnę, by Bóg działał przeze mnie – świadectwo anMari

1 godzina temu

„Myślę, iż to jest Jego łaska, iż miałam taką siłę, by Go szukać, modlić się, czytać Pismo Święte. Ale zawsze powtarzam, iż to jest dostępne dla wszystkich, bo Pan Bóg czeka na każdego.” – zapraszamy na świadectwo anMari – gwiazdy muzyki chrześcijańskiej, kompozytorki, multiinstrumentalistki, wokalistki i producentki.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: 6 maja 2026
Photo credit: anMari
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Występujesz zarówno w kościołach, jak i na stadionach – wolisz śpiewać dla kameralnej czy bardzo licznej publiczności?

Kiedy śpiewam, nie myślę o tym, jak dużo jest osób, skupiam się jedynie na tym, by muzyką chwalić Boga. Wspaniale mieć rzesze osób przed sobą i śpiewać dla nich, ale dla mnie istotny jest choćby ten jeden jedyny człowiek, do serca którego trafi moja muzyka. jeżeli ona pomoże komuś zbliżyć się do Boga – to jest największa nagroda. A dla mnie samej uwielbienie zawsze i wszędzie polega na tym samym – oddawaniu chwały Panu Bogu.

15 sierpnia podzielisz się swoją muzyką na Ergo Arenie w Gdańsku podczas festiwalu „Prosta Droga do Boga – Być jak święty Maksymilian”. Dlaczego zdecydowałaś się na udział w tym wydarzeniu?

Ucieszyłam się, iż dostałam zaproszenie na to interesujące wydarzenie o zróżnicowanym programie. Nie bez znaczenia było dla mnie również to, iż święty Maksymilian Maria Kolbe jest moim patronem i bliskim mi świętym. Urodziłam się 14 sierpnia, w dniu wspomnienia liturgicznego św. Maksymiliana, i zarazem jego męczeńskiej śmierci w Auschwitz.

W którym momencie życia uświadomiłaś sobie, iż św. Maksymilian jest dla Ciebie kimś ważnym?

Rodzice od zawsze często mówili mi o św. Maksymilianie, szczególnie moja mama, która powtarzała, iż mam wielkiego patrona. Święty Maksymilian stał mi się jeszcze bliższy, gdy byłam licealistką lub studentką. Parę lat temu zaczęłam się zaznajamiać z jego historią, poznawać go bliżej, więcej o nim czytać. Zachwyciła mnie Jego bezgraniczna miłość do drugiego człowieka. Bliska mi jest jego duchowość maryjna i postulat: „Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną”.

Powiedziałaś, iż ważna jest dla Ciebie duchowość maryjna. Jaką rolę Matka Boża odgrywa w twoim życiu?

Zawierzyłam się Niepokalanemu Sercu Maryi. Po raz pierwszy uczyniłam to sześć lat temu. I staram się robić to regularnie – co roku odnawiam to zawierzenie. Czuję, iż Maryja prowadzi mnie przez życie. Zawsze Jej oddaję swoją muzykę, wszystkie koncerty uwielbieniowe, bo czuję, iż Bóg mocno mnie powołuje do takiej posługi. Matka Boża jest mi bardzo bliska.

Teraz porozmawiajmy trochę o twojej drodze do miejsca, w którym jesteś teraz. Jak to się stało, iż jako dziewczynka marzyłaś o karierze popowej piosenkarki, a tworzysz muzykę na chwałę Bożą?

Wielką rolę odegrało w tym moje nawrócenie. Przeżyłam je, gdy miałam 20 lat. I kiedy dwa lata temu, stanęłam przed wyborem, czy związać życie z muzyką komercyjną, czy tworzyć muzykę na chwałę Bożą, wybrałam to drugie. Wtedy zrozumiałam, iż nie mogę się wyprzeć wiary i iż chcę głosić miłość Boga przez muzykę, którą tworzę, a potem wykonuję. Nie jestem związana z żadną wytwórnią, ważna jest dla mnie niezależność, dzięki czemu mogę komponować i śpiewać to, co naprawdę czuję, nikt mnie w niczym nie ogranicza i niczego mi nie narzuca.

Dorastałaś w katolickiej rodzinie, a jednak pod koniec liceum oddaliłaś się od Boga. Możesz powiedzieć, dlaczego się tak stało?

