Czy trzeba wybaczać w nieskończoność? Ks. Piotr Wiśniowski analizuje Ewangelię o nielitościwym dłużniku. Dowiedz się, dlaczego chrześcijańskie przebaczenie to nie naiwność, ale decyzja uwalniająca serce od żalu, i jak mądrze stawiać granice złu.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: EWTN PolskaPhoto credit: EWTN Polska przy pomocy AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Piotr zadaje dziś Jezusowi pytanie, które chyba każdy z nas kiedyś zadawał: „Panie, ile razy mam przebaczyć?” I od razu podpowiada odpowiedź: „Czy aż siedem razy?”. Piotrowi wydaje się, iż siedem razy to już bardzo dużo. I rzeczywiście, po ludzku to dużo. Bo można wybaczyć raz. Można drugi. Można zacisnąć zęby trzeci raz. Ale kiedy ktoś krzywdzi nas kolejny raz, kiedy zdradza zaufanie, obmawia, oszukuje, upokarza albo uderza dokładnie w to miejsce, które najbardziej boli, wtedy człowiek mówi: dość.
A Jezus odpowiada: „Nie mówię ci, iż aż siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy”. Czyli: nie licz. Nie prowadź księgowości cudzych grzechów.
I właśnie o tej księgowości jest dzisiejsza Ewangelia.
Sługa jest winien królowi niewyobrażalną sumę. Dług tak wielki, iż praktycznie niemożliwy do spłacenia. Błaga więc: „Okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. I dzieje się coś niezwykłego. Pan nie daje mu więcej czasu. Nie rozkłada długu na raty. Daruje mu wszystko.
Ten człowiek wychodzi wolny. Powinien być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Powinien pamiętać, iż jeszcze przed chwilą sam błagał o miłosierdzie. Tymczasem spotyka człowieka, który jest mu winien znacznie mniej, chwyta go za gardło i mówi: „Oddaj, coś winien!”
I tu zaczyna się dramat. Nie dlatego, iż ten drugi człowiek nie miał długu. Miał. Nie dlatego, iż krzywda nie była prawdziwa. Była. Problem polegał na tym, iż człowiek, któremu okazano ogromne miłosierdzie, sam nie nauczył się być miłosierny.
I to jest Ewangelia bardzo niewygodna także dla nas.
Bo my często przychodzimy do Boga dokładnie jak pierwszy sługa. „Panie, zmiłuj się nade mną. Panie, przebacz. Panie, daj jeszcze jedną szansę”. Idziemy do spowiedzi. Klękamy przed kratkami konfesjonału. Kapłan wypowiada słowa rozgrzeszenia i Bóg naprawdę odpuszcza nam grzechy. Nie wypomina nam ich przez następnych dziesięć lat. Nie mówi: „Przebaczam, ale zapamiętam”. Bóg przebacza naprawdę.
A potem wychodzimy z kościoła i spotykamy swojego dłużnika. Męża. Żonę. Dziecko. Rodzica. Sąsiada. Kolegę z pracy. Księdza. Człowieka, który kiedyś powiedział o jedno słowo za dużo. I nagle wraca cała lista: „Pamiętam, co zrobiłeś. Pamiętam, co powiedziałaś. Pamiętam, jak mnie potraktowałeś”.
Można mieć pamięć pełną cudzych win i jednocześnie bardzo krótką pamięć własnych grzechów.
Święty Jan Paweł II powiedział niezwykle mocno: „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia”. To nie jest pobożne hasło. To jest prawda o rodzinach, małżeństwach, wspólnotach, narodach i o naszym własnym sercu. Człowiek, który nie potrafi przebaczyć, może przez lata nosić w sobie drugiego człowieka jak więźnia. Tylko iż z czasem okazuje się, iż więzieniem stało się jego własne serce.
