„Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela.
Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich
religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. jeżeli nie
zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela,
to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa
z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie
milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju” – mówi w
rozmowie z portalem Fronda.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik
Katedry Etyki UKSW w Warszawie
Fronda.pl:
Święta Wielkanocne w szczególny sposób kierują nas w stronę Jerozolimy,
gdzie dokonały się najważniejsze tajemnice naszej wiary. W tym roku są
to święta szczególnie trudne dla chrześcijan żyjących w Ziemi Świętej.
Dzieje się tak nie tylko z uwagi na trwającą wojnę, ale również za
sprawą działań izraelskich władz. Kard. Pierbattista Pizzaballa nie mógł
w Niedzielę Palmową sprawować Mszy świętej w Bazylice Grobu Pańskiego,
bo do najważniejszej dla chrześcijan świątyni nie wpuściła go izraelska
policja. To względy bezpieczeństwa czy otwarcie antychrześcijańska polityka izraelskich władz?
Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Moja
ocena tego wydarzenia jest bardzo wyważona i ostrożna. Nie rozumiem
wielu ostrych i skrajnych słów potępienia, płynących ze strony biskupów,
polityków, dziennikarzy. Przede wszystkim doszło do nieporozumienia.
Takiego słowa użył sam kard. Pierbattista Pizzaballa. Pamiętajmy o tym,
że w Izraelu jest wojna. Co pewien czas są tam prowadzone ataki
rakietowe. Dlatego władze tego kraju wprowadziły zakaz jakichkolwiek
zgromadzeń wszędzie tam, gdzie nie ma odpowiednich schronów. Dotyczy to
także wyznawców wszystkich religii, włącznie z judaizmem. W Bazylice
Grobu Pańskiego nie ma takiego schronu, dlatego nie wolno tam prowadzić
żadnych nabożeństw z udziałem wiernych. W Niedzielę Palmową kard.
Pizzaballa chciał się pomodlić prywatnie przy grobie Jezusa z Nazaretu.
Nie zamierzał celebrować Mszy świętej dla większej grupy wiernych.
Niestety, policjanci i żołnierze żydowscy źle zrozumieli jego zamiary.
Dlaczego?
Ponieważ
byli przekonani, iż jest planowane – zgodnie z wielowiekową tradycją –
większe zgromadzenie religijne. Dlatego uniemożliwili dostęp temu
kardynałowi do Bazyliki Grobu Pańskiego. W moim przekonaniu główną
przyczyną tej decyzji były obowiązujące przepisy dotyczące
bezpieczeństwa i ochrony ludności cywilnej w czasie wojny
Czy zatem władze Izraela w ogóle nie prowadzą polityki antychrześcijańskiej?
Skądże
znowu! Proszę popatrzeć na niedawne ludobójstwo w Strefie Gazy czy
ciągłe wypędzanie arabskich chrześcijan z Zachodniego Brzegu. Niestety, w
naszym kraju to są poniekąd tematy tabu. Milczą biskupi, politycy,
dziennikarze. Opinia publiczna w Polsce nie jest rzetelnie informowana o
tej wielkiej tragedii. W ostatnich dniach oglądałem we włoskiej
telewizji absolutnie wstrząsające materiały ukazujące niebywałe
barbarzyństwo, dokonywane przez żydowskich osadników na Zachodnim
Brzegu, którzy zabijają, prześladują, wypędzają muzułmanów i
chrześcijan. W tych zbrodniczych działaniach wpiera ich izraelska
policja i wojsko.
Warto
w tym miejscu podkreślić, iż na początku XX wieku w Palestynie
chrześcijanie stanowili 12 proc. mieszkańców, natomiast dzisiaj w
Izraelu wyznawcy Jezusa z Nazaretu to już tylko niecałe 2 proc. Izrael
jest państwem wyznaniowym, w którym judaizm jest religią państwową. To
prowadzi do marginalizacji chrześcijan i przedstawicieli innych wyznań.
Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z
decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii,
należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. jeżeli nie zostanie
zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w
przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z
Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie
milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju
Wróćmy do samej wojny, która rozpoczęła się atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Poza kwestiami strategicznymi i politycznymi,
istotną rolę w tym starciu odgrywa religia. Z jednej strony mamy islamski
szyizm, a z drugiej judaizm i wspierający go chrześcijański syjonizm.
Najpierw chciałbym zapytać o motywacje wyznawców judaizmu. Czego
religijni Żydzi mogą oczekiwać po tej wojnie?
