Historia budowlana

poszwa.blogspot.com 1 godzina temu
Jako informatyk od hardware'u i spec od wysokich częstotliwości, czuję się w świecie niskich napięć jak ryba w wodzie. Ale elektrotechnika ma szerokie spektrum i jak się okazuje, projektowanie mikroprocesorów nie zawsze idzie w parze z pewnością co do grubości kabli w ścianie kuchni. Postanowiłem więc skonsultować się z Gemini AI. Zamiast jednak suchych obliczeń rezystancji, wpadliśmy w pętlę opowieści o wnętrzach naszego domu...

Skoro to pochłonęło zasoby ludzkości to wyciągnę z niej pewne wątki i Państwu pokażę. Znalazłem w tych rozmowach potencjał komiczny, który nie obraża nikogo. Być może stawia to mnie troszkę w sytuacji samochwały. Mam nadzieję, iż Państwo mi to darują.

Nasza projektantka, Pani Ala, zaprojektowała kominek, który nazwałem "amfiteatrem dla myszy". Ten amfiteatr jako element zdobniczy ma schodkowe warstwy trawertynu. Zanim się osiedliliśmy, na jego scenie, po drugiej stronie pokoju doszło do dramatu. Do gniazdka wlazła myszka, na której cywilizacja wykonała wyrok skazujący - "krzesła elektrycznego". To był prawdziwy dramat bez koturnów. Zderzenie natury z cywilizacją, którego nikt nie pragnął.

Kominek wykonało dwu rzemieślników - artystów. Jeden szlifował jasny trawertyn, a drugi czerwony. Nazywałem ich Czerwony Brat i Biały Brat. Po dłuższej pracy pokrywał ich pył i sami wyglądali jak posągi wyryte w kamieniu. Byli jak Winnetou i Old Shatterhand. Ich dzieło zachwyciło proboszcza z Wrzesiny i zlecił im wykonanie ołtarza w tamtejszym kościele Marii Magdaleny. Kto bywa w tym kościele we Wrzesinie (profesor Bunia) może sobie oba dzieła zestawić.

Bunia to profesor pedagogiki Małgorzata Śuświłło. Ten pseudonim wymyśliłem ja. Wszedł do obiegu. Pewna absolwentka powiedziała mi na ucho, iż tak ją nazywają (z Gumisi). Doszło do sprzężenia zwrotnego.

"Mysi amfiteatr"


Idź do oryginalnego materiału