Osiedle Maltańskie. Czy ataki na Kościół są uzasadnione?

1 dzień temu

Osiedle Maltańskie powstało na terenie należącym do parafii św. Jana Jerozolimskiego za Murami w Poznaniu. Po II wojnie światowej nieruchomość przejęły władze komunistyczne. Na działkach zaczęły osiedlać się rodziny, które przez kolejne dziesięciolecia budowały tam domy. Parafia odzyskała grunt w 1994 roku.

Na początku 2026 roku teren o powierzchni około 12,2 ha został sprzedany firmie JHM Development z grupy Mirbud za około 421 mln zł. Deweloper planuje wybudować w tym miejscu ponad 2 tys. mieszkań. Transakcja oznaczała konieczność opuszczenia nieruchomości przez dotychczasowych mieszkańców.

Większość z nich nie miała prawa własności do zajmowanych działek. Część kwestionowała jednak sposób uregulowania ich sytuacji prawnej, a niektórzy uważali, iż mogą nabyć grunt przez zasiedzenie. O tych roszczeniach rozstrzygają sądy.

Spór dotyczył również umów dzierżawy zawieranych z parafią. Według strony kościelnej miały one uporządkować sytuację prawną mieszkańców i zapobiec zasiedzeniu. Część lokatorów twierdziła natomiast, iż podpisywała je pod presją, obawiając się procesu i wysokich opłat za korzystanie z gruntu bez umowy.

Właściciel miał prawo rozporządzać nieruchomością, ale dla mieszkańców, którzy spędzili tam znaczną część życia, oznaczało to konieczność znalezienia nowego domu. Dlatego zasadnicze znaczenie miały warunki proponowanych porozumień i możliwość uzyskania pomocy mieszkaniowej.

Eksmisje i pozwy

2 września doszło do eksmisji wieloletniej mieszkanki osiedla. Policja usunęła około 30 osób, które próbowały zablokować działania komornika. Wydarzenie wywołało protesty i ponownie zwróciło uwagę mediów na konflikt.

Kuria informowała wtedy, iż zawarła porozumienia z ponad 120 rodzinami. Według jej przedstawicieli mieszkańcom proponowano również pomoc w znalezieniu lokali, a część ofert miała zostać odrzucona. Przeciwnicy eksmisji wskazywali natomiast na trudności w uzyskaniu warunków, które pozwoliłyby im bezpiecznie opuścić osiedle.

Kontrowersje wzbudziły także wcześniejsze deklaracje pełnomocnika archidiecezji. W czerwcu zapewniał on, iż wyroki eksmisyjne nie będą egzekwowane. We wrześniu do eksmisji jednak doszło . Kobieta, której dotyczyła interwencja, relacjonowała ponadto, iż gdy prosiła proboszcza o wstrzymanie działań, usłyszała: „Z Bogiem”.

Osobną sprawą stały się pozwy o zapłatę za bezumowne korzystanie z nieruchomości. W jednym z nich archidiecezja zażądała od rodziny Bartoszewskich ponad 17 tys. zł wraz z odsetkami. Pozew objął również ich 14-letnią córkę. Pełnomocnik strony kościelnej wyjaśniał, iż w chwili składania pozwu nie znano wieku wszystkich osób korzystających z gruntu. Rodzina uznała działania archidiecezji za formę nacisku.

Samo dochodzenie należności na drodze sądowej nie jest bezprawne. Pozwanie nieletniej, choćby jeżeli wynikało z przyjętego sposobu określania kręgu pozwanych, wywołało jednak poważne kontrowersje. Podobnie jak rozbieżność między wcześniejszymi deklaracjami dotyczącymi eksmisji a późniejszym przebiegiem wydarzeń, stało się to jednym z głównych powodów krytyki postępowania strony kościelnej.

Była liderka protestu zawarła ugodę

7 października Iwona Chrzanowska, jedna z osób zaangażowanych w protesty na Osiedlu Maltańskim, wystąpiła na konferencji prasowej przed Urzędem Miasta Poznania. Poinformowała, iż porozumiała się ze stroną kościelną i wyprowadziła z osiedla.

Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, umorzono jej około 22 tys. zł należności za bezumowne korzystanie z gruntu, a także zwrócono koszty nasadzeń. Chrzanowska sprzedała mieszkanie w Poznaniu, kupiła dom poza miastem, a strona kościelna pomogła jej zorganizować przeprowadzkę.

