Ludzie pełni nadziei mogą przyczynić się do obronności kraju – jedni w mundurach, inni choćby przez budowanie sieci pomocy sąsiedzkiej. Bez tej nadziei uciekną za granicę.
„Żyjemy w czasach przedwojennych”. To sformułowanie premier Donald Tusk powtarza jak mantrę. Ale premier nie jest jedynym, który mówi tą frazą. „Musimy zrobić wszystko, żeby być przygotowanymi do wojny”; „Nawołuję od samego początku, aby być gotowym do potencjalnej wojny” – to słowa prezydenta Karola Nawrockiego. Z gazet i portali z prawej i lewej strony codziennie straszą nas clickbaitowe nagłówki, nie mówiąc już o mediach społecznościowych.
Zachód opanowany strachem przed apokalipsą
Nie neguję realnego zagrożenia, choć jego prawdziwy poziom znają tylko służby specjalne – a może i one nie mają klarownego obrazu. Należy przygotowywać się na taki scenariusz, wzmacniać armię, odstraszać potencjalnego wroga. Jedną kwestią są jednak przygotowania wojskowe i dyplomatyczne, wzmacnianie infrastruktury, spójności społecznej, a inną – sposób mówienia o zagrożeniu. Zwłaszcza w czasach kryzysu zdrowia psychicznego, które znacząco pogorszyło się w trakcie pandemii. Późniejsza inwazja Rosji Putina na Ukrainę, inflacja, narastające od lat problemy klimatyczne – to wszystko wzmacnia poczucie niestabilności.
Koreańsko-niemiecki filozof Byung-Chul Han w eseju „Duch nadziei” pisze, iż świat zachodni od lat opanowany jest strachem przed apokalipsą, a w takie sytuacji życie staje się jedynie zarządzaniem kryzysami, przetrwaniem (Viktor Emil Frankl mówił o „egzystencji prowizorycznej”). Tymczasem, jak przekonuje Han, tylko nadzieja może dać nam życie, które będzie czymś więcej niż tylko przetrwaniem. Nadzieja, czyli – jak mówił niegdyś ks. prof. Tomasz Węcławski (dziś prof. Tomasz Polak) – otwartość na to, iż „może być jeszcze inaczej”. Strach zabiera tę otwartość, izoluje ludzi i zamyka ich przed sobą nawzajem.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Po stronie rządu, państwa, intelektualistów i dziennikarzy brakuje mi uspokojenia i motywacji do konstruktywnych działań. W retoryce „przedwojennej” mało słyszę o staraniach, by wojny w Polsce nie było. By odstraszyć potencjalnego wroga, zanim dokona inwazji, by postarać się o mądry pokój (niebędący porażką zaatakowanej Ukrainy). Owszem, mówi się o wspieraniu Ukrainy – militarnym i społecznym. I bardzo dobrze, to wsparcie jest przez cały czas potrzebne i należy je podtrzymywać.
Można jednak odnieść wrażenie, iż politycy odpuścili sobie konstruktywne myślenie o pokoju. choćby ci, którzy się odżegnywali od realizmu ofensywnego, przechodzą w tryb myślenia jemu adekwatny. Jako współtwórca „Nowej Konfederacji” doceniam myślenie realistyczne i wiem, iż mądrze zastosowane, może ono chronić przed naiwnością w polityce – na przykład przed oczekiwaniem wdzięczności lub litości w polityce międzynarodowej.
Ten kierunek myślenia należy jednak stosować przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami w dyplomacji bezpośredniej. „Realistyczny” przekaz kierowany do obywateli, jeżeli wychodzi z niemądrych, nastawionych na clickbait mediów, może łatwo zostać odebrany jako cynizm i fatalizm, i w ten sposób kształtować myślenie.
Marcin Gajda na Zjeździe Gnieźnieńskim postawił tezę, iż źródła wojny tkwią w nas samych, zwykłych ludziach: w porannej kłótni przy kawie i w gniewie na innego kierowcę. To ten sam lęk i te same żądze, które w skali makro prowadzą do zbrodni
Jarema Piekutowski
Owszem, nowoczesne państwo musi być gotowe do wojny, ale nie dlatego, iż jest to jedyna droga osiągnięcia pokoju, a dlatego, iż wojny na świecie jeszcze cały czas się zdarzają i należy się przed nimi bronić. Jednocześnie trzeba podejmować konstruktywne wysiłki na rzecz pokoju – a ludzie muszą w podejmowanie tych wysiłków wierzyć. jeżeli ktoś mówi, iż „żyjemy w czasach przedwojennych”, to musi liczyć się z tym, iż wielu ludzi usłyszy po prostu: „wojna jest nieunikniona”.
Źródła wojny tkwią w nas samych?
O tym, iż pokój jest możliwy i iż należy stawiać przede wszystkim na jego budowanie, mówili papieże – Franciszek, a teraz Leon. Ale ich głosy przez niektórych – co interesujące zarówno po lewej, jak i po prawej stronie – odbierane są jako naiwne. Owszem, niektóre wypowiedzi Franciszka rzeczywiście były niefortunne (czasem choćby bardzo). Jednak sam fakt, iż papież apeluje o pokój, zawieszenie broni i negocjacje, nie powinien wywoływać oburzenia.
Problem pojawia się, gdy kieruje apel do ofiary – i to w zasadzie głównie do niej. Takich wypowiedzi nie da się obronić. Jasne też, iż retoryką pokoju gra także sam Władimir Putin. Stawia absurdalne tezy, takie jak w wywiadzie dla „India Today”, gdzie powiedział: „Nasza specjalna operacja wojskowa nie jest początkiem wojny, ale raczej próbą zakończenia wojny, którą Zachód rozpalił”.
