Komisja państwowa powstała, bo… musiała. A co z kościelną?

3 godzin temu

Boję się, iż episkopat powoła komisję niepoważną – gremium fasadowe, które teoretycznie będzie niezależne, a praktycznie będzie kościelne, a wręcz klerykalne.

Było to na początku lutego 2021 roku. Tzw. Państwowa Komisja ds. Pedofilii, którą wówczas kierowałem, zaczynała działać. Wszystko szło z wielkim trudem.

Od końca listopada 2020 roku zaczęły spływać do nas kolejne sprawy kierowane przez nieodżałowanej pamięci ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Dotyczyły one duchownych, których konkretne osoby oskarżyły o wykorzystanie seksualne w dzieciństwie. Jadąc na początku 2021 roku do pracy, rozmawiałem z dziennikarzem, który zwrócił uwagę, iż warto poznać informacje znajdujące się w kanonicznych sprawach dotyczących duchownych niegdyś skazanych za skrzywdzenie dzieci.

Tak właśnie pojawił się pomysł skierowania pism do wszystkich polskich biskupów diecezjalnych i szefów sądów kościelnych. W kolejnych pismach, opierając się – jak się później okazało – na niedoskonałych przepisach prawa, poprosiłem wszystkich polskich hierarchów oraz oficjałów trybunałów biskupich o przesłanie akt wspomnianych spraw sądowych.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Ostatecznie otrzymaliśmy dokumenty dotyczące tylko dwóch spraw. Dwa trybunały biskupie stwierdziły ponadto, iż takie sprawy prowadzą ordynariusze. W odpowiedzi na ten krok PKdP, Konferencja Episkopatu Polski zdecydowała się całościowo odnieść do kwestii przekazania nam tego rodzaju dokumentów. Prymas Wojciech Polak stanął na czele zespołu, który miał się z nami kontaktować.

Koniec końców okazało się, iż prawo dawało Komisji możliwość oczekiwania od różnych instytucji i organizacji – a więc także od Kościoła – aby przekazywały one jej swoje materiały. Hierarchia Kościoła nad Wisłą nie miała jednak formalnego obowiązku, by cokolwiek nam przekazać. Po zmianie ustawy o PKdP taki formalny obowiązek się pojawił.

Pamiętam doskonale atmosferę, jaka wówczas panowała. Miałem wrażenie, iż w swojej naiwności wrzuciłem granat do pewnego pomieszczenia, o którym tu pisać nie wypada. Jak się później dowiedziałem, część kurialistów była zszokowana i zaskoczona, iż konserwatywny szef Państwowej Komisji czegokolwiek oczekuje od księży biskupów (a później także od wyższych przełożonych kościelnych).

Ja sam natomiast gwałtownie zrozumiałem, iż choćby gdybyśmy otrzymali te dokumenty, trudno byłoby nam je przeanalizować bez kanonisty w składzie. Jednocześnie jednak, publikując pierwszy raport PKdP, byłem mocno przekonany, iż także w odniesieniu do spraw kościelnych konieczna jest szersza analiza – taka, która pokazywać będzie nie tylko publikowane wcześniej liczby spraw, ale także sytuacje osób skrzywdzonych oraz sposób reagowania przedstawicieli Kościoła w Polsce na sytuacje wykorzystania seksualnego dzieci. We wspomnianym raporcie po raz pierwszy pojawiła się stanowcza sugestia, wskazująca, iż powołanie niezależnej, kościelnej komisji jest aktualnie niezbędne.

Za, a choćby przeciw

Wspomnienia te przychodzą mi do głowy, gdy obserwuję obecną debatę wokół tworzenia ogólnopolskiej komisji kościelnej. Warto przypomnieć zatem, iż jej państwowa odpowiedniczka stworzona została z jednego powodu – musiała powstać.

