Miała 80 lat, gdy pozwała Netflix. Poszło o jedno zdanie

1 dzień temu

Jesień 2020 roku, mieszkanie w Tbilisi. Siedemdziesięciodziewięcioletnia kobieta włącza serial, o którym mówi pół świata: „Gambit królowej”. W ostatnim odcinku komentator wyjaśnia widzom, kim jest rywalka bohaterki, i mówi zdanie o niej — o kobiecie siedzącej przed telewizorem. Że owszem, jest mistrzynią świata kobiet, ale „nigdy nie grała z mężczyznami”.

W filmie scena trwa dwie sekundy. Dwie sekundy kłamstwa na temat całego jej życia.

Grała w szachy, kiedy nikt jej nie zapraszał

Nona Gaprindaszwili, urodzona w 1941 roku w Zugdidi (Gruzja), siadała do partii z mężczyznami wtedy, kiedy nie było na to ani zwyczaju, ani zaproszenia.

Miała dwadzieścia lat, gdy wygrała turniej pretendentek, nie przegrywając ani jednej partii. Rok później odebrała koronę mistrzyni świata. W Hastings, w turnieju samych mężczyzn, zremisowała z Paulem Keresem, który wygrał całe zawody.

W 1978 roku FIDE przyznała jej tytuł arcymistrza — nie arcymistrzyni, ten miała od dwóch lat, ale arcymistrza. Pierwszej kobiecie w historii szachów. A to nie koniec jej sukcesów (szczegółowo opisanych na Wikipedii).

Ten sam rok zabrał jej koronę. Przegrała ją w Tbilisi z siedemnastoletnią Mają Cziburdanidze — dziewczyną z tej samej Gruzji, z pokolenia zawodniczek, które wyrosło dlatego, iż wcześniej istniała Nona. Wychowała sobie rywalkę i przegrała z nią u siebie w domu. Potem czternaście lat próbowała wrócić. Nie wróciła. Ale grała dalej — w wieku siedemdziesięciu trzech lat została mistrzynią świata w kategorii powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia.

Zamiast wzruszyć ramionami

I to jest ta kobieta, o której serial mówi: nigdy nie grała z mężczyznami.

Najłatwiej byłoby machnąć ręką. Osiemdziesiąt lat, medale w szufladzie, po co szarpać się z firmą, która ma prawników na etacie i widzów w stu dziewięćdziesięciu krajach. Nona Gaprindaszwili nie machnęła ręką. W 2021 roku, tuż po osiemdziesiątych urodzinach, złożyła w kalifornijskim sądzie pozew przeciwko Netfliksowi. Nie prośbę o sprostowanie, nie list do redakcji. Pozew na pięć milionów dolarów.

Netflix próbował sprawę oddalić: to fikcja, licencja artystyczna, serial a nie dokument. Sąd nie oddalił — uznał, iż o żywej osobie powiedziano rzecz nieprawdziwą i sprawdzalną, a to jest coś innego niż fikcja. W 2022 roku strony zawarły ugodę.

Co naprawdę zostało

Nie wiem, co czuła, słysząc to zdanie z telewizora. Nie wiem nawet, czy dosiedziała odcinek do końca. Wiem tylko, jak zagrała: bez pośpiechu, do końca, o jedno pole dalej, niż się spodziewano.

Wygrała to, czego przez sześćdziesiąt lat nie dawał jej żaden ranking — iż dzisiaj każdy, kto sprawdza, kim była Nona Gaprindaszwili, czyta prawdę.

Kto szesnaście lat broni tytułu, nie oddaje własnego nazwiska za darmo.

Od 1997 roku najlepsze szachowe nacje olimpiady dostają Puchar Nony Gaprindaszwili. Ale jej prawdziwym pomnikiem są te wszystkie gruzińskie szachistki, które przyszły po niej i z którymi przegrywała. Bo tak się rozpoznaje kogoś, kto naprawdę otworzył drzwi: po tym, ilu ludzi przez nie potem weszło.

Ona sama nauczyła się przy szachownicy jednej rzeczy, gdy miała dwadzieścia lat, i nie zapomniała jej, mając osiemdziesiąt: dopóki jest ruch, partia trwa.

Legend nie zawsze trzeba wymyślać. Czasem wystarczy przestać je poprawiać.

Czytaj także:„Doktor Śmierć” uratował tysiące kobiet. Koledzy lekarze uznali go za szaleńca
Czytaj także:„Inkubatory z żywymi niemowlętami”. Wstrząsająca wystawa, o której wolelibyśmy nie pamiętać
Czytaj także:John D. Rockefeller nazwał ją „tą jadowitą kobietą”. Nie bez powodu
Idź do oryginalnego materiału