Kim jest dla mnie Jezus? Osobista odpowiedź na kryzys wiary.

1 godzina temu

Żyjemy w niespokojnych czasach, pełnych lęku i kryzysów, także wewnątrz samego Kościoła. W świecie szumu informacyjnego Jezus zadaje nam dziś proste, ale przełomowe pytanie: „A ty, za kogo Mnie uważasz?”.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit:
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Drodzy Bracia i Siostry,

dzisiejsza Ewangelia zaczyna się adekwatnie jak rozmowa o opinii publicznej. Jezus pyta uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. I odpowiedzi są różne: za Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza, jednego z proroków. Każdy coś słyszał, każdy ma swoją wersję. Gdyby ta scena wydarzyła się dzisiaj, pewnie wystarczyłoby otworzyć internet. Jedni powiedzieliby: Jezus był wielkim nauczycielem. Inni: reformatorem społecznym. Jeszcze inni: postacią historyczną, symbolem dobra, kimś ważnym dla naszej kultury. Ktoś napisałby komentarz, ktoś zrobił filmik, ktoś wyśmiał, ktoś polubił. Tysiące opinii.

Tylko iż Jezus nie zatrzymuje się przy opiniach. Nagle zadaje pytanie, od którego nie można już uciec w tłum: „A wy za kogo Mnie uważacie?”

I właśnie to pytanie chciałbym dzisiaj zostawić każdemu z nas. Nie pytanie o to, co mówi ksiądz, biskup, telewizja katolicka, sąsiad czy rodzina. Nie pytanie o to, co o Jezusie napisano w książkach. Jezus pyta mnie osobiście: Piotrze, za kogo ty Mnie uważasz? Kim Ja naprawdę jestem w twoim życiu?

Bo można całe życie być blisko Kościoła i nigdy uczciwie sobie na to pytanie nie odpowiedzieć. Można chodzić na Mszę, mieć krzyż na ścianie, znać modlitwy, bronić chrześcijańskich wartości, a jednocześnie podejmować najważniejsze decyzje tak, jakby Boga nie było. Można mówić „Panie Jezu, ufam Tobie”, a potem bardziej ufać pieniądzom, znajomościom, własnej pozycji, lekarzowi, politykowi, sondażom albo temu, co podpowiada internet. I nie chodzi o to, iż pieniądze, lekarze czy rozsądne planowanie są czymś złym. Nie są. Człowiek wierzący ma mocno stąpać po ziemi. Ale właśnie wtedy okazuje się, na czym naprawdę stoi.

Myślę, iż jest to szczególnie ważne dzisiaj. Żyjemy w świecie niespokojnym. Wojna przestała być dla Europejczyka czymś znanym tylko z podręczników historii. Widzimy napięcia między narodami, kryzys demograficzny, samotność młodych ludzi, rozbite rodziny, coraz większe zagubienie w sprawach najbardziej podstawowych. Technologia rozwija się w tempie, za którym człowiek czasem przestaje nadążać. Sztuczna inteligencja potrafi już naśladować ludzki głos, tworzyć obrazy, odpowiadać na pytania. Mamy więcej informacji niż jakiekolwiek pokolenie przed nami, a wcale nie jestem pewien, czy dzięki temu lepiej wiemy, po co żyjemy.

I właśnie w taki świat wchodzi Chrystus ze swoim prostym pytaniem: „A ty za kogo Mnie uważasz?”

Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. To nie jest odpowiedź z katechizmu, choć jest teologicznie doskonała. To jest wyznanie człowieka, który mówi: Ty jesteś Tym, na którym chcę oprzeć swoje życie.

I wtedy Jezus wypowiada niezwykłe słowa: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.

Zwróćmy uwagę: Jezus nie powiedział, iż Kościół nie będzie przeżywał kryzysów. Nie powiedział, iż ludzie Kościoła nie będą popełniali grzechów. Nie obiecał, iż chrześcijanie zawsze będą większością, iż będą mieli dobre notowania, pełne kościoły i przychylność świata. Powiedział coś znacznie ważniejszego: „bramy piekielne go nie przemogą”.

