Marta Nawrocka w TVN24. Polaryzacja i klasizm jeszcze nas nie pożarły

2 godzin temu

Wyrazy solidarności z Martą Nawrocką, poddaną klasistowskiej krytyce, płyną dziś ze wszystkich stron sceny politycznej. I to ten dobry wniosek z debaty wokół wywiadu pierwszej damy.

Czy byliście kiedyś na rozmowie o pracę, na której czuliście taki dyskomfort, iż chcielibyście wyjść w połowie? A może zdawaliście kiedyś egzamin, ale stres tak was zablokował, iż nie potrafiliście złożyć poprawnego zdania, nie mówiąc o podzieleniu się swoją wiedzą? Albo występowaliście publicznie i czuliście, jak faluje Wam głos, a myśli nie składają się tak, jak w rozmowie prywatnej?

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Tak? To chyba łatwo utożsamicie się z pierwszą damą, Martą Nawrocką. Żona prezydenta Karola Nawrockiego udzieliła wywiadu Joannie Kryńskiej z TVN24 i kilkukrotnie jej mowa ciała oraz słowa zdradzały, iż nie czuje się w tej roli komfortowo. A mimo to w moich oczach tym wywiadem zyskała. Zarówno dzięki swojej postawie, jak i agresji politycznych przeciwników jej męża.

Autentyczność ważniejsza niż retoryka

Doceniłbym przede wszystkim gotowość prezydentowej do wystąpienia w stacji, której linia polityczna jest wyraźnie krytyczna względem głowy państwa. Takie rozmowy mogą być wyłącznie korzystne dla decydującej się na występ osoby publicznej. Ze względu na kontekst jej zwolennicy i tak będą jej bronili, bezstronni mogą co najwyżej mile się zaskoczyć, a przekonanych przeciwników przy współczesnym poziomie polaryzacji i tak trudno przeciągnąć na swoją stronę.

„Marta Nawrocka zachowywała się właśnie tak, jak osoby niepracujące w mediach czy polityce zachowują się przed kamerą” – stwierdziła we wpisie w mediach społecznościowych Maria Libura, nasza autorka, doktor nauk medycznych i nauk o zdrowiu. A iż czasem było to zachowanie nerwowe, wyrażające napięcie i stres, a przy trudnych pytaniach wzrok uciekał od prowadzącej i kamery? Tak było. Marta Nawrocka zaprezentowała się jak Marta z Gdańska, ale równie dobrze mogła być Ewą z Świebodzic, Kasią z Brzozowa czy Andżeliką z Ełku. Była po prostu kobietą nieobytą z sytuacją medialnego zainteresowania.

Ma to swoje oczywiste wady. Pracownicy Kancelarii Prezydenta mieli obowiązek przygotować pierwszą damę do rozmowy, a wydaje się, iż tego nie zrobili. Brak obycia z kamerą nie musi być przecież aż tak widoczny i nie musi wykluczać autentyczności.

Ale ma też olbrzymie plusy. Przede wszystkim odpowiedzi i niewerbalne reakcje Marty Nawrockiej na pytania były niezwykle autentyczne. A to w życiu publicznym bywa ważniejsze – przynajmniej jeżeli chodzi o odbiór społeczny – nie tylko od samej merytoryki, ale i retoryki. Wymowna cisza po pytaniu o in vitro zdradzała niepewność, napięcie między tym, co prezydentowa myśli, a co jej wypada powiedzieć. Podobne napięcie było wyczuwalne w innych tematach, jak choćby wizja relacji i autonomii między rodziną a państwem.

Wywiad w TVN24 dopiero zdradza pewien pomysł na wizerunek pierwszej damy. Na tyle otwartej, by iść do nieprzyjaznej mężowi stacji telewizyjnej i udzielić życzliwego, szczerego wywiadu

Bartosz Bartosik

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

„Nie wiem, czy Pierwsza Dama zastanawiała się nad tym, jak wyglądałaby Polska podzielona na szczęśliwców, którzy urodzili się w dobrych domach i na całą resztę – i, wreszcie, jaka jest tu rola państwa do odegrania, na którego czele stoi, jak by nie było, jej mąż” – napisała w swoim wpisie socjolożka, dr hab. Helena Chmielewska-Szlajfer. Dla kogoś zainteresowanego wyłącznie politycznymi poglądami Marty Nawrockiej brak wspólne wizji świata mógł być rozczarowujący. „Jednocześnie w sytuacji skrajnej politycznej polaryzacji zdolność nieposiadania ostrych poglądów to akt odwagi” – oceniła Chmielewska-Szlajfer.

Gdy pogarda zjada emancypantki

Mimo wszystko żona głowy państwa jest właśnie tym, kim jest – żoną głowy państwa, a nie strażniczką Konstytucji czy zwierzchniczką sił zbrojnych. Jej pozycja jest ważna nie ze względu na prawo Rzeczpospolitej, ale na własną charyzmę, chęć działania i umiejętność budowania nieoczywistych sojuszy i koalicji.

Nie wiem, czy taką osobą będzie Marta Nawrocka. Wywiad w TVN24 dopiero zdradza pewien pomysł na wizerunek pierwszej damy. Na tyle otwartej, by iść do nieprzyjaznej mężowi stacji telewizyjnej i udzielić życzliwego, szczerego wywiadu. Czy to otwarcie będzie kontynuowane? Zobaczymy.

Tym niemniej wszelkie próby sugerowania Nawrockiej – przez Natalią Waloch czy Manuelę Gretkowską – iż nie powinna zabierać publicznie głosu; iż pałac prezydencki to dla niej za wysokie progi; iż prawdziwą parą prezydencką byliby Trzaskowscy itd.; są obrzydliwą pogardą dla wartości demokratycznych; klasizmem i wyrazem faktycznej fascynacji arystokracją polityczną. Wygłaszane z ust zawodowych feministek, pisarek, zwolenniczek feminatywów w języku nie tylko kompromitują autorki tych słów. Ostatecznie wzmacniają też konserwatywne przekonanie, iż elitarny feminizm nie jest ruchem emancypacji, ale nowego kagańca na wszystkie kobiety, które „nie dorosły” do progresywnego, indywidualistycznego modelu feminizmu dla uprzywilejowanych.

Tym istotniejsze, iż tak wiele feministek i kobiet w przestrzeni publicznej odrzuciła narrację zapatrzonych w siebie fanatyczek. Wyrazy solidarności z Martą Nawrocką, poddaną klasistowskiej krytyce, płyną dziś ze wszystkich stron sceny politycznej. I to ten dobry wniosek z debaty wokół wywiadu pierwszej damy. Polaryzacja i klasizm jeszcze nas nie pożarły.

Idź do oryginalnego materiału