
Mater Dolorosa
Justyna Majewska-Michy
Liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Bolesnej przypada dzień po uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego. Boleści Maryi są nierozerwalnie złączone z cierpieniem Chrystusa.
W rozważaniach o nauce chrześcijańskiej zawartych w publikacji „Rozmyślania i modlitwy” wyniesiony do godności Doktora Kościoła św. John Henry Newman pochyla się nad zagadnieniem cierpień doznawanych przez Najświętszą Maryję Pannę.
Królowa Męczenników
Newman na początku swych rozważań stawia pytanie o zasadność nazywania Maryi Bolesną Matką. Ta, która poczęła w Swym łonie i wydała na świat Syna Człowieczego, nigdy nie zaznała fizycznego cierpienia – nie licząc bólu porodu w ubogiej stajence. A jednak wywyższa się Ją ponad tych, którzy znosili męki za wiarę w Jezusa Chrystusa. Nosi Ona szlachetny tytuł Królowej Męczenników nie dlatego, iż sama doznawała fizycznych cierpień, ale dlatego, iż doznawała bólu duchowego. Była Ona męczenniczką bez owego brutalnego bezczeszczenia, które towarzyszyło cierpieniom męczenników.
Cierpienia duszy – jak podkreśla Doktor Kościoła z wiktoriańskiej Anglii – mogą być tak samo dotkliwe jak cierpienia ciała. Duchowa niedola, która przecina duszę jak miecz obosieczny, może być dotkliwsza niż ból cielesny. Maryję przeszył miecz boleści, kiedy patrzyła na mękę i śmierć Syna. Zapowiedzią tych wydarzeń było spotkanie ze świątobliwym Symeonem podczas ofiarowania nowonarodzonego Jezusa w świątyni. Jak wielkie może być cierpienie duchowe poprzedzone cierpieniem fizycznym pokazuje Chrystus, który w Ogrodzie Oliwnym okrył się krwawym potem. Najświętsza Dziewica doznawała szczególnych cierpień, kiedy wyszydzano, bito, chłostano i przybijano do krzyża Jej Syna. John Henry Newman uzmysławia nam, iż Matka Boża odczuwała to wszystko tak mocno, jak gdyby każda zniewaga, każda spadająca na Niego tortura Jej samej była zadana. Wraz z Nim współodczuwała i przeżywała cierpienie. Jego agonia była Jej agonią; patrząc na Jego mękę, odczuwała mękę podobną; była razem z Nim ukrzyżowana, włócznia przeszywająca Jego pierś przeszyła Jej duszę. Newman akcentuje, iż u Niepokalanej nie było widzialnych znaków owego tak głęboko w duszę sięgającego męczeństwa. Tę stojącą samotnie pod krzyżem Niewiastę przenikały spokój i skupienie.
Doznająca pocieszenia
Maryja w smutkach była podtrzymywana na duchu przez niebiańskich posłańców. Tak jak Matka Chrystusa doznawała pokrzepienia ze strony anielskich bytów, tak i my możemy oczekiwać podobnej pociechy w utrapieniach naszego żywota: Jak Ją w smutkach pocieszali aniołowie, naszym przywilejem jest być pocieszanymi w wielu próbach życia, w dostępnej dla nas mierze, przez tych samych niebiańskich wysłanników Najwyższego, więcej choćby przez samego wszechmocnego Boga, trzecią Osobę Trójcy Świętej, która podjęła zadanie, aby naszym Parakletem być, czyli Pocieszycielem.
John Henry Newman zwraca uwagę, iż podczas duchowego cierpienia Niepokalaną umacniały niebiańskie wizje. Otaczający Ją aniołowie rozumieli Ją i Ona ich rozumiała z taką bezpośredniością, jakiej nie możemy oczekiwać w naszych z aniołami stosunkach, my, którzy odziedziczyliśmy po Adamie skazę grzechu. Doktor Kościoła z wiktoriańskiej Anglii zachęca nas, abyśmy z nadzieją i wiarą przyjmowali powszednie krzyże. Chrystus jest naszym sprzymierzeńcem. Takim samym łagodnym i kojącym spojrzeniem, jakim ogarnął Swą Matkę na Golgocie, ogarnia każdego z nas.
Pocieszycielka strapionych
Ta, która doznawała pocieszenia w duchowej agonii, sama wspomaga tych, którzy cierpią duchowo. Wsparcie udzielane nam przez własną rodzicielkę – co podkreśla Newman – ma istotne znaczenie. Najświętsza Dziewica może nas pocieszać, gdyż cierpiała więcej niż inne ziemskie matki. Kobiety, przynajmniej delikatne kobiety, zwykle osłania się od brutalnych zdarzeń rozgrywających się na wielkich gościńcach świata; a Ona po wniebowstąpieniu naszego Pana została posłana do obcych ziem, prawie tak samo jak apostołowie, niczym owca pomiędzy wilki. Pomimo całej opieki ze strony św. Jana, która była tak samo troskliwa jak opieka św. Józefa w młodszych Jej latach, Maryja w większym stopniu niż inni święci Boży wędrowniczką i pątniczką była na ziemi, gdyż większa była Jej miłość do Tego, który przedtem był na ziemi i z niej odszedł.
Doktor Kościoła z wiktoriańskiej Anglii zachęca nas, abyśmy w utrapieniach życia, doświadczając niegodziwości ze strony szyderczych towarzyszy i zakłamania pseudo-przyjaciół przyzywali pomocy Chrystusowej Matki przez pamięć na Jej własne cierpienia, które znosiła wśród pogańskich Greków i pogańskich Egipcjan. Między innymi przez wzgląd na Jej smutki związane z tułaczym wędrowaniem i Jej egzystencję w otoczeniu bałwochwalczych ludów nosi Ona zaszczytny tytuł Pocieszycielki strapionych. Podczas męki i ukrzyżowania Swojego Syna – co uwydatnia Newman – szlachetna i wielkoduszna w przyjmowaniu cierpienia Niewiasta przeżywała większe katusze niż którykolwiek z apostołów. Ona stała pod krzyżem. Nie tarzała się w prochu, ale stała wyprostowana, gotowa na przyjmowanie ciosów i ran, które długa męka Jej Syna w każdym momencie Jej zadawała.

Justyna Majewska-Michy
organizator sympozjów naukowych i debat o charakterze ekumenicznym; niezależny publicysta; członek Polskiego Towarzystwa Historycznego; specjalizuje się w tematyce poświęconej Kościołowi anglikańskiemu i osobie Johna Henry’ego Newmana; jej drugim domem jest Francja; to kolejny artykuł Autorki na filipini.eu





![Opowieść o kochającym ojcu. I o jego smykach [RECENZJA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/09/DSC_9752.jpg)











