Nie bójcie się!

1 godzina temu

Dlaczego strach jest dziś największym zagrożeniem? Przeczytaj kazanie ks. Piotra Wiśniowskiego o odwadze w wyznawaniu wiary.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: opracowanie własne
Photo credit: EWTN Polska by AI
Tekst został opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Drodzy Bracia i Siostry!

Trzy razy.

W zaledwie kilku zdaniach dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus powtarza jedno wezwanie:

„Nie bójcie się.”

A kiedy Bóg coś powtarza, znaczy to, iż wie, jak bardzo tego potrzebujemy.

Nie mówi tych słów do ludzi słabych ani tchórzliwych. Mówi je do Apostołów, którzy już niedługo będą musieli stanąć wobec nienawiści, prześladowań i śmierci. Wie również, iż podobne doświadczenia będą udziałem Jego uczniów aż do końca świata.

Dlatego mówi także do nas.

Bo rok 2026 nie jest czasem wolnym od lęku.

Żyjemy w świecie wojny, manipulacji, pogardy i zamętu. Tuż za granicą naszej Ojczyzny przez cały czas rozgrywa się dramat wojny. Człowiek ma dziś dostęp do niewyobrażalnej ilości informacji, ale coraz trudniej odnaleźć prawdę. Coraz częściej sumienie przegrywa z wygodą, a prawda z krzykiem.

A jednak największym zagrożeniem nie jest wojna ani kryzys gospodarczy.

Największym zagrożeniem jest strach, który paraliżuje ludzkie serce.

Szatan od początku historii zbawienia doskonale wie, iż człowiek przestraszony bardzo łatwo rezygnuje z prawdy.

Dlatego współczesne prześladowanie chrześcijan często nie zaczyna się od więzienia ani od miecza.

Zaczyna się od wyśmiania.

Od ośmieszenia modlitwy.

Od pogardy wobec kapłaństwa.

Od podważania wartości małżeństwa i rodziny.

Od przekonywania ludzi, iż wiara powinna pozostać wyłącznie sprawą prywatną.

Od tworzenia atmosfery, w której człowiek zaczyna wstydzić się tego, iż należy do Chrystusa.

Diabeł nie musi sprawić, żebyś przestał wierzyć.

Wystarczy, iż sprawi, iż zaczniesz bać się przyznać do swojej wiary.

A przecież Jezus mówi dziś z całą mocą:

«„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” (Mt 10,32)»

Przyznać się do Chrystusa to znaczy nie tylko mówić o wierze.

To znaczy żyć tak, aby inni mogli zobaczyć Ewangelię w naszym codziennym życiu.

Pierwsi chrześcijanie doskonale to rozumieli.

Wiedzieli, iż za znak krzyża mogą zapłacić własnym życiem.

A jednak nie ukrywali swojej wiary.

Dlaczego?

Bo bardziej bali się utracić Boga niż własne życie.

św. Ignacy Antiocheński, prowadzony na męczeństwo do Rzymu, napisał:

«„Pozwólcie mi stać się pokarmem dla dzikich zwierząt, abym mógł dojść do Boga.”»

Tak mówi człowiek naprawdę wolny.

Nie dlatego, iż nie odczuwa lęku.

Ale dlatego, iż jego miłość do Chrystusa jest większa od strachu.

Dlatego św. Jan Paweł II już na początku swojego pontyfikatu wołał do całego Kościoła:

«„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”»

To nie było jedynie piękne hasło.

To był program życia.

Także dla mnie.

Także dla Ciebie.

Pan Jezus wypowiada dziś jeszcze jedno niezwykle poruszające zdanie:

«„U was choćby włosy na głowie wszystkie są policzone.” (Mt 10,30)»

Bóg zna nasze łzy.

Zna nasze choroby.

Zna nasze zmęczenie.

Zna nasze walki.

Nie jesteśmy przypadkiem.

Nie jesteśmy numerem.

Jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga.

św. Teresa od Jezusa pozostawiła nam słowa, które warto nosić każdego dnia w sercu:

«„Niech nic cię nie trwoży, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Kto ma Boga, temu niczego nie braknie. Sam Bóg wystarczy.”»

Bracia i Siostry!

Największym zwycięstwem zła nie jest to, iż ludzie grzeszą.

Największym zwycięstwem zła jest to, iż dobrzy ludzie zaczynają milczeć.

Że boją się powiedzieć prawdę.

Że wstydzą się Ewangelii.

Że chowają krzyż do kieszeni.

Że przestają bronić życia.

Kościół nigdy nie umierał od prześladowań.

Słabł wtedy, gdy chrześcijanie zaczynali milczeć.

A przecież Jezus powiedział:

«„Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować.” (J 15,20)»

To nie jest zapowiedź porażki.

To znak, iż idziemy za adekwatnym Mistrzem.

św. Katarzyna ze Sieny napisała:

«„Jeśli będziecie tym, czym powinniście być, rozpalicie cały świat.”»

Na zakończenie postawmy sobie jedno pytanie.

Czy ktoś, patrząc na moje życie, rozpoznałby we mnie ucznia Chrystusa?

Czy moje dzieci widzą mnie klęczącego do modlitwy?

Czy moi bliscy słyszą, jak przebaczam?

Czy moi współpracownicy wiedzą, iż nie wstydzę się Ewangelii?

Czy potrafię spokojnie uczynić znak krzyża, choćby wtedy, gdy patrzą inni?

Bo być może właśnie od takiego prostego gestu rozpoczyna się wielkie świadectwo.

Bracia i Siostry!

Kiedy wyjdziemy dziś z tego kościoła, świat nie będzie pytał, jakiego wysłuchaliśmy kazania.

Świat będzie patrzył, czy naprawdę wierzymy w Chrystusa.

Nie bójmy się więc uczynić znaku krzyża.

Nie bójmy się bronić prawdy.

Nie bójmy się żyć Ewangelią.

Bo największą tragedią chrześcijanina nie jest umrzeć za Chrystusa.

Największą tragedią jest żyć tak, jakby Chrystus nigdy nie zmartwychwstał.

Dlatego raz jeszcze wsłuchajmy się w głos naszego Pana:

„Nie bójcie się.”

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Asceza na torze, Różaniec w bolidzie i futbol w sutannie. Czy sport to nowa droga do świętości? | Vaticano
Idź do oryginalnego materiału