Jaki śmieszny jest ten Kundera i jakie smutne jest życie

3 godzin temu
Zdjęcie: Milan Kundera


Milan Kundera nie wierzył ani w człowieka, ani w jego przyszłość. Ale nie przeszkadzało mu to kochać życia.

Fragment książki „Milan Kundera: Pisać, cóż za dziwny pomysł!”, tłum. Oskar Hedemann, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025

W tamtym czasie największym żyjącym filmowcem był dla Kundery Federico Fellini. A dla Felliniego największym żyjącym pisarzem był Milan Kundera. Obaj mężczyźni ogromnie się podziwiali. Ale na odległość. Ponieważ są równie nieśmiali, jeden i drugi, nigdy się nie spotkają.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

„Chcesz poznać moją definicję szczęścia?”. Przy rue Récamier Vera pokazuje mi na swoim telefonie zdjęcie wysłane dzień wcześniej przez Martinę Zbořilovą, ostatnią żonę Miloša Formana. „Dwa razy litera M, Miloš i Milan… Spójrz na ten uśmiech na twarzy Milana!”.

Zdjęcie zostało zrobione we Francji, wiele lat po FAMU. Możemy jednak założyć, iż uśmiech ten pojawił się na twarzy pisarza w 1959 roku. Wyraża ogromną euforia artysty, który „odnalazł samego siebie”. Zniknęły wątpliwości, strach, pot. A szukał przecież tak długo, wahał się i przedzierał po omacku przez muzykę, poezję i teatr… Aż pewnego dnia w 1959 roku coś się przed nim otworzyło. Opór ustąpił. Pojawił się ten potężny i cudownie przyjemny impuls – ta chwila olśnienia u twórcy, którą opisuje w taki sposób:

Potwornie męczyłem się wtedy, pisząc sztukę „Posiadacze kluczy”, i w trakcie jakiejś przerwy, w ramach odpoczynku, dla odreagowania, napisałem pierwsze w życiu opowiadanie, w dzień czy dwa, lekko i przyjemnie. Dopiero kiedy spojrzałem wstecz, zdałem sobie sprawę, iż ta lekkość i przyjemność nie oznaczały, iż opowiadanie – ponieważ nie zostało pobłogosławione moim potem – było czymś nieistotnym lub marginalnym, ale wręcz przeciwnie, po raz pierwszy odnalazłem siebie – jak mawiają – znalazłem moją własną tonację, mój ironiczny dystans do świata i do mojego życia, krótko mówiąc, moją ścieżkę jako powieściopisarza.

A zatem koniec „prehistorii”. Rozpoczyna się historia pisarza, jedyna, która liczy się w jego oczach. Nie tylko dlatego, iż odkrył cudowną plastyczność prozy, rozkosz bawienia się nią. Ale dlatego, iż pisząc te opowiadania w latach 1959–1968, dosłyszał adekwatny ton. Dokładnie taki, o jakim marzył muzyk z absolutnym słuchem! W tym sensie „Śmieszne miłości”są zbiorem matrycą. Forma i treść zawierają już wszystko w swoim zarodku. Nadają ton całej przyszłej twórczości.

Kundera mówi nam, kim jesteśmy, jak mali jesteśmy i jak bardzo powinniśmy się z tego śmiać, a nie tym smucić

Florence Noiville

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

„Śmieszne miłości”. Kiedy książka ta zostaje wydana we Francji w 1970 roku, Claude Roy napisze o niej najtrafniej w „Le Monde des Livres”. „Krótkie opowiadanie Kundery jest jak sztuka Feydeau opowiedziana przez Laclosa, doświadczona przez Czechowa i prześwietlona przez Freuda”. Po czym dodaje: „Używam tych odniesień, aby wyrazić to gwałtownie i zwięźle: Kundera, tak naprawdę, przypomina jedynie Kunderę”.

