W Wielkim Tygodniu jesteśmy zaproszeni, by towarzyszyć Jezusowi w ostatnich dniach Jego ziemskiego życia. Wczoraj wspominaliśmy wjazd Jezusa do Jerozolimy – był to dzień euforii i wiwatowania, bo wołano: „Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” (Mt 21,9).
Dzisiejszy dzień można by nazwać dniem przyjaźni.Jezus wie o wszystkim, co Go czeka – sam przecież zapowiadał kilkakrotnie swoją mękę – i świadomie zdąża do Jerozolimy, gdzie ma się dopełnić dzieło odkupienia. Jest świadomy swej misji, zapowiedzianej w tekstach Izajasza poświęconych cierpiącemu Słudze: „Pan obarczył Go winami nas wszystkich. Dręczono Go, ale sam pozwolił się gnębić, choćby nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem?” (Iz 53,6-8).
Zanim Jezus wyruszy w bolesną drogę, która doprowadzi Go do męki i śmierci na krzyżu, udaje się po raz ostatni do Betanii, by spotkać się ze swymi przyjaciółmi: Marią, Martą i Łazarzem.Jakby chciał nabrać sił i odwagi, jakby chciał napełnić się radością, która umacnia serce, aby móc stawić czoła ostatecznej próbie, która Go czeka. Tutaj, w Betanii, celebrowane jest już zwycięstwo nad śmiercią, którego Jezus dokonał, wskrzeszając wcześniej Łazarza. Było to zarazem zapowiedzią zmartwychwstania Chrystusa.






.webp)









