Powołanie jest ukryte głęboko w naszej tożsamości – świadectwo s. Jony

karmelitanki.pl 4 tygodni temu

Mam pisać o powołaniu. Może rozpocznę tak…

Moim zdaniem powołanie to „coś” co jest głęboko ukryte w naszej tożsamości.
Żeby się dowiedzieć jakie jest nasze powołanie, trzeba przejść drogę odkrywania go, krok po kroku. Ja jednak nie poszłam tą drogą i założyłam z góry, iż moim powołaniem jest wyjście na mąż, bycie matką, posiadanie domu. Tak było do momentu, kiedy ksiądz na rekolekcjach ignacjańskich zapytał mnie o moje powołanie.

Wtedy odpowiedziałam, to, co zakładałam i zaczęło się… Moja odpowiedź nie dawała mi spokoju, a wręcz przyniosła niepokój. Od tego momentu moja modlitwa była szarpaniną z Bogiem: były „kłótnie”, okresy milczenia i obrażania się. W głębi serca przeczuwałam, o co chodzi i trudno było mi się na to zgodzić. Pan Bóg dawał mi znaki już wcześniej: pragnienie milczenia i głębszej modlitwy, czytania i słuchania Słowa Bożego, zaproszenie do codziennej Eucharystii, modlitwy różańcowej i brewiarzowej, adoracji, a nade wszystko pragnienie wielkiej MIŁOŚCI, której człowiek nie może dać, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.

Musiałam skapitulować i droga odkrywania mojego powołania stała się jak układanie puzzli.

Modliłam się, słuchałam Słowa, słuchałam serca, słuchałam danych mi ludzi, czytałam dobre książki.
W podjęciu ostatecznej decyzji pomogła mi Maryja. Pojechałam w pielgrzymce do Medjugorje z intencją utwierdzenia mnie, iż to jest to, do czego Bóg mnie zaprasza. I Maryja odpowiedziała. Zawsze mogę na Nią liczyć. Nigdy się nie zawiodłam i tak jest do dziś.

Niech Bóg będzie uwielbiony w przedziwnych drogach swoich!

s. Jona od Jezusa i Maryi

Idź do oryginalnego materiału