Młodzi czekają na powrót ojców marnotrawnych

8 godzin temu

Pisze ks. Clément Barré.

Znamy dobrze przypowieść o synu marnotrawnym. Dziś trzeba by ją niemal opowiedzieć na odwrót. Ojciec mówi synom: „Dajcie mi już teraz część majątku, która przypadnie wam w spadku”. Wyjeżdża w rejs, roztrwania wszystko, a kiedy synowie dorastają, dom jest obciążony hipoteką, pola sprzedane, a spichlerz pusty. Pod wieloma względami ta przypowieść opisuje społeczeństwo, które właśnie budujemy.

Dziedzictwo dzieci

W obliczu protestów uczniów szkół średnich, które wstrząsają krajem, Kościół powinien odważyć się zabrać głos w języku teologii. Tym bardziej iż sam zastanawia się nad przebudzeniem młodego pokolenia chrześcijan, którego obecność stała się widoczna podczas wizyty papieża. Możemy analizować przyczyny tej mobilizacji i ubolewać nad aktami przemocy. Nie możemy jednak jednocześnie niepokoić się kryzysem młodzieży, a gdy młodzi dają wyraz swojemu niezadowoleniu, odpowiadać im jedynie pogardą lub policyjną pałką. Nie wystarczy też sprowadzać tego kryzysu do kwestii duchowych i traktować konkretnych postulatów młodych jako nieporadnie wyrażonego pragnienia sensu, które można zaspokoić, mówiąc o Bogu.

Święty Jakub przestrzegał przed taką postawą: cóż przyjdzie z tego, iż powiemy bratu, któremu brakuje ubrania i pożywienia: „Idź w pokoju, ogrzej się i najedz do syta!”, jeżeli nie damy mu tego, czego potrzebuje do życia? (por. Jk 2, 15-16).

Kryzys sensu jest realny, ale jego źródła tkwią również w konkretnych warunkach życia. Odpadający tynk na ścianie czy przepełniona klasa mówią nastolatkowi bez słów, ile znaczy w oczach dorosłych. Młodszy syn z przypowieści zażądał spadku jeszcze za życia ojca. My postępujemy odwrotnie: zużywamy dziedzictwo naszych dzieci, zanim jeszcze przyjdą na świat.

Głęboka niesprawiedliwość

We Francji wydatki emerytalne stanowią dziś około 14 proc. dochodu narodowego i niemal jedną czwartą wydatków publicznych. System emerytalny opiera się na pracy młodych ludzi rozpoczynających karierę zawodową. Już na starcie dźwigają oni ciężar systemu repartycyjnego, a zarazem obawiają się, iż sami nie będą mogli liczyć na świadczenia na takich warunkach jak ich rodzice i dziadkowie.

Przeciętny poziom życia emerytów jest porównywalny z poziomem życia całej populacji, ale ich majątek jest na ogół większy niż majątek młodszych pokoleń. Nie chodzi oczywiście o to, by pozostawić starszych samym sobie. Warto jednak zapytać, dlaczego solidarność międzypokoleniowa tak często działa tylko w jedną stronę.

Każdy budżet państwa oznacza kolejne decyzje, które wpływają na przyszłość następnych pokoleń. Do tego dochodzi ogromny ciężar deficytu publicznego i długu ekologicznego, które również pozostawiamy młodym.

Głęboka niesprawiedliwość tkwi w społeczeństwie, które potrafi znaleźć środki na utrzymanie poziomu życia starszego pokolenia, ale ma trudności ze znalezieniem pieniędzy na remont szkół, godne wynagrodzenia dla nauczycieli czy wsparcie młodych rodzin.

Kultura, która pożera własne dzieci

Mitologia zna obraz, który dobrze oddaje tę sytuację: Saturn pożerający własne dzieci z obawy, iż pewnego dnia pozbawią go władzy. Staliśmy się społeczeństwem na wzór Saturna – pożeramy własne dzieci, a w końcu przestajemy je rodzić. W 2025 roku współczynnik dzietności we Francji wyniósł 1,56 dziecka na kobietę, osiągając najniższy poziom od pierwszej wojny światowej.