Do
wybuchu tego strasznego konfliktu zbrojnego doprowadzili przede
wszystkim ortodoksyjni, konserwatywni wyznawcy judaizmu, którzy
zdecydowanie wspierają centroprawicowy rząd Benjamina Netanjahu. Ich
bezwzględne dążenie do zniszczenia, osłabienia lub rozbicia Iranu
stanowi przede wszystkim realizację konkretnych celów
militarno-politycznych. Chodzi głównie o likwidację w całym regionie
Bliskiego Wschodu siły politycznej i militarnej tych państw, które w
jakikolwiek sposób mogłyby stanowić konkurencję lub zagrożenie dla
Izraela. Wielu politologów twierdzi, iż przede wszystkim właśnie z tego
powodu w ostatnich latach doszło do rozbicia takich wielkich państw jak
Irak, Syria czy Libia. Ostatnim silnym krajem na Bliskim Wschodzie,
stanowiącym konkurencję dla Izraela, jest w tej chwili Iran. Od
kilkudziesięciu lat władze Izraela usilnie dążyły do tego, żeby przy
pomocy Stanów Zjednoczonych zniszczyć to państwo. Realizację tego
szaleństwa rozpoczęły wspólnie wojska izraelskie i amerykańskie 28
lutego 2026 roku.
Co sądzą na ten temat te środowiska żydowskie, które nie zgadzają się z polityką prowadzoną przez rząd Benjamina Netanjahu?
Przede
wszystkim należy przypomnieć, iż 21 listopada 2024 roku Międzynarodowy
Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania obecnego premiera
Izraela. Został on oskarżony o celowe i świadome pozbawianie ludności
Strefy Gazy środków niezbędnych do przetrwania, w tym żywności, wody,
leków i materiałów medycznych. Ponadto podejrzewa się, iż jest on
odpowiedzialny za zbrodnie wojenne polegające na używaniu głodu jako
metody walki oraz zbrodnie przeciwko ludzkości w postaci zabójstw,
tortur i prześladowań. Duża część wyznawców judaizmu zamieszkałych w
Izraelu i innych krajach świata nie akceptuje działań podejmowanych
przez aktualny rząd w Jerozolimie.
Obecnie we Włoszech jest szeroko komentowana książka pt. „Samobójstwo Izraela” (Il suicidio di Israele).
Studium zostało opublikowane jesienią 2024 roku. Jego autorką jest
żydowska badaczka Anna Foa, która przez wiele lat prowadziła wykłady z historii
nowożytnej na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza. Foa przypomina, iż
Izrael przeżywał dramatyczny kryzys już przed atakiem Hamasu,
rozpoczętym 7 października 2023 roku. Masowe demonstracje na ulicach
wielu izraelskich miast domagały się dymisji Netanjahu i jego rządu. Foa
twierdzi, iż odpowiedź na atak terrorystyczny Hamasu wojną w Strefie
Gazy grozi Izraelowi prawdziwym samobójstwem. Jej zdaniem, aby uratować
Izrael, konieczne jest przeciwstawienie się żydowskiej supremacji,
nieodłącznie związanej z obecnym rządem Netanjahu, stanowczym poglądem,
że państwo Izrael musi stosować równe prawa wobec wszystkich swoich
mieszkańców – żydowskich i nieżydowskich.
Konieczne
jest także zakończenie, trwającej od dziesięcioleci, bezprawnej
okupacji terytoriów arabskich, a także utworzenie państwa
palestyńskiego. Foa stanowczo podkreśla, iż każde poparcie dla praw
Izraela – istnienia i bezpieczeństwa – musi iść w parze z poparciem dla
praw Palestyńczyków. Benjamin Netanjahu i Anna Foa to dwa przeciwstawne
bieguny współczesnego świata żydowskiego. Warto publicznie pytać w
naszym kraju biskupów, księży i wiernych świeckich Kościoła
katolickiego, które z tych radykalnie odmiennych stanowisk uznają za
słuszne.
Obok
kolejnych pokazów siły, w Izraelu coraz żywsza staje się też koncepcja
odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Do brutalnego ataku Hamasu z 7
października 2023 roku miało dojść m.in. dlatego, iż pojawiły się
informacje na temat sprowadzenia do Izraela czerwonej jałówki, z której
ofiara – zgodnie z Talmudem – jest warunkiem odbudowy świątyni. Nim
jednak ta odbudowa byłaby możliwa, najpierw trzeba by usunąć ze Wzgórza
Świątynnego meczet Al-Aksa. To musiałoby doprowadzić do niespotykanej
wcześniej mobilizacji świata muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i jego
sojusznikom. Obawia się Ksiądz Profesor, iż te religijne napięcia mają
potencjał, by stać się zaczątkiem globalnej wojny?
