Niebezpieczny manipulator wraca. W nowej roli

4 godzin temu

Paweł Maliński jest sprawnym manipulatorem potrafiącym „uwodzić” ludzi i uzależniać ich od siebie, a później wykorzystywać. Nowe nagrania wskazują, iż w niczym się nie zmienił. jeżeli będzie działał, to będą kolejni skrzywdzeni.

Paweł Maliński już nie jest zakonnikiem ani księdzem, teraz chce być coachem. Zmiana roli wcale nie czyni go mniej niebezpiecznym dla innych, bo ani wyrok, ani wydalenie ze stanu duchownego w niczym go nie zmieniły.

Jego powrót, i mówię to bez żadnej satysfakcji, był do przewidzenia. Ten typ człowieka – a przygotowując raport, rozmawiając z dominikanami, z wieloma osobami przez niego skrzywdzonymi, ale też z ludźmi, którzy wciąż byli nim zafascynowani, poznałem go doskonale – zwyczajnie nie mógł skończyć inaczej.

On zawsze, choćby po największych wpadkach, wracał i nigdy nie wyciągał wniosków ze swoich błędów, potknięć, a choćby przestępstw. Winni byli inni, a on sam skrzywdzony, bo – choćby jeżeli coś zrobił nie tak – to przecież tylko dlatego, iż chciał nieść pomoc i wsparcie ludziom. Innych powodów nie było.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

I to dlatego w ogóle nie zaskoczyło mnie (choć nie ukrywam, bardzo zmartwiło), gdy zobaczyłem jego nagrania i zaproszenia na kursy na jednym z portali (nie szukajcie, proszę, tych nagrań, nie nabijajcie mu zasięgów!). Cała jego osobowość oparta była na głębokim przekonaniu, iż on musi wchodzić głęboko w życie ludzi, iż jest powołany, by być ich „zbawcą”, czy – jak sam to ujmuje w przywołanym nagraniu – „strażakiem”, który niesie pomoc innym. Jego samoprezentacja, choć oczywiście kilka ma wspólnego z rzeczywistością, wypływa z jego najgłębszych przekonań. Wierzy, iż niesie światło, pomoc i iż jest do tego powołany.

Kłopot z jego wiarą jest taki, iż jest ona fałszywa. Paweł Maliński jest sprawnym manipulatorem, który potrafi „uwodzić” ludzi, przekazywać im swoje lęki, uzależniać od siebie, a później wykorzystywać ich zależność i słabość do budowania swoich potrzeb. Jedno spotkanie z nim wystarczało, by ludzie nieśli w sobie głębokie rany, a jeżeli udało się mu kogoś głęboko od siebie uzależnić, to krzywda eskalowała w postaci przemocy emocjonalnej, seksualnej i fizycznej. Nagrania przedstawione przez byłego zakonnika jasno wskazują, iż on się w niczym nie zmienił. jeżeli więc będzie działał, to będą kolejni skrzywdzeni, którzy zostaną „uwiedzeni” przez kogoś, kto obiecuje im zmianę bez wysiłku.

Promocja!
  • Tośka Szewczyk

Nie umarłam. Od krzywdy do wolności

31,20 39,00
Do koszyka
Książka – 31,20 39,00 E-book – 28,08 35,10

Co można z tym zrobić? Tu dochodzimy do całego dramatu tej sytuacji, bo w istocie kilka jest możliwe. Zaniedbania i błędy przełożonych, a także braki polskiego prawa, sprawiły, iż Paweł Maliński został skazany tylko za jedno ze swoich licznych przestępstw. Inne się przedawniły. To zaś oznacza, iż po kilku latach wyszedł z więzienia. Zakon zrobił – po latach – to, co powinien, bo wydalił go ze swoich szeregów i usunął ze stanu duchownego. To sprawiło, iż nie może on już powoływać się na autorytet Kościoła (co przez lata robił), nie może już przedstawiać swoich manipulacji jako elementu posługi duchowej, ale to wcale nie oznacza, iż nie może on przez cały czas manipulować.

To jedyna rzecz, jaką Maliński umie robić, i będzie ją robił aż do śmierci (albo skutecznej terapii, choć ta – w jego przypadku – wydaje się mało prawdopodobna). Można mu utrudniać to robić, można ujawniać i alarmować, ale nie sposób mu to uniemożliwić. Odsiedział swój wyrok i jest teraz wolnym człowiekiem. Internet przyjmie wszystko, a ludzi, którzy szukają cudownego remedium na skomplikowane sytuacje swojego życia, nigdy nie zabraknie.

Kontrola pozostaje jedyną skuteczną metodą. Innej nie ma, bo nie ma w tej chwili żadnej instytucji, która mogłaby skontrolować i ograniczyć rozmowy byłego zakonnika, jego nagrania i kontakty, w których będzie przedstawiał się jako „bezinteresowny pomocnik”. jeżeli więc coś zostaje, to jedynie uważność, kontrola społeczna i nieustanne przestrzeganie przed nim.

Można oczywiście zadać pytanie, czy nie dało się nałożyć na niego innych kar, czy zamiast wydalenia nie powinno się go usunąć ze stanu duchownego, ale pozostawić w zakonie pod ścisłą kontrolą władz. Jak się zdaje, w polskich warunkach takiej możliwości nie ma. Nie mamy zamkniętych ośrodków dla księży przestępców seksualnych czy sprawców nadużyć duchowych, w których można by ich skutecznie izolować od społeczeństwa.

Paweł Maliński – i to też jest istotne – przez lata wodził za nos przełożonych i opanował do perfekcji wykorzystywanie swojego statusu w manipulowaniu innych. I dlatego pozostawienie go w zakonie i choćby najściślejsza kontrola nie mogła być rozwiązaniem. Wydalenie go było jedynym możliwym, choć z pewnością niedoskonałym, rozwiązaniem.

A jeżeli o kogoś trzeba się w tej chwili zatroszczyć, to o osoby krzywdzone przez niego przez lata, a także o tych, którzy w przyszłości mogą paść jego ofiarą. Na tym trzeba się w tej chwili skupić. A także na próbie kontrolowania działalności Malińskiego oraz ograniczenia jego wpływów. W to, iż uda się go zmienić, niestety nie wierzę.

Idź do oryginalnego materiału