Kard. Timothy Radcliffe: W Kościele wszyscy są mile widziani

2 godzin temu
Zdjęcie: Timothy Radcliffe


Nie martwi mnie, iż ktoś jest gejem. Martwiłbym się, gdyby nie kochał nikogo – mówi kard. Radcliffe w wywiadzie dla „The Telegraph”.

6 stycznia, w przeddzień nadzwyczajnego konsystorza kardynałów, brytyjski dziennik „The Telegraph” opublikował wywiad Eleanor Doughty z kard. Timothym Radcliffem. Rozmowa dotyka relacji kardynała z papieżem Franciszkiem i papieżem Leonem XIV, historii jego powołania oraz konsekwentnie powracającego w jego działalności obrazu Kościoła, w którym – jak podkreśla Radcliffe – wszyscy są mile widziani.

Między Franciszkiem a Leonem

Dominikański kardynał opowiada o papieżu Franciszku przede wszystkim przez pryzmat bliskości. Wspomina moment z 2016 roku, kiedy wracał do zdrowia po operacji szczęki w związku z diagnozą nowotworową i spotkał papieża w Rzymie. – Podszedł do mnie i oparł swoje czoło o moje przez jakieś 30 sekund. Nic nie powiedzieliśmy. To było piękne – opowiada.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Ta scena streszcza – w jego ujęciu – „sekret” Franciszka, którym było spotkanie. A jednak, dodaje Radcliffe, ten sposób bycia miał też swoją cenę. – Zmarły papież niektórych katolików przerażał – mówi dominikanin. Następnie dodaje: – Nienawidził klerykalizmu i nazywał go trucizną. Dla wielu to było niepokojące.

Kardynał opisuje również doświadczenie konklawe. – Nie czuło się żadnej wielkiej politycznej gry. […] Nie patrzyliśmy na siebie jak na wrogów i rywali. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, panowała bardzo swobodna atmosfera – mówi. W tym kluczu interpretuje też wybór nowego papieża. Leon XIV został wybrany częściowo po to, by włączyć z powrotem tych, którzy zrazili się do Franciszka, a częściowo, by kontynuować dzieło poprzednika. – Wybraliśmy Leona, bo potrafił zrobić jedno i drugie – popchnąć sprawy do przodu, a jednocześnie gromadzić ludzi – stwierdza.

W Leonie XIV Radcliffe podkreśla cechy, które mają umożliwić taki „podwójny” mandat: wyciszenie, uważność, zdolność mediacji. Kiedy, żartując, dominikanin dotyka wątku perspektywy wyboru na papieża jego samego, mówi: – Rola papieża polega na utrzymaniu Kościoła w jedności, a ja nie byłbym postrzegany jako figura jednocząca – głównie dlatego, iż strach, jak sądzę, często sprawiał, iż ludzie źle rozumieli to, o co walczę.

„Timothy”, nie „kardynał”

Radcliffe wraca w wywiadzie do własnej biografii: wspomina dzieciństwo, buntowniczy okres nastoletni oraz drogę, która – przez poszukiwanie prawdy – zaprowadziła go do zakonu dominikanów. Urzekły go tam prostota i poczucie wolności, a z czasem także doświadczenie wspólnoty, które stało się dla niego kluczowe.

Przez dziewięć lat pełnił funkcję generała zakonu, ale podkreśla, iż nie odrywa go to od zwykłego życia braci. Do dziś robi to, co inni: ma dyżury przy zmywaniu i w niedziele – w swój wyznaczony dzień – robi zakupy. Chce, by zwracać się do niego „Timothy”. – Moje imię chrzcielne i największy zaszczyt, jaki mam. Nie znoszę, kiedy ludzie mówią do mnie „kardynale” – mówi.

Promocja!
  • Damian Jankowski
  • Ks. Andrzej Pęcherzewski

Nie ma wiary bez pytań

31,20 39,00
Do koszyka
Książka – 31,20 39,00 E-book – 28,08 35,10

Dominikanin opowiada również o zakochaniu krótko po święceniach kapłańskich w 1971 roku. – To był trudny moment. Nagle pomyślałem: „Oto ktoś, kogo kocham z całego serca” – wspomina. W końcu postanowił zaprosić kobietę, w której był zakochany, do siebie: – Uznałem, iż bracia muszą wiedzieć, kim jestem – iż ją kocham – a ona musi wiedzieć, kim jestem ja – jednym z braci. Ostatecznie Radcliffe uznał, iż jego powołanie polega na życiu zakonnym. Do dziś pozostają ze wspomnianą kobietą dobrymi przyjaciółmi.