Rację mają komentatorzy wskazujący, iż film „Tylko nie mów nikomu” Marka i Tomasza Sekielskich doprowadził do pojawienia się nowej instytucji państwowej. Pamiętać jednak trzeba, iż to dopiero druga część filmu, „Zabawa w chowanego”, przyspieszyła powołanie członków wspomnianego gremium. Mnie powołano dzień przed publikacją dokumentu pokazującego historię m.in. braci Jakuba i Bartłomieja Pankowiaków.

Sale!
  • Tośka Szewczyk

Nie umarłam. Od krzywdy do wolności

31,20 39,00
Do koszyka
Książka – 31,20 39,00 E-book – 28,08 35,10

Politycy znajdowali się wówczas pod tak silną presją społeczną, iż musieli realnie uruchomić nową instytucję. Głos konkretnych osób wykorzystanych seksualnie przez niektórych księży był niemożliwy do zignorowania.

Kościół nie stoi dzisiaj przed podobnym przymusem. Działają bardzo dobrze kościelne ośrodki eksperckie (np. Centrum Ochrony Dziecka czy Fundacja Św. Józefa), w parafiach wprowadzane są programy prewencyjne i standardy ochrony dzieci. W społeczeństwie natomiast da się wyczuć przesyt tematem „kościelnych skandali”. Filmy braci Sekielskich wydają się ostatnim wydarzeniem, które wywołało w tej dziedzinie realną zmianę społeczną. Stało się tak z racji głosu skrzywdzonych, który usłyszeliśmy. Wtedy też zobaczyliśmy twarze tych, którzy krzywdzili, usłyszeliśmy jak się przyznają.

Dziś można raczej dojść do wniosku, iż niemal wszyscy przyzwyczaili się do specyfiki Kościoła i jego społecznego obrazu w Polsce. Wiemy na przykład, iż listy KEP są trudne do lektury. Domyślamy się, iż co jakiś czas o. Tadeusz Rydzyk wywoła jakimś słowem swoiste „poruszenie”; iż są biskupi wkraczający w świat polityki; iż kurie chowają tajemnice z przeszłości. Kwestie te szokują coraz mniej.

Hierarchowie dzierżący władzę w Kościele w Polsce nie mają zatem dziś żadnego istotnego społecznie powodu, by powoływać jakąkolwiek komisję – a zwłaszcza prawdziwie niezależną.

Tarnów i Sosnowiec

Jako były szef Państwowej Komisji nie mogę wypowiadać się na temat istoty sprawy bp. Andrzeja Jeża z Tarnowa. Mogę jednak stwierdzić, iż było dla mnie ważnym zaskoczeniem, gdy usłyszałem, iż prokuratura (jeszcze za rządów PiS!) podjęła się dokładnego zbadania tej kwestii, w którą PKDP również była zaangażowana. Pojawienie się biskupa na ławie oskarżonych z całą pewnością zaskakuje i skupia uwagę.

Polscy biskupi, jak deklarują, chcą powołać niezależną komisję, która ma zbadać przestępcze działania duchownych wobec małoletnich świeckich, ale w tym względzie konsultują się jedynie z duchowieństwem

Błażej Kmieciak

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Ponownie jednak trzeba wskazać, iż efektem tej sprawy nie jest ożywienie dyskusji na skalę roku 2019 czy 2020. Owszem, media o tym mówią; co szczególnie cenne, oddano głos osobom, które w sądzie w Tarnowie, przy okazji składania zeznań przez bp. Jeża, głośno mówiły o własnym doświadczanym przez lata cierpieniu. Czy jest to jednak wydarzenie przełomowe dla polskiego episkopatu? Nie wydaje mi się. Członkowie KEP stanowią zamknięte gremium, które wyłącznie między sobą ustala wszelkie decyzje – o nastrojach w tym gronie kilka wiadomo.

Pewnym bardzo ważnym wyjątkiem jest biskup sosnowiecki Artur Ważny. Gdy w Łodzi powstała komisja historyczna, powołana przez kard. Grzegorza Rysia, kilku dziennikarzy, rozmawiając ze mną, zwracało uwagę na nowość takiego podejścia. Przypominałem, iż w Sosnowcu takie działania już mają miejsce. Co więcej, realizowali je w większości świeccy, mający w diecezji pełną niezależność od lokalnego hierarchy.

