Rok Jubileuszowy kończę niesiona nadzieją na to, iż ostatnie słowo zawsze należy do Miłosiernego Ojca. Owa nadzieja uczy szacunku i cierpliwości wobec procesu – ulubionego narzędzia Najwyższego.
Wielka i ukryta. Cicha i podtrzymująca życie. Ufająca mimo przegranych okoliczności. Trwająca na przekór bezradności. Rodząca się z cierpienia i braku. Światło w tunelu. Zdeterminowana wojowniczka, która umiera ostatnia. Matka żyjących – choć niektórzy powiedzą, iż głupich.
Nadzieja. To ona była kluczem do kończącego się właśnie Roku Jubileuszowego.
Jak podsumować ten czas? Czy rzeczywiście uczył mnie on nadziei? A jeżeli tak – to czy ta nauka zakończyła się sukcesem?
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Próba zebrania myśli prowadzi mnie dziś do źródła: żydowskiego jubileuszu opisanego w Księdze Kapłańskiej, nawiązującego do siedmiu lat szabatowych. Ten nadzwyczajny okres stanowił dla Izraela czas łaski, w którym darowano wszelkie długi, zwracano wolność niewolnikom, a ziemię – pierwotnym właścicielom. Nie obsiewano ziemi, aby mogła odpocząć, a pokarm stanowiło wszystko to, co wyrosło mimo braku uprawy roli.
Głęboki wymiar roku jubileuszowego przejawiał się w jego istocie – nie chodziło o zintensyfikowanie pobożności, której i tak Narodowi Wybranemu nie można było odmówić, ale przede wszystkim o przywracanie sprawiedliwości i równowagi. Z każdym rokiem jubileuszowym rodziła się dla najbiedniejszych i najbardziej wykluczonych Izraelitów nadzieja na odmianę losu, na przywrócenie godności i wolności, na rozpoczęcie nowego życia bez zobowiązań, stanowiących ciężar nie do udźwignięcia.
Oczka w głowie Miłosiernego
Polecenie Boga, nakazujące obchodzenie jubileuszu, przypomina mi nieustannie o największym przymiocie Ojca Niebieskiego – Jego miłosierdziu. „Ojcem jest dla sierot i wdów opiekunem jest Bóg w swym świętym mieszkaniu. Przygotowuje dom dla opuszczonych, a jeńców prowadzi ku pomyślności” (Ps 68,6-7). To Jego miłość jest źródłem nadziei, podtrzymującej życie i nadającej sens pomimo trudności.
Bardzo bliski jest mi obraz Boga, którego oczkiem w głowie są najmniejsi i najsłabsi. Wielokrotnie sam Bóg potwierdzał prawdziwość tego obrazu przez swojego ukochanego Syna: Jezus uzdrawiał chorych, wchodził do miejsc zalewających ultrapobożnych Żydów odrazą, z czułością dotykał i pochylał się nad tymi, których widok napawał obrzydzeniem. Postawił faryzeuszom za wzór ubogą wdowę – w opozycji do ich zagarniętych przez chciwość serc. Podkreślił równość godności mężczyzn i kobiet, pozwalając tym drugim podążać za Nim, mimo iż stanowiło to powód wielkiego wzburzenia wśród przedstawicieli ówczesnego patriarchalnego systemu religijnego.
Wykluczeni, ubodzy, niemający opieki, słabi, poranieni, odrzuceni, złamani przez przywódców religijnych, poganie… Oczka w głowie Boga.
Gdzie jesteś, Nadziejo?
Jest jednak druga strona medalu. Choć Bóg przygarnia wszystkich, którzy cierpią, w samym cierpieniu próżno szukać pocieszenia.
Zastanawiam się więc, czy świat, który znam, jest miejscem nadziei. Nie ma dnia, w którym nie słyszałabym kolejnych doniesień o żniwie, jakie zbiera wojna w różnych częściach globu. Tragiczne konsekwencje hejtu, rozlewającego się zwłaszcza w cyberprzestrzeni, rzutują na życie ludzi – często bezbronnych, osamotnionych i niezrozumianych nastolatków, którzy z bezsilności targają się na swoje życie. Oszustwa, przestępstwa, przekręty, nadużywanie władzy, dyskryminacja, głód, choroby, ostracyzm…
Dla Boga oczkiem w głowie są najmniejsi i najsłabsi. Jezus uzdrawiał chorych, wchodził do miejsc zalewających ultrapobożnych Żydów odrazą, z czułością dotykał i pochylał się nad tymi, których widok napawał obrzydzeniem
Patrycja Siwica
A Kościół? Gdzie ukryła się w nim nadzieja? Tuszowanie przestępstw seksualnych, negowanie wiarygodności skrzywdzonych zawinięte w wątpliwej jakości opakowanie z napisem „atak na dobre imię”, chciwość i pazerność części duchowieństwa, moralizowanie wiernych w przestrzeniach, w których, jak się nieraz okazuje, sami moralizatorzy zapominają o moralności, pogoń za urzędami i funkcjami liderów bez względu na bliźnich, nadużycia i manipulacje we wspólnotach…
Nadziejo, gdzie jesteś w tym wszystkim?
Myślę, iż to pytanie rozbrzmiewa co jakiś czas nie tylko w moim sercu. Trudno znaleźć na nie odpowiedź, która nie byłaby zbyt szybka i prosta. Jednocześnie jednak kończący się Rok Jubileuszowy nieśmiało szepcze mi do ucha, iż jeżeli odpowiedzi szukać – to właśnie w nim. W tym czasie łaski, w którym Kościół ma nie tyle nadzieję głosić, ile stać się dla niej mieszkaniem: poprzez nawrócenie serca, konkretne gesty miłości wobec bliźnich, szczególną wrażliwość na najsłabszych: zranionych, wykluczonych, zmęczonych Kościołem, ludzi na peryferiach.
Nadzieja, o której opowiada mi ten rok, nie jest ani naiwnym optymizmem, podszytym oczekiwaniem spełnienia się czegoś pożądanego, ani magicznym zaklinaniem rzeczywistości. Papież Franciszek w bulli „Spes non confundit”, ogłaszającej Rok Jubileuszowy, podkreślał, iż „istotnie, nadzieja chrześcijańska nie zawodzi ani nie rozczarowuje, ponieważ opiera się na pewności, iż nic i nikt nigdy nie będzie w stanie oddzielić nas od Bożej miłości. (…) Dlatego nadzieja ta nie ustępuje choćby w obliczu trudności: opiera się na wierze i karmi się miłością, a tym samym pozwala iść naprzód w życiu” („Spes non confundit”, 3).
Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?
Przeżywanie kluczowej Bohaterki tego roku nie było dla mnie łatwe. Absolutnie nie wiązało się z dobrym samopoczuciem, „łatwomimówieniem” oraz nie uchroniło od zalewania smutkiem i gniewem. Przeciwnie, moja nadzieja była obserwatorką hektolitrów przelanych łez, słuchaczką wybitnie niepobożnego wyrażania złości, cichą towarzyszką w sytuacjach, gdy ręce opadały z bezsilności i rozczarowania.
Szacunek wobec procesu
Jednym z moich ukochanych fragmentów ze Słowa jest Psalm 23. Bardzo mocny i bliski jest mi obraz Boga – Pasterza. Podsumowując rok w kontekście Jubileuszu, ze zdumieniem odkrywam go na nowo. W tym psalmie ukryta jest historia mojej nadziei.
Niczego mi nie braknie.
Momenty wejścia w świadomą relację z Bogiem Ojcem, a także oddania życia Jezusowi, zaprosiły mnie na zielone pastwiska. Mój ukochany Bóg opiekował się mną, prowadził nad spokojne wody. Znalazłam wspólnotę, która wywarła wielki wpływ na moją duchowość, pozwoliła mi odkryć przestrzeń służby, podarowała wspaniałe – wypełniające brak po rodzinie – relacje oraz rozpaliła serce do ewangelizacji.
Do głowy by mi wtedy nie przyszło, iż zielone pastwiska mogą się kiedyś skończyć. Codzienność stanowiła przecież czuła opieka Pasterza. Mnie pozostawał więc zachwyt wspólnotą i możliwościami głoszenia Ewangelii, korzystanie z przywilejów wynikających z ewangelizacji, a w tym wszystkim – bezkrytyczne patrzenie na Kościół. Do czasu…
Choćbym kroczył ciemną doliną...