Myślę, iż wiele osób, które się wychowują w katolickiej rodzinie, doświadcza takiej wiary automatycznej, bo nie ma osobistej relacji z Bogiem. Ze mną było podobnie. A w pewnym momencie swojego życia, w liceum, zaczęłam szukać miłości, niestety tam, gdzie nie mogłam jej znaleźć. Szukałam uznania i akceptacji w oczach innych ludzi, mocno się wtedy pogubiłam, sporo imprezowałam. Myślałam, iż Pan Bóg jest gdzieś daleko. Teraz wiem, iż cały czas był bardzo blisko mnie.

Wszystko się zmieniło w Londynie, gdy wyjechałaś tam na studia…

Tak, to było podczas pandemii. Pomogło mi to, iż w Londynie mieszkałam w katolickim akademiku, poznałam tam wspaniałych ludzi, którzy żyli modlitwą, byli blisko z Panem Bogiem. Zdecydowałam, iż nie chcę już dłużej żyć w pustce i smutku. Postanowiłam podjąć wysiłek, by na nowo odnaleźć Boga i zyskać poczucie, iż życie w tej zwykłej codzienności blisko Niego jest naprawdę piękne.

Podkreślasz, iż Twoje nawrócenie to nie był moment, tylko droga – proces, który trwał rok.

Dokładnie. Myślę, iż to jest Jego łaska, iż miałam taką siłę, by Go szukać, modlić się, czytać Pismo Święte. Ale zawsze powtarzam, iż to jest dostępne dla wszystkich, bo Pan Bóg czeka na każdego.

Ja wtedy czułam, iż bardzo pragnę coś zmienić tak, żeby budzić się kolejnego ranka i być szczęśliwa. Aby to osiągnąć, trzeba pracować nad sobą jako człowiekiem, ale też nad rozwojem duchowym. U mnie dużą rolę odegrało zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, o którym już wspominałam. Teraz, z perspektywy czasu, widzę, jak Maryja działała i prowadziła mnie do Jezusa. To była taka walka w codzienności, oddawanie Bogu każdego poranka, co wymagało pewnej dyscypliny duchowej.

W Londynie wygrałaś prestiżowy konkurs organizowany przez Matthew Knowlesa, ojca i byłego menedżera Beyoncé. To mogło Ci otworzyć drogę do międzynarodowej kariery, ale Ty z tego zrezygnowałaś.

Trudno mi było uwierzyć w to, iż wygrałam ten konkurs, wykonując religijne piosenki – „Sunshine” i „Heart of stone”. „Jestem tutaj, Panie, z moim sercem z kamienia” – śpiewałam. Sądziłam, iż z tego powodu mam mniejsze szanse niż inni uczestnicy. A jednak wybrali mnie. Wtedy miałam jeszcze nieco inną wizję swojej przyszłości – chciałam tworzyć różnorodną muzykę – popową i chrześcijańską. A tata Beyoncé uświadomił mi, iż muszę wybrać. Powiedział, iż albo będę grała muzykę niszową, w kościołach i podczas wydarzeń religijnych, albo muzykę pop na wielkich scenach po to, żeby ludzie mogli się upić. To mocne stwierdzenie pomogło mi podjąć decyzję. Tata Beyoncé był zszokowany moim wyborem, ale go uszanował. Pamiętam, iż na koniec rozmowy powiedział mi: „Okej, bądź chrześcijańską artystką, ale bądź najlepsza!”. Wzięłam to sobie do serca, bo muzyka na chwałę Pana musi być na najwyższym poziomie. Moja decyzja może się wydawać szaleństwem, bo Matthew Knowles zaczął mnie już wtedy promować w radiu i telewizji, a taka szansa nie zdarza się co dzień… Ale ja miałam już silną relację z Bogiem i wiedziałam, iż wiara jest dla mnie najważniejsza, dlatego nie mogę szukać kompromisów. Nie wyobrażałam sobie innej drogi.

A czy ta droga, którą wybrałaś, była łatwa?

Nie, nie była łatwa ani kolorowa, borykałam się z trudnościami. Na początku postanowiłam, iż będę dodawać bardzo klarowne treści o Bogu w mediach społecznościowych. Robiłam tak, a liczba obserwujących zaczęła spadać. Niektórzy radzili, żebym była bardziej neutralna – zaczęłam znów zastanawiać się nad tym, iż może jednak powinnam mieszać te dwa wymiary, ale nie uległam tej pokusie. Ta walka wewnętrzna trwała kilka miesięcy, ale trzymało mnie przekonanie, iż powinnam być sobą i mówić o Jezusie, niezależnie od reakcji innych. To był też taki czas oczyszczenia, dziś wiem, iż był mi bardzo potrzebny. Bo nieważne, co się dzieje – Pan Bóg wynagradza naszą wierność. jeżeli wiemy, iż robimy coś dobrego i w zgodzie ze sobą, to bądźmy temu wierni, choćby jeżeli efekty nie przychodzą gwałtownie i nie są takie, jakich oczekujemy. Pan Bóg nagrodził moją wytrwałość. Wiele miesięcy dodawałam skomponowane przeze mnie utwory na Jego chwałę. I w końcu, gdy nagrałam „Daj mi serce swe”, coś się zmieniło. Coraz więcej ludzi mnie słuchało. Zaczęłam koncertować… I Pan Bóg spełnił moje pragnienia, które miałam jako dziewczynka, ale w taki sposób jak On chciał, nie tak jak ja to sobie wyobrażałam.