Zdecydowanie
tak. Wizja przyjścia Mesjasza, plany budowy w Jerozolimie Trzeciej
Świątyni i stworzenia Wielkiego Izraela to prawdziwa beczka prochu,
którą łatwo podpalić. Z tego powodu Bliski Wschód już teraz stanął w
ogniu. Wzgórze Świątynne w Jerozolimie stanowi miejsce święte zarówno
dla wyznawców judaizmu, jak i muzułmanów. Meczet Al-Aksa to jedna z
najważniejszych świątyń muzułmańskich na świecie. Ewentualne zburzenie
tego meczetu przez wyznawców judaizmu i odtworzenie Świątyni
Jerozolimskiej, zburzonej w 70 roku przez Rzymian, może doprowadzić do
wybuchu trzeciej wojny światowej.
W
to wszystko włącza się specyficzna doktryna, obecna w chrześcijaństwie
ewangelikalnym, określana jako chrześcijański syjonizm. Czym jest ten
nurt i jak ocenia Ksiądz Profesor jego potencjał polityczny?
Odpowiedź
na to pytanie należy rozpocząć od doprecyzowania wyrażenia
„chrześcijaństwo ewangelikalne”. Niestety, nie istnieją precyzyjne
definicje, które mogłyby uchwycić istotę tego prądu religijnego.
Dodatkowo w różnych regionach świata ta nowa forma religii
chrześcijańskiej ma swoją specyfikę. Generalnie chodzi o czwartą gałąź
chrześcijaństwa – obok katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu – która
stanowi galaktykę kilkudziesięciu tysięcy różnego rodzaju denominacji,
czyli Kościołów, związków wyznaniowych i sekt. Doktrynalnie wspólnoty
ewangelikalne są najczęściej w dużym stopniu neopentekostalne, czyli
należą do trzeciej fali rozwoju ruchu zielonoświątkowego. W Stanach
Zjednoczonych do tych środowisk należy ok. 80 mln wyznawców. To żelazny
elektorat Donalda Trumpa.
Z
pentekostalizacją chrześcijaństwa w USA łączy się syjonizm
chrześcijański. W 2025 roku Wydawnictwo Fronda opublikowało niezwykle
ważną książkę Pawła Lisickiego pt. „Mesjasz i Trzecia Świątynia. Herezja
chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny”. To jedyne w
naszym języku opracowanie naukowe tego zagadnienia. Istotą syjonizmu
chrześcijańskiego jest przekonanie, iż dzisiejszy Izrael jest tym
Izraelem i narodem wybranym, o którym mówi Stary Testament. Co więcej,
wszystko, co w przeszłości Bóg powiedział i obiecał Izraelowi, dzisiaj
odnosi się w 100% do państwa Izrael. Na tej podstawie syjoniści
chrześcijańscy udzielają bezkrytycznego poparcia dla brutalnych wojen
prowadzonych przez armię izraelską. Całkowicie poparli ludobójstwo
dokonane w Strefie Gazy. Akceptują osadnictwo żydowskie na Zachodnim
Brzegu. Wielu z nich twierdzi, iż w tej chwili Izrael ma prawo zdobywać
przemocą nowe ziemie, zgodnie z obietnicą Boga zapisaną na kartach Pisma
świętego, czyli od Nilu aż do Eufratu. To herezja w czystej postaci.
Skrajnie niebezpieczny błąd religijny. Fałszywe rozumienie Pisma
Świętego. To okrutne zabijanie w imię Boga. Nie wolno mordować ludzi i
twierdzić, iż tak chce Bóg.
Miesiąc
po wybuchu wojny w Iranie, w V Niedzielę Wielkiego Postu pojawił się
budzący ogromne kontrowersje list, który Konferencja Episkopatu Polski
przygotowała z okazji zbliżającej się 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła
II w rzymskiej Synagodze Większej. Jak Ksiądz Profesor odebrał ten
dokument? Pytam przede wszystkim o określenie współczesnego Izraela
„narodem wybranym”. Nie jest to, w kontekście wydarzeń na Bliskim
Wschodzie, nieroztropne sformułowanie?
W
Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie chcę dolewać oliwy do ognia,
dlatego nie chciałbym prezentować w naszej rozmowie mojego osobistego
stanowiska filozoficzno-teologicznego w tym obszarze. Natomiast w
kontekście tego istotnego sporu doktrynalnego chciałbym zwrócić uwagę na
cztery ważne sprawy.
Po
pierwsze, ożywiona debata publiczna wokół listu biskupów wyraźnie
pokazuje ogromną różnicę istniejącą w naszym kraju między katolicyzmem
liberalnym a katolicyzmem konserwatywnym. Te dwa nurty religijne, coraz
bardziej sobie obce, mają swoich wyraźnych liderów. Najważniejszym
punktem odniesienia dla katolików liberalnych jest kard. Grzegorz Ryś,
natomiast dla katolików konserwatywnych taką postacią jest Paweł
Lisicki.