Warto przy tej okazji stwierdzić jedno: właśnie sosnowiecka komisja pod przewodnictwem Tomasza Krzyżaka nie tylko pokazała wspomnianą niezależność, ale też udowodniła, iż dopiero partnerskie współdziałanie świeckich i duchowieństwa pozwala na realne zbadanie bolesnych historii z przeszłości.

Intencje ważne, ale…

W jednym z grudniowych wywiadów abp Adrian Galbas stwierdził: „Rozumiem wszystkich, którzy są zwyczajnie źli na nas, biskupów; też bym chciał, by komisja ds. zbadania nadużyć seksualnych już działała”. Metropolita warszawski dodał, iż znaczna większość biskupów jest za powołaniem podobnego gremium. Zaznaczył, iż musi być ono niezależne – inne bowiem nie ma sensu i będzie „katastrofą wizerunkową i moralną”.

Z kolei kard. Grzegorz Ryś stwierdził: „Po łódzkim doświadczeniu jestem przekonany, iż nie da się zrobić komisji ogólnopolskiej, jeżeli się nie powoła komisji lokalnej. Bo to jest niesłychanie wielka praca do wykonania”. Zaznaczył też: „Skoro komisja powstała w Łodzi, to znaczy, iż mam wystarczająco dużo determinacji, by powstała też w Krakowie”. A w radiowej rozmowie z Tomaszem Terlikowskim metropolita krakowski dodał o komisji: „Boję się bardziej tego, gdyby nie powstała, niż gdyby powstała. Uważam, iż dla Kościoła będzie dramatycznie, jeżeli nie powstanie”.

Sale!
  • Zbigniew Nosowski

Krytyczna wierność

28,39 35,49 Do koszyka

Abp Galbas słusznie diagnozuje złość. Wynika ona nie z braku powołania komisji, ale ze stylu, w jaki komisja jest niepowoływana. Można to skwitować stwierdzeniem o odkładaniu sprawy ad calendas graecas. Po sokratejsku można dodać, iż o tej komisji wiemy, iż nic nie wiemy.

Głosy biskupów – choćby te racjonalne – niestety w żadnej mierze nie uspokajają. Świeccy katolicy nie należą bowiem aktualnie do osób, z którymi Kościół hierarchiczny w naszym kraju cokolwiek w tej dziedzinie konsultuje. Patrząc z boku, mamy dość zaskakującą sytuację. Polscy biskupi, jak deklarują, chcą powołać niezależną komisję, która ma zbadać przestępcze działania duchownych wobec małoletnich świeckich, ale w tym względzie konsultują się jedynie z duchowieństwem.

Wyjątkiem był zespół abp. Wojciecha Polaka, który przed czerwcem 2025 roku przygotowywał dokumenty do powstania niezależnej krajowej komisji. W nim obecni byli świeccy eksperci. Po nagłym zakończeniu jego prac przez KEP nie wiadomo natomiast, z kim konsultuje swoje działania bp Sławomir Oder. Wiadomo zaś, iż opinie wyrażają kolejne zespoły episkopatu, rady, komisje i gremia zakonne. O udziale świeckich w podobnych pracach koncepcyjnych nic nie wiadomo.

Decyzje, kierunek i kształt prac są całkowicie w rękach biskupów. Jest to o tyle zaskakujące, iż spotkanie Tośki Szewczyk, Jakuba Pankowiaka i Roberta Fidury z członkami KEP półtora roku temu przyniosło realną nadzieję na zmianę. Podobne nadzieje pojawiają się po kolejnych rekolekcjach, jakie ze skrzywdzonymi przeżywają polscy duchowni. Ostatecznie jednak decyzja należy tylko do biskupów.

Z nadzieją?

