Odszedł mistrz dokumentu Frederick Wiseman. Miałem szczęście go znać

2 godzin temu

Odbyliśmy sporo rozmów. Zawsze ujmował mnie jego ton – przepełniony jednakowo ciekawością świata i orzeźwiającym dystansem.

Tekst ukazał się na Facebooku. Tytuł od redakcji Więź.pl

16 lutego, w wieku 96 lat, zmarł wybitny dokumentalista Frederick Wiseman. Do samego końca był w świetnej formie artystycznej, o czym najlepiej świadczy fakt, iż w 2017 roku podbił festiwal w Wenecji trzygodzinnym filmem o nowojorskiej bibliotece publicznej.

Kiedy dziś myślę o „Ex Libris”, staje się dla mnie jasne, iż opowiadając o tamtej powszechnie szanowanej, ale przecież dalekiej od koturnowości, barwnej, pełnej intelektualnego fermentu instytucji, mimochodem mówił też o sobie. Jestem o tym przekonany tym bardziej, iż miałem niewyobrażalne szczęście poznać Freda i – będąc beneficjentem jego nieszablonowości i otwartości – utrzymywać kontakt przez kilkanaście lat.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Pierwszy raz spotkaliśmy się w 2013 roku na festiwalu w Wenecji, gdzie Fred pokazywał swój najnowszy dokument, a ja – nie będąc wcale znawcą jego twórczości, ale chcąc zwyczajnie poznać legendę kina – poprosiłem go o spotkanie. Choć umówiliśmy się na wywiad, ostatecznie wyszła z tego autentyczna rozmowa – Fred nie tylko odpowiadał, ale też sam zadawał pytania, był ciekaw autentycznie polskiej rzeczywistości i sytuacji politycznej.

Na koniec zostawił mi wizytówkę, co odebrałem jako sympatyczny, ale kilka znaczący akt amerykańskiej kurtuazji. Kiedy znajoma agentka prasowa parę dni później wspomniała jednak, iż Fred chwalił jej nasze spotkanie, uznałem to za zachętę, napisałem maila i dzięki temu na przestrzeni lat odbyłem z Fredem jeszcze kilka wspaniałych rozmów, tym razem już bez dyktafonu.

Widywaliśmy się głównie w Wenecji, gdzie Wiseman pokazywał swoje najnowsze filmy albo odbierał nagrody za całokształt twórczości. Czekałem na te spotkania z wielu powodów, nie ukrywam, również dlatego, iż dzięki nim wchodziłem do raju na krzywy ryj i łapałem się na darmową kawkę w hotelu Excelsior, łypiąc jednym okiem, jak paparazzi, na gwiazdy rozsiadające się przy sąsiednich stolikach.

Promocja!
  • Marek Hendrykowski

Marcel Łoziński
OUTLET

10,00 29,00 Do koszyka

Przede wszystkim liczyły się jednak nasze rozmowy – gadaliśmy o polityce, wymienialiśmy branżowe plotki, co polegało głównie na tym, iż Fred bezceremonialnie wskazywał na siedzące obok grube ryby i z satysfakcją opowiadał na przykład o tym, ile wiszą mu kasy. Oczywiście wyciągałem też z mojego rozmówcy opowieści z przeszłości o moich ulubionych artystach, którzy – jak na przykład Dizzy Gillespie – okazywali się jego dobrymi znajomymi.

Niezależnie od tematu rozmowy ujmował mnie narzucany przez Freda ton – przepełniony jednakowo ciekawością świata i orzeźwiającym dystansem, rzucanymi od niechcenia bon motami jak z najlepszych filmów Allena i rytualnym, dającym sygnał do skończenia spotkania hasłem „Widzisz, wszyscy na świecie oszaleli z wyjątkiem mnie i ciebie, a co do ciebie w sumie nie jestem taki pewny”.

Nie słyszałem tej frazy od dobrych kilku lat, aż w listopadzie 2024 roku znalazłem się w Paryżu, poszedłem do Centre Pompidou i zobaczyłem, iż organizują tam przegląd Wisemana. Momentalnie zrozumiałem ten sygnał od rzeczywistości, napisałem maila i kilka godzin później czekałem już w hotelowym hallu.

Słyszałem o kłopotach zdrowotnych Freda, ale był w gorszym stanie niż się spodziewałem. Odkąd po dłuższej chwili dotarliśmy do knajpy po drugiej stronie ulicy, z każdą chwilą odzyskiwał jednak wigor.

Tym razem sporo rozmawialiśmy o filmach – z konieczności rzadko chodząc do kina, Fred był ciekaw, co adekwatnie go omija. Wiedziałem iż obaj lubimy Sorrentina, a iż byłem akurat świeżo po seansie „Partenope”, opowiedziałem o tym filmie, wszystkim tym, co w nim lubię i co nie do końca mnie przekonało. Kiedy dotarłem do mojej ulubionej sceny, w której John Cheever mówi bohaterce: „I don’t want to steal any minute of your youth”, Fred był zachwycony.

Może to przypadek, ale chwilę później powiedział, iż po tylu latach spędzonych na planach nie umie się odnaleźć, gdy nie pracuje i – niezależnie od swojej kondycji – chciałby jeszcze nakręcić film. Myślał, by spróbować pracy z archiwaliami, pytał o kontakty do twórców, którzy się w tym specjalizują. Obiecałem pomóc, miałem choćby konkretny pomysł jak, wymieniliśmy parę wiadomości, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Kilka miesięcy później Fred ogłosił, iż przechodzi na emeryturę. Teraz natomiast stało się jasne, iż wszyscy na świecie oszaleli, i nie można być już pewnym żadnych wyjątków.

Idź do oryginalnego materiału