Ojciec z przypowieści postępuje dokładnie odwrotnie niż Saturn. Mówi do syna: „Wszystko moje do ciebie należy” (Łk 15, 31).

Pożeranie dzieci ma również wymiar kulturowy. Jezus zarzuca uczonym w Prawie: „Wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli” (Łk 11, 52).

Na początku lat dwutysięcznych około 15 proc. piętnastoletnich uczniów we Francji nie osiągało minimalnego poziomu umiejętności czytania ze zrozumieniem. Dziś dotyczy to niemal co trzeciego ucznia. Wyniki francuskiej szkoły pogarszają się, a wraz z nimi słabną możliwości, jakie młodzi otrzymują, by poznawać i rozumieć świat, który dziedziczą.

Odpowiedzialność za przekazywanie dziedzictwa

Młodym coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie o własną przyszłość: dokąd zmierzam? Nie pomagamy im jednak również w odpowiedzi na pytanie o pochodzenie: skąd przychodzę?

W Biblii przekazywanie dziedzictwa zaczyna się od pytania dziecka: „Gdy syn twój zapyta cię jutro: Co znaczą te polecenia?”, ojciec powinien mu odpowiedzieć (por. Pwt 6, 20-21). Odpowiedź rozpoczyna się od opowieści: „Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie”.

Przekazywać dziedzictwo to nie tylko pozostawiać majątek czy narzucać zasady. To także wprowadzać dziecko w historię, której staje się spadkobiercą. Tymczasem oczekujemy od młodych, iż zbudują własną tożsamość, a zarazem wahamy się, czy przekazać im dziedzictwo. Zachęcamy ich do samodzielnego kształtowania przyszłości, nie zawsze dając im narzędzia pozwalające zrozumieć, skąd pochodzą i do jakiej wspólnej historii mogą należeć.

W Metzu Leon XIV przypominał, iż przyjmować kogoś to wprowadzać go w ducha domu. Kto jednak troszczy się dziś o zachowanie tego ducha i przekazanie go kolejnym pokoleniom?

Istnieje przecież przykazanie, które łączy pokolenia: „Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie” (Wj 20, 12). Chroni ono przede wszystkim starszych, ale jego obietnica dotyczy ziemi, którą dzieci będą musiały kiedyś odziedziczyć. Szacunku należnego rodzicom nie można oddzielić od ich odpowiedzialności za przekazanie ziemi i przymierza, które sami otrzymali.

Ojcostwo nie sprowadza się bowiem do wydania dziecka na świat. Oznacza również odpowiedzialność za stworzenie warunków, w których ci, którzy przyjdą po nas, będą mogli żyć.

Na nowo stać się ojcami

„Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” – pisze apostoł Paweł (Kol 3, 21). Zniechęcenie młodego pokolenia może być skutkiem zawodzącego ojcostwa. Chrześcijańska odpowiedź nie polega jednak na buncie przeciwko starszym. Przykazanie pozostaje w mocy. Chodzi o wezwanie skierowane do ojców, by na nowo stali się ojcami.

Ostatni werset Starego Testamentu zapowiada przyjście Eliasza, który „skłoni serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom” (Ml 3, 24). Kolejność nie jest przypadkowa: to ojcowie powinni wykonać pierwszy krok, choć synowie nie są przez to zwolnieni z obowiązku odpowiedzi.

Nawrócenie ojców nie polega przede wszystkim na modlitwie za dzieci ani na pouczaniu ich o sensie życia. Wymaga przyjęcia na siebie części ciężaru, który sami na nie przerzucili. Oznacza uznanie własnej odpowiedzialności za narastający dług oraz zgodę na konieczne wyrzeczenia, tak by wspólny wysiłek służył w większym stopniu szkołom i młodym rodzinom, a w mniejszym – zachowaniu własnego poziomu życia.

Niech ojcowie odbudują dom, a synowie będą mieli dokąd wrócić.

Czytaj także:Francuska młodzież odnawia klasztory i kaplice – a także swoją wiarę
Czytaj także:Ojcostwo to sztuka. Sztuka prześcigania własnego taty!
Czytaj także:Uczniowie wrzucają do pudełka atrapy. Zapytałam nauczycieli, czy zakaz telefonów ma szansę zadziałać
Idź do oryginalnego materiału