Pan Bóg spełnił choćby te najśmielsze pragnienia – niedawno nagrałaś płytę, o której marzyłaś, i to w legendarnym Abbey Road Studios w Londynie, gdzie robią to gwiazdy, za którymi stoją wielkie wytwórnie…

Ja nie mam wielkiej wytwórni, ale mam wiarę w wielkiego Boga. To prawda, chwała Panu. Moim marzeniem było nagrywać i wydać płytę – mój album „Droga” ukaże się już w maju. Moim marzeniem było koncertować – to jest to, co robię teraz na co dzień. To wszystko dzieje się dzięki łasce Pana Boga, mam tego pełną świadomość.

To, co inni nazwaliby karierą, Ty nazywasz misją, aby szerzyć miłość i piękno Dobrego Boga. Śpiewasz o Bogu, który jest bardzo bliski, jest przyjacielem, dobrym Ojcem. Nazywasz Go choćby romantykiem…

Śpiewając, iż Bóg jest romantykiem, chciałam pokazać, iż On stworzył zachody słońca i całe to piękno dla wszystkich z nas, bo bardzo nas kocha. Chcę, by dzięki moim piosenkom ludzie uwierzyli w to, iż Bóg jest dobry, bo jest kochający. Ja doświadczam takiego Boga i chciałabym, by to stało się też udziałem innych.

Sama komponujesz muzykę i piszesz teksty. Skąd czerpiesz inspirację do swoich utworów?

Czerpię ją z doświadczenia prywatnego, a także z modlitwy, również tej w ciszy, którą bardzo lubię, choć czasem nie jest najłatwiejsza. Bo w ciszy trzeba stanąć w prawdzie przed sobą i Bogiem. Uwielbiam medytację – nie mówię za wiele i pozwalam się Panu Bogu kochać i wsłuchuję się w Niego. Te utwory powstają też ze zrozumienia, iż pewne rzeczy w moim życiu musiały się zadziać, także te trudne. One dały owoce. I w tym wszystkim, w mojej wierności, Pan Bóg mi hojnie później pobłogosławił. I dlatego śpiewam o tym, iż On jest zawsze dobry, mimo iż czasem nie zawsze wszystko w życiu idzie po naszej myśli.

Śpiewasz też o tym, iż ktoś się zagubił, upadł, ale pragnie powrócić do Boga…

Staram się pisać taką muzykę, z którą wiele osób może się utożsamić i odnaleźć w niej swoje przeżycia. Myślę, iż trzeba otwarcie mówić o tym, iż wiara nie jest łatwa. Czasem przychodzą trudności, przeszkody i właśnie wtedy, w rozpaczy, szukamy ratunku u Boga. Uważam, iż to jest piękne. Najważniejsze, żeby być autentycznym i wołać do Pana Boga, jeżeli tego potrzebujemy. To dla mnie taka wielka tajemnica, iż tworzę jakiś utwór, a ktoś odnajduje w nim siebie.

Czy dostajesz sygnały, iż Twoja muzyka pomaga ludziom i prowadzi ich do Boga?

Zdecydowanie, Pan Bóg daje piękne owoce mojej misji, dostaję dużo wiadomości, iż ta muzyka ludziom bardzo pomaga, choćby prowadzi ich na drogę wiary. Czasem osoby niewierzące piszą, iż słuchają mojej muzyki, bo jest w niej piękno. Ja wychodzę z takiego założenia, iż Pan Bóg jest piękny i iż to piękno zawsze przyciąga. Uważam, iż rola artysty w Kościele jest ważna, bo ludzi będących poza nim możemy przyciągać pięknem, którym jest Bóg. Dziękuję Mu za te owoce, bo to nie moja zasługa, jestem tylko narzędziem, którym Bóg się posługuje. Mam nadzieję, iż pozwalam Mu działać przeze mnie.

Z anMari rozmawiała Kinga Chlebicka

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Kościół w drodze: Leon XIV o nadziei i potrzebie ciągłej reformy
Idź do oryginalnego materiału