Istotnie, niepowtarzalna jest ta mieszanka wesołości i melancholii, jasności i dwuznaczności, kpiny i współczucia, prostoty i złożoności… W tych siedmiu opowiadaniach Claude Roy dostrzega wypadkową czterech kardynalnych cnót: „Niewymuszonej elegancji, ducha obserwacji, poczucia humoru i wyczucia czułości”. Wszystko to jest wynikiem „niezwykłej inteligencji nastawionej na udaremnianie pułapek komedii, które umysł proponuje umysłowi”.

Kłamstwo, które miało uratować, pogrąża cię tylko w niewypowiedzianym wręcz chaosie („Nikt nie będzie się śmiał”); chłopak jest tak zajęty uganianiem się za dziewczynami, iż sam ten wyścig ostatecznie mu wystarcza („Złote jabłko wiecznej tęsknoty”); burleskowe perypetie między pięcioma postaciami, historia pragnień, samotności, próżności, chybionych posunięć, cierpienia i śmiechu („Sympozjon”)…: „Wszystko zaczyna się od wybuchu śmiechu”, zauważa Claude Roy.

„Potem wszystko rozjaśnia błysk klarowności. Błazeńskiemu spektaklowi towarzyszy szydercza muzyka: można by pomyśleć, iż to Rossini, ale nie, to Mozart. Mój Boże, jakże ten Kundera jest zabawny! Ale gdy tylko to wypowiesz, natychmiast trzeba się zreflektować. Mój Boże, ale jakie życie jest smutne! Tymczasem pozostało jedno źródło, które uczyni to życie mniej smutnym: zrozumienie. W opowiadaniach Kundery jest tylko jedno szczęśliwe zakończenie: opera buffa staje się może i mroczna, ale my za to widzimy jasno. Farsa jest odegrana, ale kiedy kurtyna zostaje zaciągnięta, pojawia się światło, które przez cały czas trwa”.

Florence Noiville, „Milan Kundera: Pisać, cóż za dziwny pomysł!”, tłum. Oskar Hedemann, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025

Claude Roy rzeczywiście ma rację! Zainteresowanie Kundery obyczajową (ale nigdy moralizatorską) opowieścią będzie później widoczne w jego sztuce „Kubuś i jego Pan” (1971), zainspirowanej „Kubusiem Fatalistą i jego panem” Diderota. Jako wytrawny krytyk literacki Roy nie czekał na tę sztukę, aby zauważyć bliskie powiązania między autorem opowiadań a pisarzami XVIII wieku, Diderotem, Laclosem, Crébillonem synem, Sade’em (jako autorem opowiadań) lub Vivantem Denonem, autorem „Chwili ulotnej”. „W stuleciu, w którym jest raczej mrocznie – podsumowuje – Milan Kundera odkrywa na nowo euforia i szczęście pisarzy moralistów epoki oświecenia”.

Mówi nam, kim jesteśmy, jak mali jesteśmy i jak bardzo powinniśmy się z tego śmiać, a nie tym smucić.

*

Zmysłowość i rozpacz. Można niemal powiedzieć, iż istnieją dwa rodzaje pisarzy. Ci, którzy celebrują piękno świata, od Homera po Baudelaire’a, od Verlaine’a do Saint-Johna Perse’a… I ci, którzy doświadczają go w kategoriach dysonansu: Cervantes, Rabelais, Beckett, Kafka, Cioran…

Kundera należy do tej drugiej kategorii. Jak większość pisarzy z Mitteleuropy. Przypomina nam się aforyzm Henryka Elzenberga: „Gdyby z kultury wykreślić wszystko to, co w nią włożyli ludzie bez wiary w człowieka i jego przyszłość, kilka by z tej kultury zostało”.

Kundera nie wierzy ani w człowieka, ani w jego przyszłość. Ale nie przeszkadza mu to jednak kochać życia. Śmiać się i śmiać się z niego. Kiedy o nim myślę, widzę człowieka, który się śmieje. W jego całkowitym braku nadziei są zmysłowość, przyjemność, a choćby swoiste piękno.

Idź do oryginalnego materiału