Caritas i duszpasterstwo społeczne dostarczają
żywność, wodę i pomoc finansową. Według najnowszego bilansu w kataklizmie zginęło 265 osób, blisko 3,5 tysiąca zostało rannych, a niemal 500 uznaje się za zaginione – podaje Vatican News. „To najważniejszy moment dla Kolumbii, w którym jesteśmy wezwani do życia jednością narodową” – mówi ks. Raúl Ortiz Toro, sekretarz Konferencji Episkopatu
Kolumbii.Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,4 nawiedziło zachodnią Kolumbię rano 10 sierpnia. Epicentrum znajdowało się w departamencie Chocó, w pobliżu San José del Palmar. Wstrząsy były silnie odczuwalne m.in. w Cali, Pereirze, Manizales i
Armenii.Według najnowszych danych poszkodowanych zostało ponad 53 tys. osób. Zniszczonych jest ponad 11 tys. domów, a akcja poszukiwawcza wciąż trwa.„Przeżyliśmy to trzęsienie ziemi z wielkim niepokojem, ponieważ było to jedno z najsilniejszych poruszeń ziemi ostatnich dziesięcioleci” – mówi w rozmowie z mediami watykańskimi ks. Raúl Ortiz
Toro.Kościół od pierwszych godzin włączył się w pomoc mieszkańcom. Hale, ośrodki wspólnotowe i parafie są przekształcane w miejsca schronienia dla tych, którzy nie mogą wrócić do swoich domów. Kościelne struktury pomocowe uruchomiły także wsparcie finansowe z Krajowego Funduszu Kryzysowego, a 25 banków
żywności związanych z kolumbijskimi diecezjami zbiera żywność i dary rzeczowe.„Ludzie bardzo docenili obecność Kościoła w tych miejscach, poprzez działalność społeczną i Caritas” – podkreśla sekretarz episkopatu. Wśród najpilniejszych potrzeb wymienia wodę, której brakuje w części dotkniętych kataklizmem miejscowości, a także żywność o długim terminie przydatności, koce i sprzęt
ratowniczy.Pomoc dla Kolumbii napływa również z zagranicy. Ks. Ortiz Toro wskazuje na solidarność Kościoła powszechnego i wsparcie ze strony dykasterii Stolicy Apostolskiej, a także na modlitwę Leona XIV.„Wszystko to nas pociesza i napełnia nadzieją, bo pokazuje, iż istnieje braterstwo” – mówi
duchowny.Jak zauważa, tragedia dotknęła kraj w okresie silnej polaryzacji politycznej. Kataklizm przypomina jednak wszystkim o wspólnej ludzkiej kruchości.