Matka: W zeszłym roku mój syn zabronił księdzu jeść ciasto. Boję się, co wywinie teraz

3 godzin temu
W tym roku znów zaprosiliśmy proboszcza z naszej parafii, by w ramach kolędy odwiedził nasze mieszkanie. "Bóg zapłać za zaproszenie. Z kolędą przybędziemy w wyznaczonym terminie" - napisał w odpowiedzi na moją wiadomość, którą wysłałam na adres kancelarii. I w zasadzie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż w zeszłym roku mój rezolutny i bardzo wygadany syn był... zbyt szczery w swoich opiniach.
Pierwsza skaza? Ubiegłoroczną kolędę zaczęliśmy od wspólnego zaśpiewania jednej z kolęd. Padło na "Przybieżeli do Betlejem", a chwilę później mój syn krzyknął na całe gardło: "mamo, niech on już przestanie śpiewać, bo mnie głowa boli". Ksiądz usłyszał, ale nie zareagował. Lekko się uśmiechnął i zaczął modlitwę, by chwilę później "pobłogosławić dom i domowników jego". Mojemu dziecku nie spodobało się również to, iż proboszcz "chlapie wodą", ale tu zdążyłam w porę zareagować i skierować uwagę na zupełnie inną rzecz. Pomogło. Po części oficjalnej przyszedł czas na "luźną rozmowę", która zakończyła się dość szybko. Powód? Komentarz synka.

REKLAMA







Zobacz wideo Jak studentki wspominają kolędę? "Bałam się, nie otworzyłam"



Kolęda 2026. Kupię więcej ciasta
Po modlitwie zaprosiłam duchownego na ciasto. Mój syn postanowił jednak... zabronić księdzu poczęstunku. Prawda, iż brzmi dość niedorzecznie? Otóż moja kochana latorośl ubzdurała sobie, iż jak proboszcz zje wszystkie kawałki piernika, to nic nie zostanie dla niego.
Tu kilka słów wyjaśnienia dla lepszego zobrazowania sytuacji. Jako iż piekę ciasto tylko dwa razy do roku (święta Bożego Narodzenia i urodziny mojego dziecka), rano przed pracą wyszłam do piekarni. Kupiłam kawałek piernika staropolskiego i torebkę ciastek z kremem. Poprosiłam domowników, żeby nie ruszać słodkości, bo "to ciasto na kolędę i ma zostać nietknięte". Oczywiście nie spodobało się to mojemu dziecku. "Dostaniesz kawałek, jak tylko ksiądz od nas wyjdzie, ale na razie nie można jeść ciastek" - wyjaśniłam.


Potem nastąpił atak, bo kiedy tylko ciasto wjechało na stół, a ja udałam się do kuchni, by przygotować herbatę - proboszcz, zachęcony namową mojego męża, nałożył sobie kawałek. Kiedy chciał sięgnąć po kolejny, mój syn wyskoczył niczym przysłowiowy Filip z konopi i wypalił: "mamo, niech on już przestanie jeść, bo dla nas nie wystarczy". Zapadła krępująca cisza.
Proboszczowi tak samo, jak i nam zrobiło się głupio. Wycofał rękę, nie nałożył już ciasta, pospiesznie tylko dopił herbatę i stwierdził, iż już późna godzina. - Trzeba wracać na plebanię - powiedział duchowny.



Po zeszłorocznym numerze boję się, co wywinie teraz. Już wiem, iż tym razem muszę kupić więcej ciasta, by nie zabrakło dla nikogo. To jednak nie koniec, bo od kilku dni rozmawiamy z synem o kolędzie. Opowiadamy mu, na czym ona polega i iż ksiądz, który przychodzi do naszego domu, jest naszym gościem, więc trzeba być miłym. Czy to pomoże? Nie wiem. Liczę na przychylność losu i dobry humor mojego dziecka.


Kolęda. Cel takiej wizyty jest jeden
Tuż po świętach Bożego Narodzenia księża, jak co roku, pragną odwiedzić w domach swoich parafian. Wielu duchownych nie puka już od drzwi do drzwi, a wprowadzono zasady, iż ksiądz po kolędzie przyjdzie tylko do tych osób, które wcześniej wyraziły na to zgodę (wysłały zaproszenie). Można to zrobić za pośrednictwem telefonu, podanego adresu e-mail czy też zgłosić osobiście w zakrystii lub kościelnej kancelarii.
W mojej parafii od kilku lat są respektowane te zasady. By ksiądz po kolędzie do nas przyszedł, musiałam wcześniej zgłosić taką wolę.
Podstawowym celem kolędy jest modlitwa księdza wraz z parafianami w ich domach, poświęcenie domu oraz błogosławieństwo dla rodziny na cały rok. Ponadto to świetna okazja do bliższego poznania się między duchownymi i parafianami, rozmowy na tematy rodzinne i duszpasterskie oraz przedstawienie programu duszpasterskiego na najbliższy rok.



A Ty? Czy przyjmujesz księdza po kolędzie? Chcesz podzielić się swoją historią? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl. Gwarantuję anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału