MIŁOŚĆ, Z KTÓREJ BĘDZIEMY ROZLICZENI

1 godzina temu

Jezus mówi jasno: najważniejsze jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. W dzisiejszym świecie łatwiej jednak kochać ludzkość niż konkretnego człowieka. Zbliżająca się uroczystość Wszystkich Świętych to doskonały czas, by zapytać: co po nas zostanie? Z miłości będziemy rozliczeni.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska przy pomocy AI

Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Umiłowani Bracia i Siostry!

Są pytania, na które człowiek powinien odpowiadać nie tyle słowami, ile całym swoim życiem. I właśnie takie pytanie pada dzisiaj w Ewangelii: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Jezus odpowiada bez wahania: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. I natychmiast dodaje: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Dwa przykazania. Jedna miłość. Cała Ewangelia. Zauważmy jednak coś niezwykle ważnego. Jezus nie mówi jedynie: masz wierzyć, iż Bóg istnieje, masz przestrzegać religijnych zwyczajów, masz zachowywać przykazania. Mówi coś znacznie głębszego: Będziesz miłował! Bo chrześcijaństwo nie jest tylko zbiorem przepisów, piękną tradycją czy systemem moralnym. Jest odpowiedzią człowieka na miłość Boga, który pierwszy nas umiłował. Boga, który nie pozostał daleko w niebie, ale stał się człowiekiem i oddał za nas życie na krzyżu. To właśnie tam, na Golgocie, otrzymaliśmy najpełniejszą odpowiedź na pytanie, czym jest prawdziwa miłość. Nie jest ona jedynie uczuciem, wzruszeniem czy piękną deklaracją. Miłość jest darem z siebie. Jest decyzją, odpowiedzialnością, wiernością, a czasami również cierpieniem i ofiarą. I dlatego nie można naprawdę kochać Boga, pozostając obojętnym na człowieka. Ale nie można też zrozumieć całej głębi chrześcijańskiej miłości bliźniego, zapominając o Bogu, który jest jej źródłem.

Dzisiaj świat bardzo dużo mówi o miłości. O tolerancji, akceptacji, szacunku, solidarności. A jednocześnie coraz częściej spotykamy ludzi przeraźliwie samotnych, rodziny skłócone, małżeństwa rozpadające się, starszych rodziców czekających tygodniami na telefon od własnych dzieci. Potrafimy wzruszać się cierpieniem ludzi na drugim końcu świata, a czasami nie dostrzegamy łez człowieka mieszkającego za naszą ścianą. Potrafimy godzinami dyskutować o tym, jak naprawić Kościół, Ojczyznę i cały świat, a nie umiemy powiedzieć najbliższemu człowiekowi: „Przepraszam. Skrzywdziłem cię. Wybacz mi”. I może właśnie tutaj zaczyna się nasz największy problem. Łatwiej jest kochać ludzkość niż konkretnego człowieka. Bo konkretny człowiek bywa trudny. Ma swoje słabości, charakter, przyzwyczajenia. Czasami nas zawodzi, rani, rozczarowuje. A jednak Jezus nie powiedział: „Kochaj bliźniego, jeżeli na to zasłuży”. Powiedział po prostu: „Będziesz miłował”. Święty Augustyn pozostawił nam niezwykle mocne zdanie: „Kochaj i czyń, co chcesz”. Jakże łatwo je źle zrozumieć! Augustyn nie daje człowiekowi pozwolenia na samowolę. Przeciwnie! Mówi, iż o ile twoje serce naprawdę zostało przemienione przez miłość Boga, o ile ona kieruje twoimi wyborami, to nie będziesz chciał świadomie krzywdzić drugiego człowieka. Bo prawdziwa miłość nie może być obojętna na prawdę. Nie oznacza przyzwolenia na zło, rezygnacji z zasad ani udawania, iż grzech przestał być grzechem. Czasami miłość wymaga stanowczości, upomnienia, postawienia granic. Ale nigdy nie pozwala nam gardzić drugim człowiekiem. I właśnie dlatego pytanie o miłość jest w gruncie rzeczy pytaniem o stan naszego sumienia.

