Odpoczywaj nad Bałtykiem. Ale lepiej po sezonie

1 godzina temu
Zdjęcie: Morze i mewa


Półwysep Helski staje się wtedy przyjazny osobom poszukującym ciszy przerywanej jedynie szumem fal.

Kończą się wakacje. Dni są coraz krótsze. Pajęczyny coraz bardziej widoczne na łące i w lesie. Czas kończyć odpoczynek pod najbliższą mojemu sercu gruszą i ruszyć tam, gdzie przed chwilą było tłoczno. Nad Bałtyk, nad jeziora i w góry. Wszędzie tam, gdzie od czerwca do sierpnia spotkamy tłumy, a po sezonie ujrzymy zupełnie inny świat.

Wiele osób wybiera lato na czas wakacyjnej laby. Po części dlatego, iż tak działa kalendarz zajęć szkolnych młodszych członków naszych rodzin. A jednak warto pomyśleć nad wakacjami o innej porze roku. Nad Bałtykiem najfajniej jest właśnie po tym, jak skończy się okres letnich turnusów.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Wiem o czym piszę, bo wtedy właśnie jeżdżę nad Morze Bałtyckie. Owszem, kąpieli nie zażyję, bo nie jestem morsem, ale spacery pustymi plażami i po nadmorskich lasach, wizyta w ogarniętych ciszach niewielkich portach, gdzie można zobaczyć interesujące gatunki zimujących ptaków, to jest to, co lubię nad Bałtykiem najbardziej.

Zasmakuj chłodnego Bałyku

Nieżyjący już profesor Krzysztof Skóra, wieloletni szef Stacji Morskiej w Helu i mój mentor, ukuł hasło „odpoczywaj razem z przyrodą jesienią, zimą i wiosną”. Ta recepta, którą przypisywał wszystkim osobom spragnionym prawdziwego odpoczynku, jest ważna do dziś, o czym przekonuję się co roku. Profesor podkreślał w rozmowach ze mną, iż to jest taki czas, kiedy można najlepiej „dotknąć” morza.

Chociaż należę do osób niechętnych porom roku o krótkim dniu i długiej nocy, coraz częściej doświadczam tego, iż w naszym biologicznym zegarze mogą one pełnić istotną rolę, o ile z pokorą zaakceptujemy warunki świetlne. Wraz ze światem przyrody możemy się wyciszyć, odpocząć, zatrzymać na dłużej. Na uliczkach nadmorskich miast nie spotkamy, poza długimi weekendami, wielu osób. Wędrówka plażą oznacza bardzo często samotny spacer, który pozwala odkryć zupełnie inne oblicze bałtyckiego brzegu.

Osobiście najbardziej lubię nad Bałtykiem w Polsce czas od listopada do marca. To wtedy można naprawdę poczuć ten przyjemny stan lekkiego odrętwienia, wymuszony na nas krótkim dniem, nierzadko surowym i silnym wiatrem, który potrafi wyczyniać cuda na piasku, unosząc jego ziarenka w wędrujące tuż nad powierzchnią plaży kolumny.

Po sezonie wędrówka plażą oznacza bardzo często samotny spacer, który pozwala odkryć zupełnie inne oblicze bałtyckiego brzegu

Paweł Średziński

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Dużo też zacznie się dziać na wodzie. Nad polskie wybrzeże zlatują się gatunki z północy. Wśród nich będzie jak co roku zwracać uwagę bardzo interesująca kaczka o wymownej nazwie lodówka. W szacie zimowej jej samce są efektywnie wybarwione na biało. Nie jest to zresztą jedyny gatunek ptaków, który zimuje nad Bałtykiem.

Bardzo lubię ten klimat opustoszenie polskiego wybrzeża nie tylko ze względu na interesujące obserwacje przyrodnicze. Wędrowanie po lasach Półwyspu Helskiego jest również wielką frajdą samą w sobie. W rejonie cypla, na obrzeżach Helu, dobrze widać, jak wiele muszą znosić drzewa na tym skrawku lądu wciśniętym w morze. Sosny powyginane w fantazyjne kształty przez silne wiatry i trudne, pionierskie warunki pogodowe, zawsze przyciągają moją uwagę. Niskie i poskręcane stworzyły tam wielką galerię form natury pod otwartym niebem.

Już nie ma dzikich plaż

Niestety Półwysep Helski i jego lasy nie mogą rosnąć aż tak spokojnie. Co jakiś czas pojawiają się różne plany ich wycinki, realizowane pod hasłem a to walki z owadami, które mają lasom zagrażać, a to na rzecz wycinki pod planowane inwestycje z widokiem na morze lub blisko plaży. Całkiem głośno zrobiło się ostatnio o sprawie helskiego cypla. Ma tam powstać – nomen omen – Centrum Rewitalizacji Zdrowia Hel Happiness. W tym celu pod piłę pójdą drzewa. Nie jest to pierwsza taka sytuacja na polskim wybrzeżu, gdy drzewa są wycinane pod budowę wypoczynkowych obiektów.