Po
drugie, nie znam poza Polską żadnego innego kraju na świecie, w którym w
kościołach rzymskokatolickich, w trakcie niedzielnych Mszy świętych,
byłyby czytane listy biskupów zamiast kazań. Jaka jest podstawa prawna
rozwiązania, które obowiązuje w Kościele katolickim w Polsce? Owszem,
takie listy-kazania miały swoje znaczenie w czasach komunistycznych,
ponieważ umożliwiały kontakt biskupom z wiernymi. Natomiast dzisiaj
trudno wskazać jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie kontynuowania tej
praktyki.
Po
trzecie, na temat ostatniego listu Konferencji Episkopatu Polski zabrał
głos m.in Marcin Palade, ceniony autor opracowań i analiz z zakresu
preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce. Z
jego badań wynika, iż ten list biskupów został przeczytany w ok. 10
proc. parafii rzymskokatolickich w naszym kraju. Owszem, część księży
nie czytała tego tekstu z powodu prowadzonych w tym czasie rekolekcji
wielkopostnych. Jednak było także wielu proboszczów i wikariuszy, którzy
nie czytali listu biskupów, ponieważ się z nim nie zgadzają. Ten masowy
bojkot stanowiska biskupów przez księży to być może pierwsze tego
rodzaju wydarzenie w dziejach Kościoła katolickiego w naszym kraju.
Po
czwarte, spór o list biskupów z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana
Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej stanowi doskonałą okazję, aby
zapytać o to, czego się w tej chwili naucza w seminariach duchownych
przyszłych księży i zakonników, gdy chodzi o rozumienie judaizmu,
dialogu chrześcijańsko-żydowskiego czy syjonizmu chrześcijańskiego.
Szkoda, iż ta niezwykle istotna sprawa prawie nikogo nie interesuje.
Za
miesiąc będziemy obchodzić pierwszą rocznicę wyboru kard. Roberta
Prevosta na stolicę Piotrową. Przed konklawe mówiło się, iż jednym z
najważniejszych wyzwań, z jakimi będzie musiał zmierzyć się nowy papież,
będzie kwestia pokoju na świecie. Jak ocenia Ksiądz Profesor
dotychczasowe działania Leona XIV w tym aspekcie i czego oczekuje Ksiądz
od głowy Kościoła katolickiego?
Papież
nie ma zbyt wielkiego wpływu na pokój w świecie, ale może bardzo
skutecznie wprowadzać lub wzmacniać pokój wewnątrz Kościoła
katolickiego, który jest targany w wielu krajach niezwykle głębokimi
konfliktami doktrynalnymi. Spełniają się diagnozy z okresu ostatniego
konklawe, iż Robert Prevost został wybrany jako kandydat kompromisu —
ktoś, kto będzie dążył do połączenia w Kościele skrzydła konserwatywnego
ze skrzydłem liberalnym.
Po
13 latach przerwy ponownie głowa Kościoła katolickiego mieszka w
watykańskim Pałacu Apostolskim. Papież Franciszek mieszkał jak pielgrzym
w Domu Świętej Marty. W konsekwencji przez cały jego pontyfikat
oficjalna siedziba papieży była pustostanem. 14 marca 2026 roku, po
zakończonym remoncie Pałacu Apostolskiego, papież Leon powrócił do
swojej urzędowej siedziby.
Dodatkowo
w Wielki Czwartek papież Leon XIV celebrował Mszę Wieczerzy Pańskiej w
Bazylice św. Jana na Lateranie. To ważna zmiana?
Moim
zdaniem ten powrót do tradycji jest dużym, symbolicznym znakiem. Papież
Franciszek celebrował tę wyjątkową Mszę w innych miejscach, na przykład
w więzieniach, w ośrodkach dla uchodźców czy imigrantów. To była
głęboka desakralizacja liturgii katolickiej, obniżenie jej znaczenia,
ale z drugiej strony także chęć pokazania, iż religia w ujęciu
lewicowo-liberalnym powinna koncentrować się głównie na sprawach
praktycznych. Dodatkowo papież Franciszek do obrzędu obmycia nóg
wybierał osoby z marginesu społecznego: imigrantów, uchodźców, osoby
transpłciowe itd. To był przejaw jego rewolucyjnego podejścia do tego,
czym jest chrześcijaństwo, co budziło sprzeciw wielu środowisk
konserwatywnych.
Papież
Leon XIV powraca do bardziej klasycznego ujęcia religii — w Wielki
Czwartek sam przewodniczył liturgii w Bazylice św. Jana na Lateranie, a
do obrzędu obmycia nóg wybrał księży diecezji rzymskiej, podkreślając w
ten sposób własną troskę o duchowieństwo. Natomiast doktrynalnie Robert
Prevost kontynuuje rewolucję synodalną papieża Franciszka, udzielając
cichej akceptacji skrajnie liberalnym reformom, podejmowanym m.in. w
Kościele katolickim w Niemczech i Belgii.