Czy biskupi naprawdę uważają, iż szkodliwa dla dzieci będzie wiedza o zdrowej diecie, badaniach profilaktycznych albo szczepieniach?
Komisja Wychowania Katolickiego KEP opublikowała stanowisko dotyczące edukacji zdrowotnej. To reakcja na zapowiedź ministry edukacji Barbary Nowackiej, iż od 1 września 2026 roku przedmiot ten będzie obowiązkowy.
Edukacja zdrowotna – tak, seksualna – nie
I to pierwsza kwestia, której autorzy stanowiska się przeciwstawiają. Ich zdaniem „w obecnym kształcie edukacja zdrowotna nie powinna być przedmiotem obowiązkowym, choćby jeżeli wyłącza się w programie z obowiązkowych treści zakres zdrowia seksualnego”. Problem ma bowiem nie ograniczać się wyłącznie do tej części programu, ale dotyczyć także innych obszarów, które „nie respektują należycie wartości małżeństwa i rodziny”.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
To istotne przesunięcie akcentów. O ile wcześniej głównym przedmiotem sporu była edukacja seksualna czy konkretnie treści dotyczące seksualności ujęte w podstawie przedmiotu, o tyle dziś krytyka obejmuje już szerszy zakres treści.
Tymczasem sama podstawa programowa nie pomija ani tematu wartości, ani rodziny. Przewiduje przestrzeń do rozmowy o jej znaczeniu w życiu człowieka, o relacjach z bliskimi, odpowiedzialności za więzi czy o sposobach radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Mowa tu o doświadczeniach, które dla wielu uczniów nie są abstrakcyjne: separacja i rozwód rodziców, pojawienie się nowych relacji w rodzinie, choroba, śmierć bliskich. Takie sytuacje coraz częściej stają się elementem codzienności młodych ludzi – również tych uczęszczających do szkół katolickich – i wymagają nie tylko wsparcia emocjonalnego, ale także uporządkowanej wiedzy i języka do opisywania własnych doświadczeń.
Jeszcze niedawno przedstawiciele episkopatu dostrzegali pozytywne elementy proponowanego przedmiotu i chętnie na nie wskazywali w swoich wypowiedziach. Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP bp Wojciech Osial w marcu tego roku (czyli miesiąc przed wydaniem oświadczenia) w trzecim dniu 404. zebrania plenarnego episkopatu w Warszawie pozytywnie oceniał część proponowanych w ramach tego przedmiotu treści, choćby tych dotyczących szeroko rozumianej profilaktyki czy higieny cyfrowej. Swoje obiekcje zgłaszał wyłącznie do tematyki dotyczącej seksualności człowieka i przekonywał, iż decyzja o udziale dzieci w takich zajęciach powinna należeć do rodziców, „bo oni najlepiej znają swoje dzieci i chcą je wychowywać w swoich wartościach”.
- James Martin SJ
Budując most
Wcześniej, w listopadzie 2024 roku, w podobnym tonie wypowiedzieli się też biskupi zebrani na Jasnej Górze. Oni również wskazali, iż w postawie programowej znalazły się słuszne i potrzebne tematy jak potencjalne zagrożenia w internecie czy udostępnianie wizerunku dzieci. Tego natomiast, czego nie byliby w stanie zaakceptować, to „deprawujących zapisów dotyczących edukacji seksualnej”.
Demoralizujące lekcje zatrzymane?
14 maja 2025 roku (nieprzypadkowo tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich) biskupi zaapelowali, by rodzice nie posyłali dzieci na edukację zdrowotną. Wyjaśnili też, na czym te deprawujące i demoralizujące treści polegają: „Według założeń nowego przedmiotu, uczniowie mają być od najmłodszych lat poddawani erotyzacji. Aktywność seksualna została oderwana od małżeństwa i przedstawia się ją jako wyzwolenie z wszelkich barier, w tym granic wiekowych i odpowiedzialności za jej skutki”. I dalej: „Edukacja zdrowotna wprowadza do szkoły genderową koncepcję płci, […] zachęca dzieci i młodzież do odrzucenia swej kobiecości lub męskości”.
Spokojna lektura i analiza podstawy programowej edukacji zdrowotnej pokazuje coś zgoła innego. Seksualność absolutnie nie została wyrwana z granic wiekowych, a informacja o tym, iż są osoby, które cierpią z powodu tego, iż doświadczają własnej transpłciowości, nie jest bynajmniej zachętą do eksperymentów z własną płcią. Podobnych przekłamań podszytych irracjonalnym lękiem w tym majowym oświadczeniu było znacznie więcej.