Każdy ma swój dom w Kościele

Dominikanin wspomina, iż w życiu często towarzyszyło mu zdanie: „Wszyscy są mile widziani”. Radcliffe z przejęciem opowiada o reakcji dominikanów na kryzys związany z AIDS w latach 80., przywołując obraz młodego mężczyzny w szpitalu. – Pielęgniarka bała się wnieść mu posiłek, więc zostawiła go w drzwiach, a on musiał wyczołgać się z łóżka. […] To było po prostu skrajnie nie w porządku – opowiada.

W 1986 roku, na konferencji w Staffordshire poświęconej Kościołowi katolickiemu i AIDS, Radcliffe poznał człowieka o imieniu Benedict, mocno naznaczonego mięsakiem Kaposiego. Podczas znaku pokoju dominikanin przytulił go, zastanawiając się, czy przytulenie człowieka chorującego nie oznacza zakażenia. – Byliśmy bardzo nieświadomi – przyznaje. Niedługo potem, jeszcze w tym samym roku, Radcliffe odwiedził lekarza w szpitalu St Stephen’s w Chelsea. – Powiedział: „Jest tu facet o imieniu Benedict. Umiera i ciągle pyta o Timothy’ego”. Zrządzeniem opatrzności dotarłem tuż przed jego śmiercią i udzieliłem mu ostatniego namaszczenia – wspomina kardynał.

To doświadczenie stało się jednym z impulsów do kontrowersyjnych „Mszy z Soho” – odbywających się do 2013 roku w centrum Londynu nabożeństw dla społeczności osób homoseksualnych. – Byli tam demonstranci, którzy mówili nam, iż wszyscy pójdziemy do piekła – wspomina Radcliffe. Następnie dodaje: – Ludzie wciąż powtarzali, iż walczyłem o prawa gejów, a ja po prostu mówiłem: „Jesteście mile widziani”. Każdy ma swój dom w Kościele – nie robiłem nic radykalnego.

Ludzie boją się chaosu. Tego, iż wszystko się rozsypie. Żyjemy w społeczeństwie kontrolowanym, ale Jezus nie ma nic wspólnego z kontrolą

kard. Timothy Radcliffe

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Radcliffe opowiada, iż takie gesty jak organizacja „Mszy z Soho” bywały odczytywane jako zagrożenie. – Ludzie boją się chaosu. Tego, iż wszystko się rozsypie. Żyjemy w społeczeństwie kontrolowanym, ale Jezus nie ma nic wspólnego z kontrolą. Powiedział, żeby usiąść i jeść z celnikami i prostytutkami – tłumaczy kardynał.

Odpowiadając na pytanie o to, czy osoba homoseksualna mogłaby zostać papieżem, stwierdza: – Jestem pewien, iż już taki [papież] był! Nie mam pojęcia, kto. Ale nie uważam, żeby czyjaś tożsamość seksualna była szczególnie ważna. Nie martwi mnie, iż ktoś jest gejem – martwiłbym się, gdyby nie kochał nikogo.

Między jednością a postępem

Kardynał odnosi się również do pytań o święcenia kapłańskie kobiet. Nie uciekając od niego, komentuje je w szerszym, globalnym kontekście i podkreśla, iż choćby jeżeli jest otwarty na zmianę, to mimo wszystko „sprawa jest skomplikowana”.

Zwraca uwagę na napięcie, które widać szczególnie w Kościele poza Europą: – jeżeli porozmawiasz z katolickimi czy anglikańskimi biskupami w Afryce, będą politycznie progresywni, z ogromnym poczuciem niesprawiedliwości światowej gospodarki; będą żarliwie zaangażowani w walkę o najuboższych i prawdopodobnie chcieliby podejmować dialog z muzułmanami i innymi wierzącymi. A jednak – dodaje – pozostają w przeważającej większości przeciwni kapłaństwu kobiet.

W tym kontekście kardynał podkreśla konieczność zachowania jedności w Kościele powszechnym.

Radcliffe mówi jednak, iż jest zwolennikiem posunięcia naprzód kwestii związanej ze święceniami diakonatu kobiet. Na pytanie o to, czy święcenia nie stanowią kluczowego wyznacznika postępu (i czy nie ma znaczenia, iż kobiety nie mogą dochodzić do ról postrzeganych publicznie jako wpływowe), kardynał odpowiada przewrotnie: – Być może opinia publiczna nie ma racji.

Następnie dopowiada: – To bardzo klerykalne myślenie, iż jedyni, którzy się liczą, to księża. Święci są ważniejsi niż księża.

AK

Idź do oryginalnego materiału