Potrzebujemy konsensusu w sprawie ciała

2 godzin temu
Zdjęcie: Fot. Floral Deco | Canva


Czy zgadzamy się na myślenie o ciele w kategoriach przedmiotu, który można posiadać lub użyczyć?

Edytorial do tygodnika „Więź co Tydzień” z 5 lutego 2026:

Mimo galopującej polaryzacji wciąż istnieje kilka tematów, co do których zgadzamy się jednomyślnie: nie znam nikogo, kto popierałby przemoc seksualną, handel ludźmi lub etniczne czystki. Na wzburzonym morzu polikryzysu wciąż da się dostrzec malutką wysepkę moralnego konsensusu – etyczne minimum podtrzymujące nasze społeczeństwa.

Konsensus nie jest jednak dany raz na zawsze. Jeszcze do niedawna mieliśmy pełną zgodę między osobami wierzącymi a stroną progresywną co do tego, iż pornografia i prostytucja są zjawiskami społecznie szkodliwymi. Nie kto inny jak Simone de Beauvoir, papieżyca feminizmu drugiej fali, pisała w „Drugiej płci” w 1949 roku, iż prostytucja jest jedną z najbardziej ekstremalnych form bycia „Inną” (l’Autre) – kobietą sprowadzoną do czystego obiektu seksualnego dla mężczyzny.

Dziś konsensus pęka – coraz więcej głosów opisuje pracę seksualną, w której towarem jest najintymniejsza sfera naszego ciała, jako zwykłą aktywność zawodową czy wręcz gest emancypacyjny. Nie ma na to powszechnej zgody choćby po stronie feministycznej. „Są takie sfery naszego życia, które nie powinny nigdy być przedmiotem wymiany handlowej” – mówi Joanna Bakoń ze Stowarzyszenia Bez w rozmowie z Agatą Kulczycką.

Potrzebujemy dziś powrócić do rozmowy o ciele. Czy zgadzamy się na myślenie o nim w kategoriach przedmiotu, który można posiadać lub użyczyć – tak samo jak samochód, mieszkanie lub rower? Czy kategoria posiadania dobrze oddaje relację, jaką każdy z nas tworzy z własnym ciałem? Od odpowiedzi na te pytania zależy to, jak umeblujemy nasz etyczny świat.

Przeczytaj: Seks nie jest prawem człowieka

Idź do oryginalnego materiału