Jak zostałem gorylem

poszwa.blogspot.com 2 godzin temu
Leniwiec - to zwierzę było w młodości moim ideałem. Podobały mi się jego powolne ruchy. Lubiłem też wisieć na drzewie. Byłem samotnikiem. Stado - to nie dla mnie. jeżeli chodzi o odżywianie to bliski doskonałości był koala. Eukaliptus - wspaniały smak, zapach i wrażenia dodatkowe. Używka w roli pożywienia. Natura pokazała, iż można być ciągle nawalonym bez szkody dla zdrowia. Koala to hippie świata zwierząt. Aż dziwne, iż to ludzie, a nie australijskie niedźwiadki stworzyli muzykę psychodeliczną.

Życie potoczyło się inaczej i w pewnym momencie konwenans wziął nade mną górę. Skończyłem studia, zacząłem pracować. Wymarzona ścieżka zupełnej abnegacji na zawsze została dla mnie zamknięta. Pogrążyłem się w pracoholizmie.

W 1991 roku byłem kierownikiem Zakładu Informatyki na WSP. To było miejsce bliskie ideału, bo jak wiadomo, jest on strukturą algebraiczną. Lubiłem je i ludzi tam pracujących.

Do Olsztyna przyjechał Papież. Z racji zajmowanego stanowiska i umiejętności obsługi urządzeń powierzono mi pracę w centrum prasowym, mieszczącym się w budynku na Głowackiego. Dostałem plakietkę, którą ochoczo przywiesiłem sobie na szyi. Biegałem tu i tam. Pewnego razu przechodziłem
przez ulicę koło budynku DOKP (obecnie Urząd Marszałkowski, a jeszcze wcześniej Rejencja i Gestapo). Po obu stronach były tłumy ludzi. Dowodzący policjant przyjrzał się mej plakietce, coś sprawdził przez radiotelefon, kiwnął głową i gestem ręki pozwolił mi przekroczyć linię szpaleru. Za sobą usłyszałem pełne podziwu dla mnie słowa - "Zobaczcie - goryl!".




Idź do oryginalnego materiału