Trzeba jednak powiedzieć bardzo jasno: przebaczenie nie oznacza udawania, iż nic się nie stało. Chrześcijaństwo nie nakazuje nazywać zła dobrem. o ile ktoś cię skrzywdził, krzywda pozostaje krzywdą. o ile ktoś zdradził twoje zaufanie, przebaczenie nie oznacza, iż następnego dnia musisz mu ponownie bezgranicznie zaufać. o ile ktoś stosuje przemoc, przebaczenie nie oznacza zgody na kolejną przemoc. Można przebaczyć i jednocześnie postawić granicę. Można przebaczyć i domagać się sprawiedliwości. Można przebaczyć i powiedzieć: „Nie pozwolę ci więcej mnie krzywdzić”.
Przebaczenie oznacza coś innego: nie chcę, aby zło, które mi uczyniłeś, zamieniło także mnie w człowieka złego. Nie chcę żyć zemstą. Nie chcę każdego ranka prowadzić w głowie procesu przeciwko tobie. Nie chcę, żeby człowiek, który mnie zranił dziesięć lat temu, przez cały czas decydował o tym, co dzisiaj dzieje się w moim sercu.
Święty Augustyn mówił: „Przebaczającemu będzie przebaczone”. To adekwatnie streszczenie dzisiejszej Ewangelii. Miłosierdzie otrzymane od Boga ma przejść przez nasze serce dalej. o ile zatrzymujemy je wyłącznie dla siebie, to znaczy, iż jeszcze nie zrozumieliśmy, czym ono naprawdę jest.
I wiem, iż ktoś może dziś pomyśleć: „Księże, łatwo powiedzieć. Nie wiesz, co mi zrobiono”. To prawda. Nie wiem. Są krzywdy, po których człowiek płacze latami. Są słowa, których nie da się zapomnieć. Są zdrady, które rozrywają życie na pół. Są rany zadane przez najbliższych, które bolą najbardziej właśnie dlatego, iż przyszły od tych, którym ufaliśmy.
Dlatego Jezus nie mówi dzisiaj: zapomnij. Mówi: przebacz.
A czasem przebaczenie zaczyna się nie od uczucia, ale od decyzji. Człowiek klęka przed Bogiem i mówi: „Panie Jezu, ja jeszcze nie potrafię. Wszystko we mnie się buntuje. Kiedy widzę tego człowieka, rana znowu boli. Ale nie chcę go nienawidzić. Dlatego dzisiaj oddaję go Tobie. Zrób z moim sercem to, czego ja sam zrobić nie potrafię”.
I być może jutro trzeba będzie powiedzieć to samo. I pojutrze znowu. Może właśnie to oznacza siedemdziesiąt siedem razy. Nie tylko tyle razy przebaczyć komuś nową winę, ale czasem siedemdziesiąt siedem razy oddawać Bogu tę samą ranę, kiedy ona powraca.
Za chwilę podejdziemy do ołtarza. I tutaj dokonuje się coś, wobec czego wszystkie nasze rachunki wyglądają inaczej. Chrystus nie umarł za ludzi bezgrzesznych. Umarł za grzeszników. Za mnie. Za ciebie. Z krzyża nie powiedział: „Ojcze, odpłać im”. Powiedział: „Ojcze, przebacz im”.
Dlatego dzisiaj warto postawić sobie jedno bardzo konkretne pytanie: kogo ja ciągle trzymam za gardło? Może nie rękami. Może pamięcią. Milczeniem. Pogardą. Obmową. Chłodem. Ciągłym wypominaniem tego, co wydarzyło się pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat temu.
Nie pytaj dzisiaj, czy ten człowiek zasłużył na twoje przebaczenie. Ty także nie zasłużyłeś na Krzyż Chrystusa. Miłosierdzie zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się rachunek zasług.
Panie Jezu, naucz nas przebaczać. Nie tanio. Nie naiwnie. Nie udając, iż zło nie boli. Naucz nas przebaczać tak, żeby cudzy grzech nie zatruwał już naszego serca. Naucz nas pamiętać, ile sami otrzymaliśmy od Ciebie. I kiedy znowu będziemy chcieli zacisnąć rękę na gardle naszego dłużnika, przypomnij nam, iż przed chwilą sami klęczeliśmy przed Tobą i prosiliśmy:
„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Amen.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

45 minut temu
