Załóżmy jednak, iż polski episkopat ogłosi powstanie komisji (jutro rozpoczyna się posiedzenie KEP, na którym teoretycznie może do tego dojść). Kto do niej wejdzie? Kto będzie jej szefem? Jakie realne kompetencje oraz uprawnienia będzie ona posiadać, skoro sam bp Oder stwierdził, iż „uruchomienie formalne komisji będzie się wiązało z podpisaniem dwustronnych porozumień pomiędzy poszczególnymi biskupami i przełożonymi jurysdykcji zakonnych a komisją”?

Słuchaj też na YouTube, Apple Podcasts i w popularnych aplikacjach podcastowych

Czy to oznacza, iż przewodniczący tego gremium będzie musiał jeździć po Polsce niczym przedstawiciel handlowy i przekonywać hierarchów oraz prowincjałów do zgody na badanie ich własnych decyzji? Cóż, podobna sytuacja nie zamyka możliwości działania. Można będzie przecież głośno powiedzieć, który biskup współpracować nie zamierza. Taka aktywność wymaga jednakże niezależności.

Gdy kierowałem Państwową Komisją, wiele razy uświadamiałem sobie niedoskonałość ustawy, na mocy której ją powołano. Wiedziałem jednak jedno: zarówno ja, jak i pozostali członkowie PKdP, byliśmy niezależni. Krytykowali mnie politycy z każdej strony sporu. Jedni twierdzili, iż są mną zawiedzeni, inni próbowali mnie kontrolować.

Ostatnio przeczytałem, iż traktowano nas jak „trędowatych”, ale paradoksalnie właśnie podobne położenie pozwalało nam na bycie w pełni wolnymi. Właśnie taka niezależność pozwalała na zadawanie trudnych pytań każdej instytucji. jeżeli kościelna komisja miałaby podobną możliwość działania i podobną pozycję, jej realne funkcjonowanie byłoby możliwe.

Nadal nie wiadomo jednak nie tylko czy komisja powstanie, ale również – jaka powstanie, jeżeli powstanie. Tworzenie jej jedynie w gronie szeroko rozumianego kleru jest błędem, podobnie jak błędem jest podejmowanie się tego działania atmosferze tajemnicy (która z perspektywy specyfiki działania sprawców, w tym niektórych duchownych, osobom skrzywdzonym ma prawo bardzo boleśnie się kojarzyć).

Cytowany powyżej kard. Ryś stwierdził, iż bardziej boi się niepowołania komisji, niż jej utworzenia. Ja jako świecki katolik zaangażowany od kilku lat w omawiane tu kwestie obawiam się czegoś innego. Boję się, iż powstanie komisja niepoważna, gremium fasadowe, które tylko teoretycznie będzie niezależne.

Pisząc te słowa, ponownie „wracam do przeszłości”. Gdy pojawiła się Państwowa Komisja, gdy powoływano jej członków, z wielu stron słyszałem, iż to nie ma sensu. Dochodziły do mnie głosy, iż będziemy pozorną, drogą instytucją, której celem będzie chronienie jednej opcji politycznej i jej relacji z hierarchicznym Kościołem.

Głosy te jednak bardzo gwałtownie umilkły. Nie dlatego, iż na celownik wzięliśmy polskich biskupów, a było to przecież medialnie nośne. Analizowaliśmy bowiem działania i brak działań wielu organizacji. Pamiętając ponadto o licznych sporach, kłótniach i debatach wewnątrz PKdP, wiem jedno: właśnie kwestia wolności działania i niezależności była narzędziem mającym dla nas wręcz programowy charakter.

Czy biskupi powołają gremium o podobnych cechach? Czy odważą się powołać kogoś odważnego? Powtórzę: nie wiem. Wiem jednak, iż nigdy nie jest za późno, by do prac nad powołaniem podobnego zespołu włączyć tych, który przemocy doświadczyli. Nie jest za późno, by wypowiedzieli się eksperci bez koloratki. W innym bowiem przypadku dojść może do sytuacji, w które owa komisja będzie nie tylko kościelna, ale także… klerykalna.

Idź do oryginalnego materiału