W nocy z 7 na 8 września, w wieku 82 lat zmarł ks. Stanisław Małkowski – legendarny kapelan „Solidarności”, niezłomny działacz opozycji antykomunistycznej i bliski przyjaciel bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Odszedł świadek epoki, dla którego wierność Bogu, prawdzie i wolnej Ojczyźnie zawsze stała ponad własnym bezpieczeństwem. Przeczytaj wspomnienie o człowieku, który w najciemniejszych latach komunizmu uczył Polaków odwagi.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: EWTN PolskaPhoto credit: fot. Bartosz Zieliński - Praca własna, CC BY 1.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=13903397
Tekst został opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Są takie przejścia przez bramę życia i śmierci, przy których człowiek zatrzymuje się na dłużej. Bo odchodzi nie tylko człowiek. Odchodzi świadek epoki. Ktoś, kto pamiętał cenę wolności nie z podręczników historii, ale z własnego życia.
Minionej nocy, z 7 na 8 września, w wieku 82 lat odszedł do Domu Ojca ks. Stanisław Małkowski — kapłan „Solidarności”, działacz opozycji antykomunistycznej, przyjaciel i współpracownik bł. ks. Jerzego Popiełuszki, człowiek, dla którego słowa „Bóg”, „Kościół”, „prawda” i „Ojczyzna” nigdy nie były pustymi hasłami.
Żył nimi. I płacił za nie cenę.
Już od lat sześćdziesiątych angażował się w działalność opozycyjną. Komunistyczna Służba Bezpieczeństwa zatrzymywała go i przesłuchiwała. Kiedy Polska doświadczała ciemności stanu wojennego, stanął obok ks. Jerzego Popiełuszki. Od 1982 roku razem z nim odprawiał słynne Msze Święte za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.
To nie były czasy, w których odwaga kosztowała kilka nieprzychylnych komentarzy w internecie. Wtedy za prawdę można było zapłacić więzieniem, pobiciem, złamanym życiem. Czasem własną krwią.
Ks. Małkowski wiedział o tym doskonale. A mimo to nie zamilkł.
Nie był człowiekiem wygodnym. Także w wolnej Polsce. Można było nie zgadzać się z niektórymi jego ocenami, można było uważać jego słowa za zbyt ostre, można było z nim polemizować. Ale niezwykle trudno było odmówić mu jednego: odwagi pozostawania wiernym temu, co uważał w sumieniu za prawdę.
Był z pokolenia kapłanów, dla których sutanna nie była kostiumem zakładanym na czas liturgii. Była znakiem przynależności do Chrystusa. A miłość do Polski nie była dodatkiem do wiary, ale zobowiązaniem wynikającym z IV przykazania.
Sam ujął to kiedyś w niezwykle mocnych słowach:
„Miłość do Ojczyzny jest spełnieniem IV przykazania Dekalogu”.
I zaraz potem przypominał, iż niezliczone pokolenia Polaków modlitwą, pracą, cierpieniem i śmiercią potwierdzały swoją przynależność do narodu zmierzającego przez ziemską Ojczyznę ku tej ostatecznej — Ojczyźnie w Niebie.
Dzisiaj te słowa brzmią jak testament.
Ks. Stanisław Małkowski doskonale rozumiał bowiem coś, o czym współczesnemu człowiekowi coraz łatwiej zapomnieć: Polska to nie tylko terytorium zaznaczone na mapie. Polska to pamięć. Wiara ojców. Groby tych, którzy oddawali za nią życie. Krzyże stojące przy polskich drogach. Kościoły, w których przez stulecia modlono się za wolną Ojczyznę. To odpowiedzialność jednego pokolenia za następne.
Pisał: „Polska to przestrzeń i czas, to życie, wolność i własność, to przeszłość, obecność i przyszłość w drodze do wiecznej ojczyzny, to kultura i wiara”.
Trudno znaleźć lepsze słowa na dzień jego odejścia.
Za swoją postawę w 2021 roku otrzymał najwyższe polskie odznaczenie — Order Orła Białego. W uzasadnieniu wskazano jego bohaterską postawę kapelana „Solidarności”, wspierającego słowem i czynem walkę o Polskę niepodległą i sprawiedliwą oraz stojącego po stronie dobra i prawdy.
Ale dzisiaj wszystkie ziemskie odznaczenia pozostają już po tej stronie.
Kapłan staje przed Chrystusem bez orderów, tytułów i zaszczytów. Zostają tylko ręce, które przez ponad pół wieku podnosiły Hostię. Zostają wypowiedziane rozgrzeszenia. Odprawione Msze Święte. Ludzie, którym pomógł. Krzyże, które niósł. Prawda, której próbował służyć. I dobro, które zna tylko Bóg.
Dlatego dzisiaj nie budujemy ks. Stanisławowi pomnika ze słów. Modlimy się za niego. Bo właśnie tego najbardziej potrzebuje zmarły kapłan.
Niech Chrystus, któremu służył, przyjmie go do swojego Królestwa. Niech Maryja, Królowa Polski, której zawierzał Ojczyznę, wyjdzie mu na spotkanie. A bł. ks. Jerzy Popiełuszko — jego dawny przyjaciel i współpracownik z żoliborskich Mszy za Ojczyznę — niech powita go tam, gdzie nie ma już bezpieki, prześladowań, politycznych sporów ani ludzkiego lęku.
Jest tylko Prawda.
I jest Bóg.
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
Żegnaj, Księże Stanisławie.
Bóg zapłać za kapłaństwo.
Bóg zapłać za odwagę.
Bóg zapłać za wierność.
Bóg zapłać za Polskę.

39 minut temu