Bracia i Siostry! Za tydzień będziemy przeżywać uroczystość Wszystkich Świętych. Pójdziemy na cmentarze, zatrzymamy się przy grobach naszych rodziców, dziadków, krewnych i przyjaciół. Zapalimy znicze, przyniesiemy kwiaty, powrócą wspomnienia, twarze i głosy, których już nie słyszymy. I może warto, żebyśmy właśnie dzisiaj postawili sobie jedno bardzo poważne pytanie: Co naprawdę pozostanie po mnie, kiedy moje życie na ziemi dobiegnie końca? Dom? Samochód? Pieniądze? Stanowisko? Nagrody? Uznanie ludzi? To wszystko przeminie. Ktoś inny zamieszka w naszym domu, ktoś inny zajmie nasze miejsce, a po latach być może niewielu będzie pamiętało nasze nazwisko. Ale w wieczności znaczenie będzie miała miłość, którą okazaliśmy. Dobro, które uczyniliśmy. Człowiek, któremu pomogliśmy powstać. Dziecko, któremu przekazaliśmy wiarę. Ktoś, komu przebaczyliśmy. Ktoś, kogo nie zostawiliśmy samego w cierpieniu. I pozostaną także pytania o dobro, którego mogliśmy dokonać, ale z własnej wygody, pychy czy obojętności nie uczyniliśmy. Święci, których będziemy czcić za tydzień, nie byli ludźmi pozbawionymi słabości. Byli ludźmi, którzy pozwolili, aby Boża łaska przemieniała ich serca. Nie zawsze dokonywali rzeczy wielkich w oczach świata. Często po prostu potrafili wiernie kochać w zwyczajności każdego dnia. Bo świętość nie polega na tym, by być podziwianym przez ludzi, ale by całym swoim życiem należeć do Boga. Zaczyna się w naszym domu, przy łóżku chorego, w cierpliwości wobec starszego człowieka, w uczciwie wykonanej pracy, w przebaczeniu, które kosztuje więcej niż najpiękniejsze słowa. Zaczyna się w sercu, które stawia Boga na pierwszym miejscu. Bo jeżeli Bóg jest naprawdę pierwszy, wszystko inne odnajduje adekwatne miejsce.

Drodzy Moi! Nie wiemy, ile jeszcze niedziel przed nami. Ile spotkań z bliskimi. Ile okazji, żeby naprawić krzywdę, pojednać się, powiedzieć komuś: „Kocham cię. Dziękuję, iż jesteś”. Dlatego nie odkładajmy miłości na później. Nie czekajmy z pojednaniem do pogrzebu. Nie przynośmy dopiero na grób kwiatów, których zabrakło za życia. Nie wypowiadajmy nad trumną słów wdzięczności, których człowiek przez całe lata pragnął od nas usłyszeć. Miłość trzeba okazywać żywym. Dzisiaj. Dopóki jeszcze możemy. A kiedy za tydzień staniemy przy grobach naszych bliskich, pamiętajmy, iż chrześcijańska nadzieja sięga dalej niż cmentarna brama. Chrystus zmartwychwstał! Śmierć nie ma ostatniego słowa. Naszym przeznaczeniem nie jest grób, ale życie wieczne w komunii miłości z Bogiem. Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest tak bardzo ważna. Bo u kresu naszej ziemskiej drogi nie będzie najważniejsze, jak wiele posiadaliśmy, jak wysoko zaszliśmy i ilu ludzi nas podziwiało. Najważniejsze będzie to, czy naprawdę kochaliśmy Boga całym sercem i czy ta miłość stała się widzialna w naszym stosunku do drugiego człowieka. Obyśmy wtedy nie musieli żałować miłości, której zabrakło. I oby ci, którzy kiedyś staną nad naszym grobem, mogli powiedzieć nie tylko, kim byliśmy i czego dokonaliśmy, ale przede wszystkim: To był człowiek, który naprawdę potrafił kochać.

Amen.

Idź do oryginalnego materiału