- Krzysztof A. Meissner
- Jerzy Sosnowski
Fizyk w jaskini światów
Wychodzi na to, iż granie retoryką pokojową jest powszechne. Robią to ci najlepsi, jak i najgorsi. Fakt, iż nie wszyscy mają czyste intencje, nie oznacza, iż budowanie pokoju jest skazane na porażkę – a takie myślenie jest kuszące. Uodpornieniu się na nie służy budowanie pokoju od wewnątrz, jak mówił o tym Marcin Gajda na ostatnim Zjeździe Gnieźnieńskim. Postawił wtedy tezę, która zszokowała niektórych słuchaczy – iż źródła wojny tkwią w nas samych, zwykłych ludziach: w porannej kłótni przy kawie i w gniewie na innego kierowcę. To ten sam lęk i te same żądze, które w skali makro prowadzą do zbrodni. A pokój zaczyna się od zwrotu do wnętrza. Straszenie wojną, które tylko utwierdza ludzi – już przerażonych gwałtownie zmieniającym się światem, pandemią, zmianami klimatycznymi i licznymi kryzysami – w poczuciu niemocy.
Jak się bronić, gdy brakuje pieniędzy na ochronę zdrowia?
W Polsce straszeniu widmem zbliżającej się wojny towarzyszy cięciom budżetowym, w tym kolosalnym w zakresie ochrony zdrowia. Według ustawy budżetowej na 2026 rok Narodowy Fundusz Zdrowia będzie musiał oszczędzić miliardy złotych. jeżeli jednak faktycznie miałaby w Polsce wybuchnąć wojna, jak obroni się przed nią społeczeństwo o słabym zdrowiu fizycznym i psychicznym?
W innych dziedzinach także nie brakuje cięć i zamrożeń. Jak powiedział Aleksander Temkin, szef Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, podczas konferencji prasowej dotyczącej finansowania nauki: „Przeciwstawienie wydatków na rozwój i wydatków na obronność jest fałszywe. Jest oparte na złej myśli strategicznej. o ile dojdzie do konfliktu z Rosją, to będzie konflikt wielofazowy. To nie będzie parę wymian artyleryjskich. Aby przetrwać ten konflikt, trzeba przetrwać. To znaczy – trzeba mieć odpowiednie silniki rozwoju oraz siły, oraz stabilności społecznej, odporności społecznej”.
Oczywiście zwiększenie wydatków na zbrojenia jest konieczne. Jednak potrzeba dużej siły charakteru, by nie pójść za pokusą, która się z tym wiąże. Z konieczności zwiększania środków na zbrojenia może być znakomity argument do zamknięcia ust, gdy rząd nie ma zdolności lub woli do budowania usług publicznych i wzmacniania państwa.
Ostrzegając przed taką sytuacją, Jan Maciejewski w rozmowie z Piotrem Legutką w „Gościu Niedzielnym” mówi: „To pokój się «robi», a nie wojnę. […] To konflikt jest bryłą, a pokój jest rzeźbą. Politycy powinni być artystami, którzy ten pokój tworzą. jeżeli stwierdzają tonem autorytatywnym, iż żyjemy w czasach przed-wojennych, to tym samym abdykują ze swojego zadania”.
Wojna nie jest celem, to pokój nim jest
Viktor Emil Frankl pisał już kilkadziesiąt lat temu, iż fatalizm jest chorobą współczesności. Gdyby nie przezwyciężenie fatalizmu, może już dawno na Europę spadłaby bomba atomowa. A jednak byli tacy, którzy nie dali się ponieść myśleniu fatalistycznemu. Chodzi o to, by dzisiaj słyszalna była nadzieja o tym, iż pokój jednak jest możliwy.
Viktor Emil Frankl pisał, iż fatalizm jest chorobą współczesności. Gdyby nie przezwyciężenie fatalizmu, może już dawno na Europę spadłaby bomba atomowa. A jednak byli tacy, którzy nie dali się ponieść myśleniu fatalistycznemu
Jarema Piekutowski
Słychać głosy zdziwienia, zwłaszcza wśród konserwatystów, iż wielu ludzi chce uciekać z Polski, gdy słyszą o wojnie. Owszem, to zły znak, a poszukiwanie przyczyn takiego stanu rzeczy, wymaga osobnej analizy. Sądzę jednak, iż w świadomości przeciętnego Polaka współczesna wojna to przede wszystkim miejsce nieuchronnej śmierci i kaźni; to zdarzenie, na które nie można się dobrze przygotować. choćby najsprawniejszy fizycznie i intelektualnie żołnierz staje w końcu oko w oko ze zdalnie sterowanymi rakietami i dronami.
Za to pokój i odporność można budować. W tym sensie można się do nich nie tylko przygotować, ale realnie pomóc im zaistnieć. Jest to walka, którą można wygrać, w której jest miejsce na poczucie sprawczości i nadzieję.
Owszem, dla polityków, dyplomatów i dowódców wojskowych szykowanie się na wojnę jest coraz bardziej palącym priorytetem. Ale wojna nie jest przecież celem, do którego dążymy, tylko raczej takim, do którego ostatecznie nie chcemy dopuścić. A tu liczą się stanowcze czyny i decyzje, często podejmowane bez nadmiernego krzyku i rozgłosu.
Ludzie potrzebują ducha nadziei. jeżeli go będą mieli, będą w stanie przyczynić się do obronności kraju – jedni w mundurach, inni choćby przez budowanie sieci pomocy sąsiedzkiej. Bez tej nadziei uciekną za granicę.

2 godzin temu



![Czas dla relacji. Jak wygląda Tydzień Małżeństwa w Swarzędzu? [RELACJA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/02/DSC06697.jpg)
![Każde małżeństwo jest ważne. Trwa Tydzień Małżeństwa [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/02/DSC06706-1.jpg)