Kobieta przekonywała, iż dzięki porozumieniu może rozpocząć normalne życie. Wyjaśniała, iż już w maju uznała, iż dalsza walka nie przyniesie rozwiązania. Zaprzeczyła również, jakoby jej wystąpienie było wynikiem nacisków lub umowy z kurią mającej zdyskredytować protestujących.

Chrzanowska mówiła także o warunkach panujących na osiedlu: błocie, problemach z dostępem do wody i braku łazienek w części domów. Przyznała, iż przez lata przyzwyczaiła się do tego miejsca i obawiała się zmiany. Dziś nie uważa jednak tamtejszych warunków za normalne. Wskazywała też na brak podstaw prawnych do dalszego zamieszkiwania na zajmowanym gruncie.

Była liderka protestu ostro oceniła część osób zaangażowanych w jego organizację. Jej zdaniem liderzy działali pod wpływem zewnętrznych organizacji wspierających mieszkańców, a wrześniowe wydarzenia służyły przede wszystkim nagłośnieniu konfliktu. Twierdziła również, iż podczas jej choroby nie mogła liczyć na zainteresowanie ze strony osiedlowej wspólnoty. Nie wskazała jednak konkretnych dowodów na to, iż protest był sterowany z zewnątrz. Marek Bartoszewski ze stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom” odrzucił te sugestie, podkreślając, iż decyzje należą do samych mieszkańców.

Chrzanowska odniosła się także do sytuacji Doroty Gorgoń, innej byłej liderki protestu, która również porozumiała się z kurią. Gorgoń wyjaśniała, iż mieszkańcy walczyli o pozostanie na osiedlu, ponieważ byli przekonani, iż są u siebie, a działania miasta przez lata utwierdzały ich w tym przekonaniu. Po zawarciu ugody spotkała się z nieprzychylnymi reakcjami sąsiadów. Chrzanowska publicznie ją za to przeprosiła. Decyzje obu kobiet pokazują, iż część mieszkańców uznała porozumienie i przeprowadzkę za lepsze rozwiązanie niż dalszy protest.

Rola władz miasta

W konflikcie istotną rolę odgrywają również władze Poznania. Stowarzyszenie mieszkańców od ponad dwóch lat zwracało się do miasta o pomoc. Według danych przedstawionych przez samorząd od 2021 roku złożono 186 wniosków o przyznanie lokalu komunalnego, a 59 rodzin znalazło się na liście uprawnionych.

Kuria wskazywała z kolei na program wsparcia prowadzony od 2023 roku, za pomocą którego kilkadziesiąt rodzin uzyskało uprawnienia do lokali komunalnych. Nie oznaczało to jednak automatycznie, iż każda z rodzin mogła gwałtownie otrzymać mieszkanie odpowiadające jej potrzebom.

Przez lata nie udało się wypracować rozwiązania, które zapobiegłoby obecnemu konfliktowi. Nieuregulowana sytuacja prawna gruntu, oczekiwania mieszkańców i ograniczone możliwości lokalowe miasta sprawiły, iż problem narastał. Sprzedaż nieruchomości deweloperowi przesądziła o konieczności opuszczenia terenu, ale nie rozwiązała kwestii odpowiedzialności za los dotychczasowych mieszkańców.

Prawo własności nie przestaje obowiązywać dlatego, iż ktoś mieszka na danym gruncie od pokoleń. Nie zwalnia też właściciela z odpowiedzialności za sposób prowadzenia sporu. Ugoda Iwony Chrzanowskiej dowodzi, iż można znaleźć rozwiązanie akceptowane przez przynajmniej część mieszkańców. Trzeba mieć nadzieję, iż zawarte już ugodny staną się jaskółką przyszłego całościowego rozwiązania sporu.

Czytaj także:Rzuciła korporację. Teraz pomaga innym odkryć ich powołanie [WYWIAD]
Czytaj także:Bezdomność zaczyna się w domu. I może dotknąć każdego
Czytaj także:Poznańska parafia, która wychodzi naprzeciw wiernym. Tu online zamówisz mszę, zgłosisz ślub lub chrzest
Idź do oryginalnego materiału