Po ogłoszeniu kilka dni temu przez Barbarę Nowacką decyzji dotyczącej edukacji zdrowotnej – przedmiot obowiązkowy, lekcje dotyczące seksualności za zgodą rodziców – wydawało się, iż biskupi odnieśli sukces i ich wyraźny sprzeciw wpłynął na ostateczne stanowisko ministerstwa edukacji. Stało się przecież tak, jak chcieli. Ważne i potrzebne – ich zdaniem – treści zostają i uczniowie będą się o nich uczyć, a te, które mogłyby być sprzeczne z wizją wychowania rodziców (choć wcale takie być nie musiały), obowiązkowe nie będą.
Przeciwnicy tych lekcji mogli więc odetchnąć z ulgą – dzieci w polskich szkołach nie będą deprawowane i erotyzowane. Wszystko wróci do normalności.
Dyskusja ze sloganami?
Spór można by uznać za zakończony? Nic bardziej mylnego. Jako iż apetyt rośnie w miarę jedzenia, biskupi, księża i dwie osoby świeckie zasiadające w Komisji Wychowania Katolickiego KEP podnieśli kolejną, ich zdaniem, kontrowersyjną kwestię.
Znów powołali się na niezbywalne i zagwarantowane konstytucyjnie prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i zaprotestowali przeciwko „narzucaniu jednolitej, obowiązkowej wizji edukacyjnej w tak wrażliwej sferze, jak wychowanie do zdrowia i kształtowanie relacji międzyludzkich”.
Stanowisko Komisji Wychowania Katolickiego KEP pokazuje, iż nie o żaden kompromis tu chodzi, tylko o politykę
Małgorzata Terlikowska
Okazuje się więc, iż nie tylko kwestie dotyczące seksualności, ale też te dotyczące innych obszarów ludzkiego życia, budzą wątpliwości Komisji. Czy uważa ona, iż szkodliwa dla dzieci będzie wiedza o zdrowej diecie, badaniach profilaktycznych czy szczepieniach? Niestety autorzy stanowiska swoich obiekcji nie rozwinęli, a szkoda, bo dyskusja z kilka mówiącymi sloganami jest niemożliwa.
Warto też odnieść się do podnoszonego przez Komisję Wychowania Katolickiego KEP argumentu dotyczącego niewielkiego zainteresowania przedmiotem w jego dotychczasowej, nieobowiązkowej formie. Przywoływany fakt, iż znaczna część uczniów nie uczestniczyła w tych zajęciach, nie musi jednoznacznie świadczyć o jego negatywnej ocenie. W praktyce zajęcia nieobowiązkowe często realizowane są na pierwszych lub ostatnich godzinach lekcyjnych, co zdecydowanie wpływa na frekwencję. Znaczenie ma również jakość prowadzenia zajęć oraz przygotowanie nauczycieli, a to w wielu placówkach także pozostawiało wiele do życzenia.
Kompromis wymaga chęci
Zgadzam się z biskupami, iż to rodzice mają pierwotne i niezbywalne prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. To oni kształtują ich światopogląd i przekazują ważne dla nich wartości. Tyle iż edukacja zdrowotna nie ma zastępować rodziców ani przejmować ich roli wychowawczej.
Rodziców nie zastąpi też nauczyciel przedmiotu, który to przedmiot będzie realizowany w wymiarze jednej godziny w tygodniu. Edukacja zdrowotna to bowiem nie światopogląd tylko wiedza tak bardzo potrzebna dziś młodym ludziom zmagającym się z problemami psychicznymi, uzależnieniami, przemocą, samotnością, hejtem. Obejmuje szeroki zakres zagadnień: od zdrowia fizycznego i psychicznego, przez profilaktykę uzależnień, po bezpieczeństwo w sieci i budowanie relacji społecznych. W wielu tych obszarach szkoła już dziś odgrywa istotną rolę i często uzupełnia to, czego z różnych powodów brakuje w środowisku domowym.
Nie żyjemy w idealnym świecie. W wielu domach o takich sprawach z dziećmi się rozmawia z powodu wstydu, braku wiedzy, własnych lęków. Stąd tak ważna jest rola szkoły, by dzieci nie musiały „edukować” się z internetu.
Kompromis to taki sposób rozwiązania problemu, w którym każda ze stron rezygnuje z części swoich żądań, by osiągnąć porozumienie. Miałam wrażenie, iż biskupom, szczerze zatroskanym o dobro dzieci (bo w szczerość tych intencji nie wątpię), zależy na rozwiązaniu kompromisowym i na tym, by dzieci mogły dostać konkretną wiedzę.
Ostatnie stanowisko Komisji Wychowania Katolickiego KEP pokazuje, iż nie o żaden kompromis tu chodzi, tylko o politykę i o to, kto będzie miał ostatnie zdanie w kwestii edukacji i kto tę edukację będzie kształtował.

23 godzin temu












