Jak odnaleźć obecność Boga w świecie pełnym hałasu?

1 godzina temu

Współczesny człowiek boi się ciszy, bo to w niej najgłośniej brzmi samotność. Jezus składa nam jednak obietnicę: „Nie zostawię was sierotami”. W rozważaniu ks. Piotra Wiśniowskiego odkryj, dlaczego chrześcijaństwo to nie zbiór zakazów, ale żywa obecność Ducha Świętego w Twoim sercu.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska by AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję


Bracia i Siostry,
są takie chwile w życiu, kiedy człowiek nagle odkrywa, iż mimo ludzi wokół — jest sam.
Nie wtedy, gdy nie ma obok nikogo. Ale wtedy, gdy boli serce.
Kiedy wracasz wieczorem do domu i gasną wszystkie hałasy dnia.
Kiedy odkładasz telefon i nagle czujesz pustkę.
Kiedy uśmiechasz się do ludzi, ale w środku wszystko w tobie krzyczy.
I właśnie wtedy Jezus mówi dziś:
„Nie zostawię was sierotami.” (J 14,18)
To nie jest poetycki obraz. To jest obietnica Boga.
Bo największym dramatem współczesnego człowieka nie jest bieda materialna.
Nie jest choćby wojna.
Największym dramatem jest duchowe sieroctwo.
Człowiek XXI wieku coraz częściej żyje tak, jakby nie miał Ojca.
Jakby był sam we wszechświecie.
Jakby wszystko zależało tylko od niego.
A kiedy człowiek uzna, iż nie ma Ojca w niebie — bardzo gwałtownie zaczyna żyć bez zasad, bez sensu, bez celu, bez nadziei.
Dlatego świat dziś tak panicznie boi się ciszy.
Bo w ciszy człowiek zaczyna słyszeć własne sumienie.
Zaczyna widzieć swoje rany.
Zaczyna odkrywać, iż bez Boga jego serce jest głodne.
I dlatego wielu ludzi nieustannie czymś się zapełnia: ekranem, serialem, pracą, informacjami, emocjami, kolejnymi bodźcami.
Byle tylko nie usłyszeć tej strasznej pustki wewnątrz.
Bracia i Siostry,
dzisiejsza Ewangelia jest fragmentem niezwykłej rozmowy Jezusa z Apostołami podczas Ostatniej Wieczerzy.
To są godziny przed męką.
Chrystus wie, iż za chwilę zostanie zdradzony, opluty i ukrzyżowany.
A mimo to nie mówi o sobie. Myśli o uczniach.
I mówi:
„Ja będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze.” (por. J 14,16)
Paraklet. Duch Święty. Obrońca. Ten, który stoi obok człowieka.
W języku greckim słowo „Parakletos” oznacza kogoś, kto przychodzi, kiedy wszystko się wali.
Kogoś, kto podtrzymuje człowieka, gdy ten już nie ma siły.
I właśnie dlatego chrześcijaństwo nie jest filozofią.
Nie jest systemem moralnym.
Nie jest zbiorem zakazów.
Chrześcijaństwo jest życiem Boga w człowieku.
To Duch Święty sprawia, iż człowiek pośród chaosu nie traci światła.
Że pośród grzechu jeszcze potrafi powstać.
Że pośród cierpienia nie przeklina Boga.
Że pośród ciemności przez cały czas wierzy.
Święty Jan Maria Vianney mówił:
„Gdybyśmy mieli w sobie Ducha Świętego, mielibyśmy serce, którego nie można zatrzymać od miłości Boga.”
Nie sukces.
Nie pieniądze.
Nie popularność.
Nie podziw świata.
Ale Duch Święty.
Bo można mieć wszystko — i być wewnętrznie martwym.
A można nie mieć prawie nic — i płonąć obecnością Boga.
Bracia i Siostry,
Jezus mówi dziś także bardzo mocne słowa:
„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.” (J 14,15)
Współczesny świat chciałby Jezusa bez przykazań.
