Godzina próby

1 godzina temu

Żyjemy w epoce wielkich przesileń, gdzie wojna, podziały i migracje to tylko skutki głębszego problemu. Prawdziwym wyzwaniem jest kryzys duchowy Europy. Jaką drogę powinien wybrać chrześcijanin w świecie pełnym chaosu? Odpowiedzią jest świętość.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska przy pomocy Gemini AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Każde pokolenie jest przekonane, iż żyje w czasach wyjątkowych.

Najczęściej dopiero historia wydaje ostateczny wyrok.

Są jednak chwile, w których nie trzeba być prorokiem, aby dostrzec, iż świat wchodzi w epokę wielkich przesileń. Wystarczy otworzyć oczy.

Na wschodnich granicach Europy od lat trwa wojna. Codziennie giną ludzie. Dzieci zasypiają w schronach. Matki żegnają synów idących na front. Miliony rodzin noszą w sercach rany, których nie zagoją żadne polityczne deklaracje. Wojna przypomniała Europie coś, o czym przez dziesięciolecia chciała zapomnieć – pokój nie jest dany raz na zawsze. Jest darem, o który trzeba nieustannie zabiegać i którego trzeba strzec.

Równocześnie coraz wyraźniej pękają więzi wewnątrz naszych społeczeństw. Coraz trudniej rozmawiać bez gniewu. Coraz łatwiej przypisać drugiemu człowiekowi najgorsze intencje tylko dlatego, iż inaczej głosuje, inaczej patrzy na świat lub należy do innego środowiska. Rodziny dzielą się przy wspólnym stole. Przyjaźnie rozpadają się z powodów politycznych. Język pogardy staje się codziennością.

A przecież Chrystus powiedział wyraźnie: „Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje”.

Nie sposób również przemilczeć wyzwań związanych z wielkimi migracjami naszych czasów. Wojny, prześladowania, ubóstwo i niestabilność polityczna zmuszają miliony ludzi do opuszczenia swoich domów. Wielu z nich rzeczywiście szuka bezpieczeństwa i możliwości uczciwego życia. Chrześcijanin nie może przejść obojętnie wobec ludzkiego cierpienia.

Jednocześnie odpowiedzialność za dobro wspólne wymaga roztropności. Państwa mają prawo i obowiązek prowadzić taką politykę migracyjną, która chroni bezpieczeństwo obywateli, sprzyja rzeczywistej integracji oraz przeciwdziała radykalizacji i przemocy. Historia ostatnich lat pokazuje, iż lekceważenie tych obowiązków może prowadzić do poważnych napięć społecznych. Miłość chrześcijańska nigdy nie oznacza rezygnacji z odpowiedzialności.

Kościół od wieków uczy dwóch prawd, które muszą pozostać nierozdzielne.

Pierwsza brzmi: każdy człowiek jest naszym bliźnim.

Druga: miłość nigdy nie zwalnia z roztropności.

Tam, gdzie zabraknie pierwszej, rodzi się pogarda.

Tam, gdzie zabraknie drugiej, rodzi się chaos.

Dlatego chrześcijanin nie wybiera ani nienawiści, ani naiwności.

Wybiera prawdę.

A prawda bardzo często wymaga odwagi.

Najgłębszy kryzys Europy nie polega jednak na wojnie, kryzysach gospodarczych czy napięciach społecznych.

One są skutkami.

Przyczyna leży znacznie głębiej.

Święty Jan Paweł II mówił, iż naród, który zabija własne dzieci, staje się narodem bez przyszłości. Benedykt XVI przestrzegał przed „dyktaturą relatywizmu”, w której człowiek przestaje odróżniać dobro od zła. Papież Franciszek przypomina, iż kultura odrzucenia zaczyna się wtedy, gdy wartość osoby mierzy się jej użytecznością.

Choć ich język był różny, wszyscy trzej wskazywali na tę samą ranę.

Europa cierpi przede wszystkim z powodu duchowej pustki.

Człowiek współczesny wie coraz więcej o świecie.

Coraz mniej wie o sobie.

Potrafi zbudować sztuczną inteligencję.

Nie potrafi odpowiedzieć, po co żyje.

Potrafi badać odległe galaktyki.

Nie potrafi odnaleźć pokoju własnego serca.

Potrafi komunikować się z całym światem.

Nie potrafi rozmawiać z własnym dzieckiem.

To nie jest kryzys techniki.

To jest kryzys duszy.

I właśnie dlatego odpowiedzią Kościoła nie może być ani lęk, ani ucieczka, ani gniew.

Kościół nie został posłany po to, aby podsycać cywilizacyjne wojny.

Został posłany po to, aby prowadzić ludzi do Chrystusa.

Bo tylko On potrafi przemienić serce człowieka.

Nie parlament.

Nie partia polityczna.

Nie ideologia.

Nie ekonomia.

Historia Europy pokazuje, iż prawdziwe odrodzenie rozpoczynało się zawsze od świętych.

Od ludzi, którzy najpierw pozwolili przemienić własne serca.

Święty Benedykt nie ocalił Europy mieczem.

Święty Franciszek nie odnowił Kościoła programem politycznym.

Święta Katarzyna ze Sieny nie przemawiała siłą urzędu.

Święty Maksymilian Kolbe nie zwyciężył nienawiści przemocą.

Ich największą bronią była świętość.

Być może właśnie tego najbardziej brakuje dzisiejszej Europie.

Nie kolejnych strategii.

Nie kolejnych deklaracji.

Nie kolejnych ideologii.

Lecz ludzi, którzy naprawdę uwierzą Ewangelii.

Bo kiedy świętość wraca do serca człowieka, zaczyna odradzać się rodzina.

A z rodzin odradzają się narody.

A z narodów odradza się cywilizacja.

Może właśnie dlatego południowy dzwon nie pyta nas przede wszystkim o poglądy.

Nie pyta, na kogo głosujemy.

Nie pyta, jakie zajmujemy stanowisko.

Pyta o coś znacznie ważniejszego.

x

Część 5/7

Autor: Ks. Piotr W. Wiśniowski – kapłan archidiecezji wrocławskiej, współzałożyciel i dyr. duchowy EWTN Polska, publicysta oraz współzałożyciel Fundacji Vide et Crede im. św. Jana Pawła II. Od lat zajmuje się ewangelizacją poprzez media katolickie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Bydgoszcz: Po ponad 100 latach dzwony kościoła Świętej Trójcy mają zamilknąć
Idź do oryginalnego materiału