Nadeszło i ono – rozczarowanie, głęboki żal, niezgoda, bunt. Szereg bolesnych wydarzeń mocno nadszarpnął moje zaufanie do instytucji Kościoła. Różowe okulary, spadające z moich oczu, z wielkim hukiem roztrzaskały się o podłogę. Z dnia na dzień przywileje ustąpiły miejsca oszczerstwom i odrzuceniu, a dotychczasowe zapewnienia o wsparciu w trudnościach przerodziły się w nieodczytane wiadomości i nieodebrane połączenia. Wiele z relacji, które miały być nie do podważenia, rozpłynęło się w eterze pędzącej z prędkością światła złej opinii.
Te wszystkie strzały, nakładając się na bolesną, wypartą i nieprzyjętą przeszłość, roztrzaskały mi serce na kawałki. Poniosłam jeden z największych kosztów nieudźwignięcia bólu – zachorowałam na depresję.
- Tośka Szewczyk
Nie umarłam. Od krzywdy do wolności
Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Niedługo po diagnozie uczestniczyłam w jednym ze zjazdów Szkoły Uwielbienia w Warszawie. Atmosfera życzliwości i otwartości na łaskę była nie do zaprzeczenia. Mając doświadczenie spotykania Boga, wiedziałam, iż Jego święta obecność wypełnia salę. Ludzie uwielbiali Go, wznosili ręce, oddawali Mu cześć – a ja nie mogłam ruszyć się z krzesła. Nie chciałam. Nie miałam siły. Jak na ironię, w tle słyszałam słowa pieśni: „Chcę ogłaszać moc Imienia Jezus dla wszystkich, co zmagają się z depresją”.
Tak, prosiłam Boga o uzdrowienie. Ono jednak wtedy… nie nadeszło. Ze zdziwieniem odkryłam proces odwrotny niż ten, na który czekałam: zamiast wyciągnąć mnie z ciemnej doliny depresji, Bóg zszedł w nią razem ze mną. Choć przez cały czas chorowałam, poczułam w sercu Jego nieograniczoną miłość – dokładnie taką, jak podczas naszego pierwszego spotkania.
To był moment narodzin mojej nadziei. Ukochany Bóg przy mnie jest. On idzie ze mną przez ciemną dolinę. On mnie przeprowadzi. Nie jestem sama.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.
Jego kij pasterski z delikatnością prowokował sytuacje najważniejsze dla procesu uzdrowienia: stabilny i bezpieczny dom pełen miłości; przyjęcie, wsparcie i zrozumienie w psychoterapii; doświadczenie miłosierdzia w towarzyszeniu duchowym; stanięcie w obronie mojego imienia przez przedstawicieli instytucji Kościoła; odnalezienie nowej wspólnoty, w której doświadczyłam przyjęcia z całą moją historią. Przyjaciele gotowi byli na rozmowy w środku nocy, otwierali swoje domy, podnosili mnie z łóżka w chwilach totalnej bezsilności, przypominając o godności córki Boga i pokazując dobro, jakie wniosłam w ich życie. To wszystko przeżywam jako wyraz miłości mojego Taty i bliźnich, sklejającej kawałek po kawałku moje serce.
Stół dla mnie zastawiasz.
Mijający Rok Jubileuszowy kończę niesiona nadzieją na to, iż wbrew trudnym okolicznościom ostatnie słowo zawsze należy do Miłosiernego Ojca. Owa nadzieja uczy szacunku i cierpliwości wobec procesu, będącego ulubionym narzędziem Najwyższego. Choć jeszcze sporo pracy przede mną, to jestem wdzięczna za tę część, która już się wydarzyła.
W nowy rok wchodzę bowiem z modlitwą dziękczynienia za obietnicę, szeptaną przez moją Towarzyszkę – Nadzieję: „Zastawiasz przede mną stół wobec mych przeciwników. Namaszczasz mi głowę olejkiem, a mój kielich jest napełniony. Dobroć i łaska niech idą za mną przez wszystkie dni mego życia, abym zamieszkał w domu Pana po najdłuższe czasy” (Ps 23,5-6).

1 dzień temu















![Kibole znów zaatakowali. Brutalna dewastacja, w ruch m.in. kosa [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/01/608942282_1307234868108330_8303739722231258826_n.jpg)