W cieniu tych mało optymistycznych wieści wciąż na Półwyspie Helskim odnajdziemy pustkę. Bo półwysep usypia po letnich wakacjach. Staje się przyjazny osobom poszukującym ciszy przerywanej jedynie szumem fal. W sezonie, owszem też takie odcinki brzegu tutaj odnajdziemy, ale warto spróbować jesieni, zimy i wczesnej wiosny po helsku.

Oczywiście polskie wybrzeże nie ogranicza się do Półwyspu Helskiego. Jesteśmy w dość komfortowej sytuacji posiadania tak długiej linii brzegowej na styku z Bałtykiem. Wiele jest tam miejsc, gdzie odnajdziemy błogą ciszę i spokój, poza większymi ośrodkami położonymi nad morzem. A choćby i tam czas zaczyna płynąć wolno, niespiesznie.

Z dzieciństwa dobrze pamiętam Łebę. Trochę już jak przez mgłę wracają do mnie wspomnienia niepodrabialnego klimatu tej nadmorskiej miejscowości. Kiedy wróciłem tam po latach, nie mogłem poznać tego miejsca. Zamieniło się w chaotyczny zbiór inwestycji, które nie łączyło nic poza tym, iż ich celem była działalność komercyjna. Dlatego przestałem zapuszczać się tam latem. Zdecydowanie lepiej jest już po sezonie, kiedy znikają tłumy.

Problem tego jak wygląda zabudowa nadmorskich miejscowości i sąsiadujących z nimi terenów nie jest niczym nowym. Do dziś nie udało się wypracować spójnej wizji dotyczącej ładu przestrzennego i tego, jak ten ład się prezentuje. Jest brzydko i byle jak. jeżeli miałbym wybrać ładną nadmorską miejscowość z klimatem w Polsce, miałbym z tym dziś duży problem. Eksperci, którzy alarmowali i wciąż alarmują, iż presja ze strony człowieka na wybrzeże staje się coraz większa, mówią dziś wprost: już nie ma dzikich plaż poza odcinkami w dwóch parkach narodowych – Słowińskim i, w mniejszym stopniu, w Wolińskim.

A to wszystko wynika również z tego, iż w Polsce trwa wojna z Bałtykiem. Przyjmuje ona formę działań nazywanych zbiorczo ochroną brzegów. Już sama nazwa może budzić wątpliwości. O ile w przypadku miejsc, gdzie istnieją nadmorskie miejscowości, taka potrzeby ochrony ludzi przed morzem może zaistnieć, to na większości odcinków polskiego wybrzeża takiej konieczności już nie ma. Wręcz przeciwnie. Szkodzi to nie tylko krajobrazowi, ale i przyrodzie. Sęk w tym, iż zabudowa blisko brzegu coraz częściej wychodzi poza istniejące miejscowości. Wraz z umocnionym brzegiem otwierają się nowe tereny pod kolejne inwestycje, które, jeżeli powstaną, też trzeba będzie chronić. W konsekwencji znów trzeba będzie brzeg umacniać, przesypywać piasek z miejsca na miejsce, stawiać betonowe gwiazdobloki i wydawać kolejne bajońskie sumy na „ochronę brzegów”.

Szereg nieprawidłowości

Czy mogłoby to wyglądać inaczej? Oczywiście! Wystarczy odwiedzić położoną, trochę dalej niż po sąsiedzku, Mierzeję Kurońską. Litwa zadbała o to, aby ta część jej kraju wyglądała zupełnie inaczej. Aż chce się tam wracać. Zabudowa nie razi swoim odklejeniem domu od domu. Wszystko wpisuje się w wizję pewnej estetyki, której można Litwie pozazdrościć.

Do dziś nie potrafię zrozumieć fenomenu kempingów położonych na Półwyspie Helskim. realizowane są do dziś, pomimo iż stwierdzono szereg nieprawidłowości. Okazuje się, iż wciąż, jak czytamy w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, „nie zapewniono skutecznej ochrony brzegu morskiego Półwyspu Helskiego przed nieuprawnioną działalnością człowieka”. A ta działalność polega na rozbudowie kempingów i nadsypywaniu piasku. Człowiek chce odpocząć nad morzem, jasne, ale nie tłumaczy to faktu przekształcania morskich brzegów. Powstają choćby pływające baraki, które mają jeszcze bardziej zwiększyć dostępną przestrzeń. Takich miejsc unikam. Konsekwentnie. Po sezonie straszą swoją brzydotą.

Nie zmienia to faktu, iż na polskim wybrzeżu są jeszcze miejsca, gdzie warto pojechać. Najfajniej jest na tych pustych, powakacyjnych plażach, w nadmorskich lasach rosnących często na piaskach i opierających się wiatrom. Lubię też Słowiński Park Narodowy i spacer po jego plaży, a także po wielkich ruchomych piaskach, które służyły w polskich filmach za efektowne tło. Nie dziwię się filmowcom.

A ten powakacyjny odpoczynek nad Bałtykiem, razem z przyrodą, dziko polecam. Może gdzieś się na tej pustej plaży spotkamy?

Idź do oryginalnego materiału