Miał być papież z Ameryki, który „wraca do domu”, a jest taki, który ten dom demonstracyjnie omija. Gdzieś między odwołaną wizytą w USA, groźbami spod znaku „cała cywilizacja umrze tej nocy” i zdjęciem prezydenta USA z bratem Leona XIV, raczej marnotrawnym, zaczyna się historia, której nikt nie planował i której skutki wykraczają poza kolejny spór Trumpa.