Miłość bez wymagań.
Wiarę bez krzyża.
Religię bez nawrócenia.
Ale Chrystus nigdy nie oszukiwał człowieka.
Miłość do Boga nie jest emocją.
Nie jest chwilowym wzruszeniem.
Nie jest religijnym nastrojem.
Miłość do Boga poznaje się nie wtedy, gdy wszystko jest dobrze.
Ale wtedy, gdy człowiek zostaje sam ze swoim krzyżem — i mimo wszystko nie odchodzi.
Po tym poznaje się ucznia Chrystusa.
Po tym, czy trwa przy prawdzie wtedy, gdy to kosztuje.
Po tym, czy umie przebaczyć.
Po tym, czy walczy o czystość serca.
Po tym, czy potrafi uklęknąć do modlitwy wtedy, gdy wszystko w nim krzyczy z bólu.
Święta Teresa z Ávili mówiła:
„Miłość nie polega na wielkich uczuciach, ale na wielkiej decyzji.”
I tu właśnie rozgrywa się dramat naszego czasu.
Bo wielu ludzi chce dziś Jezusa jako inspiracji — ale nie chce Go jako Pana.
Chce Ewangelii wygodnej.
Takiej, która niczego nie wymaga.
Która nie dotyka sumienia.
Ale prawdziwy Chrystus nie jest dodatkiem do życia.
On jest życiem.
Bracia i Siostry,
najbardziej poruszające w tej Ewangelii jest jednak to, iż Jezus mówi:
„Ja żyję i wy żyć będziecie.” (J 14,19)
To jest fundament chrześcijaństwa.
Nie idea.
Nie teoria.
Nie wspomnienie po wielkim nauczycielu czy mistrzu.
Jezus Chrystus żyje!
I jeżeli On żyje — to zło nie ma ostatniego słowa.
Śmierć nie ma ostatniego słowa.
Grzech nie ma ostatniego słowa.
Piekło nie ma ostatniego słowa.
Dlatego chrześcijanin choćby płacząc — nie rozpacza jak człowiek bez nadziei.
Św. Jan Paweł II wołał i niech woła w naszych sercach jak najdłużej:
„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”
Bo tam, gdzie człowiek naprawdę otwiera drzwi Chrystusowi — tam zaczyna się nowe życie.
Nie idealne.
Nie łatwe.
Ale prawdziwe!
I może właśnie tego najbardziej dziś potrzeba światu:
nie kolejnych ideologii,
nie kolejnych ekspertów od wszystkiego,
nie kolejnych ludzi krzyczących w mediach.
Ale ludzi, w których naprawdę mieszka Duch Święty.
Ludzi ciszy.
Ludzi modlitwy.
Ludzi sumienia.
Ludzi, którzy nie sprzedali duszy światu.
Bracia i Siostry,
można przez całe życie uciekać przed Bogiem.
Zagłuszać Go.
Odkładać spowiedź świętą.
Udawać przed ludźmi silnego i bez skazy.
Ale przyjdzie moment, kiedy człowiek zostanie sam:
sam z własnym sumieniem,
sam wobec wieczności,
sam wobec prawdy.
I wtedy nie uratują go pieniądze.
Ani popularność.
Ani opinie ludzi.
Wtedy będzie liczyło się tylko jedno:
czy w jego sercu mieszkał Bóg.
Bo można żyć obok Boga.
Można choćby chodzić do kościoła codziennie — i nigdy nie oddać Mu naprawdę swojego życia, żeby być w Nim na zawsze.
A Jezus dziś mówi:
„Nie zostawię was sierotami.”
To znaczy:
kiedy świat cię nie rozumie — On zostaje.
Kiedy ludzie odchodzą — On zostaje.
Kiedy upadasz — On zostaje.
Kiedy płaczesz nocą i nie masz siły się modlić — On zostaje.
Chrystus nie kocha człowieka na chwilę.
Nie kocha tylko wtedy, gdy człowiek jest silny i piękny.
On wchodzi choćby w największą ciemność, żeby odnaleźć serce, które jeszcze nie umarło.
I może właśnie dlatego chrześcijaństwo jest tak piękne:
bo Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka.
Nigdy.

A Ty ile razy miałeś wątpliwości?

Idź do oryginalnego materiału