To jest bardzo potrzebne również nam, katolikom w Polsce. Bo łatwo dziś wpaść w jedną z dwóch pułapek. Pierwsza to udawanie, iż nic się nie dzieje. Że wszystko jest dobrze, tylko świat zrobił się trochę gorszy. Nie. Mamy poważny kryzys wiary. Widzimy pustoszejące kościoły, odejścia młodych, kryzys powołań, słabość rodzin. Mamy także grzechy, zaniedbania i błędy wewnątrz samego Kościoła. Nie ma sensu zakrywać oczu.

Ale jest też druga pułapka: rozpacz. Przekonanie, iż wszystko już przegraliśmy, iż Kościół się kończy, Europa się kończy, młodzi są straceni i pozostaje nam tylko wspominać dawne czasy.

Chrystus nie pozwala ani na naiwność, ani na rozpacz.

Kościół nie należy do nas. „Zbuduję Kościół mój” – mówi Jezus. Mój. Nie księdza, nie biskupa, nie partii politycznej, nie tego czy innego środowiska. Chrystusa. My możemy w Kościele wiele zepsuć swoją pychą, wygodą, obojętnością i grzechem. Ale nie jesteśmy jego właścicielami. Jego Panem jest Chrystus.

I może dlatego dzisiejsza Ewangelia nie powinna nas przede wszystkim skłaniać do pytania: „Co będzie z Kościołem?”. Najpierw powinna mnie zmusić do pytania: „Co jest z moją wiarą?”

Bo odnowa Kościoła zawsze zaczyna się od konkretnego człowieka. Od ojca, który po latach zaczyna naprawdę modlić się ze swoimi dziećmi. Od małżonków, którzy zamiast kolejny raz ze sobą walczyć, potrafią powiedzieć „przepraszam”. Od młodego człowieka, który ma odwagę powiedzieć kolegom, iż wierzy w Boga. Od przedsiębiorcy, który nie oszukuje, choć mógłby więcej zarobić. Od księdza, który przypomina sobie, iż został wyświęcony nie po to, aby urządzić sobie wygodne życie, ale żeby prowadzić ludzi do Chrystusa. Od człowieka, który po wielu latach wraca do konfesjonału.

Tak buduje się Kościół. Nie od wielkich deklaracji, ale od ludzi, którzy naprawdę odpowiadają Jezusowi: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.

Bracia i Siostry, nie wiem, jak będzie wyglądała Polska, Europa i świat za dziesięć czy dwadzieścia lat. Nikt z nas tego nie wie. Nie wiemy, jakie jeszcze przyjdą kryzysy, wojny, przemiany technologiczne czy społeczne. Ale jedno wiemy na pewno: człowiek przez cały czas będzie potrzebował odpowiedzi na te same pytania. Po co żyję? Dlaczego cierpię? Czy ktoś mnie naprawdę kocha? Czy moje grzechy mogą być przebaczone? Czy śmierć jest końcem?

I na te pytania żaden postęp technologiczny nie da ostatecznej odpowiedzi.

Odpowiedzią chrześcijaństwa nie jest teoria. Jest nią Osoba. Jezus Chrystus.

Dlatego może warto dzisiaj wrócić do domu z jednym tylko pytaniem. Nie trzeba dziesięciu postanowień. Wystarczy jedno pytanie, ale potraktowane naprawdę poważnie. Kiedy wieczorem zostanę sam, kiedy wyłączę telefon, kiedy ucichną wiadomości, komentarze i wszystkie cudze opinie, niech zabrzmi we mnie głos Chrystusa:

„A ty za kogo Mnie uważasz?”

I wtedy trzeba odpowiedzieć własnym życiem.

Bo od tej odpowiedzi zależy znacznie więcej, niż nam się wydaje.

Amen.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Poszanowanie życia – Intencja papieska na lipiec
Idź do oryginalnego materiału