Franciszek, miłośnik życia, nie odszedł do żadnego „domu Ojca”

1 dzień temu
Zdjęcie: Franciszek


Papież kochał świat takim, jakim on jest. A miłość co prawda bywa ślepa, ale też w widzialnym potrafi dostrzec niewidzialne.

„Chrześcijaństwo to euforia z teraźniejszej obecności Bożej, objawionej w Jezusie”
– Leszek Kołakowski, „Jezus ośmieszony”

Nie żyje biskup Rzymu, papież z krańca świata. Do tekstu będącego nie-pożegnaniem zaprosiłem poetę Johannesa Schefflera (przede wszystkim), zakonnicę Faustynę Kowalską i filozofa Leszka Kołakowskiego.

„Życie szare, ile w tobie skarbów”

Jako pierwsza niech się odezwie kobieta, zakonnica, mówią: mistyczka, ale nie wiem, czy ona sama na takie tytułowanie by się nie obruszyła. Faustyna pisze: „O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy; pieczętuje pieczęcią na wieki”.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Franciszek nie był, jak sam podkreślał, strażnikiem popiołów, ale nie silił się też na bycie prorokiem-jasnowidzem. Kochał życie. Kochał świat takim, jakim on jest. A jak wiadomo, miłość bywa ślepa na to, co ma pod nosem, za to w widzialnym widzi niewidzialne. Opowiadał o świecie nie dzięki zamkniętego dla wielu języka fachowców, filozoficzno-teologicznego żargonu, ale od serca, jakby za Aniołem Ślązakiem:

Co się o Bogu mówi, to mi nie starcza wcale:
Nad-Boskość jest dopiero życiem mym i światłem

Opowiadał o Bogu zgodnie z tym, co obiecał podczas święceń diakonatu: „Przyjmij Chrystusową Ewangelię, której głosicielem się stałeś; wierz w to, co będziesz czytać, nauczaj tego, w co uwierzysz, i pełnij to, czego będziesz nauczać”.

Franciszek nie silił się też na bycie teologiem akademickim. Widzę go jako człowieka nie tyle teraźniejszości, co dzisiejszości. Człowieka, który wiedział, bo wierzył, iż „szczęście (…) nie polega na logice ofiary z siebie, ale daru z siebie”.

Dlatego przyczyn niewierności Kościoła wobec Boga upatrywał przede wszystkim w jego wnętrzu. Mówił: „Świat potrzebuje ojców, odrzuca panów, odrzuca tych, którzy chcą wykorzystać posiadanie drugiego do wypełnienia własnej pustki; odrzuca tych, którzy mylą autorytet z autorytaryzmem, służbę z serwilizmem, konfrontację z uciskiem, miłosierdzie z opiekuńczością, siłę ze zniszczeniem. Każde prawdziwe powołanie rodzi się z daru z siebie, który jest dojrzewaniem zwyczajnej ofiarności. Także w kapłaństwie i w życiu konsekrowanym wymagana jest tego rodzaju dojrzałość. Tam, gdzie powołanie, czy to małżeńskie, do celibatu czy też dziewicze, nie osiąga dojrzałości daru z siebie, zatrzymując się jedynie na logice ofiary, to zamiast stawać się znakiem piękna i euforii miłości, może wyrażać nieszczęście, smutek i frustrację”.

Bóg nie może ni chwili żyć beze mnie”

Zewsząd słychać: umarł papież! Odszedł papież Franciszek! Kościół pogrążony w żałobie. Będzie go nam brakowało. Inni dyplomatycznie, zachowując powagę chwili, sami do siebie i po cichu do innych szepczą: no wreszcie, skończył się ten nieszczęsny pontyfikat. Ten samozwańczy Ojciec Święty Franciszek nie żyje! Ale, skąd ta pewność? Czyżbyśmy przestali wierzyć w życie wieczne i świętych obcowanie nie tylko na ziemi, ale i w niebie?

Na szczęście nie grozi Franciszkowi natychmiastowe wyniesienie na ołtarze. Nie wiem jaki atrybut należałoby mu przypisać. Być może rozczłapane, stare kamasze i okulary w plastykowej oprawie

Wacław Oszajca SJ

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

W tym, iż umarł, nie ma przecież nic dziwnego. Ani jemu, ani komukolwiek, nikt nigdy nie obiecał życia bez śmierci. Przeciwnie, jeżeli coś w naszym życiu jest stuprocentowo pewne, to jedynie fakt, iż umrzemy. Na kilka też zda się mówienie, iż „nasz ukochany Ojciec Święty odszedł do domu Ojca”. Czyli gdzie, dokąd? Gdzie zmarły był dotychczas, skoro dopiero teraz, po śmierci, spotka się z Bogiem? Johannes Scheffler pisze, iż owszem:

Kiedy czas porzucam, sam wiecznością jestem,
Ogarniam siebie w Bogu, Boga zasię we mnie.

Ale też mówi i tak:

To wiem, iż Bóg nie może ni chwili żyć beze mnie:
Gdy się nicością stanę, i On się ducha zbędzie.

Patrząc więc na trumnę ze zwłokami papieża Franciszka, nie szukajmy żywego pośród umarłych. Rozpaczającym nad grobem Jezusa kobietom zostało przecież powiedziane: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma go tu, ale został wzbudzony” (Łk 24, 5). Podobnie usłyszeli uczniowie: „Mężowie z Galilei, dlaczego tak stanęliście i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, który został od was wzięty w górę do nieba, przyjdzie w taki sposób, w jaki zobaczyliście Go wstępującego do nieba”. To zstępowanie i wstępowanie dla Franciszka zawsze dzieje się w czasie teraźniejszym, czyli w czasie Bożym, mierzonym miarą miłości, a nie jakąkolwiek inną. Anioł Ślązak notuje:

Promocja!
  • kard. Walter Kasper

Papież Franciszek

23,52 29,40 Do koszyka

Jeżeli mam swój kres i znaleźć swe poczęcie,
To muszę siebie w Bogu, Boga zgłębić we mnie
I stać się tym, czym On: bo muszę w świetle światłem,
Muszę słowem w słowie, Bogiem w Bogu stać się.

Dzisiaj gwoli sprawiedliwości i w zgodzie z Duchem trzeba powiedzieć, iż Franciszek „Bogiem w Bogu” się nie stał. Nie dlatego, iż nie chciał, ale dlatego, iż to niemożliwe.

Płakał nad sobą

Śmierć każdego człowieka jest dniem jego klęski. Nie tylko miejsce, w którym żył, pustoszeje, ale również grób szybciej lub później też zionie pustką. I na nic się przydadzą wszelkie obrzędy i inne maskujące poczynania, śmierci upudrować się nie da. To dlatego Franciszek mógłby stwierdzić:

Też jestem synem Boga, koło Niego siedzę:
Ducha, krew swą, ciało On rozpozna we mnie.

A wszystko dlatego, że:

Bóg kocha mnie nad siebie: gdy kocham go nade mnie,
To daję Mu tak wiele, jak On mi daje z siebie.

Nasz brat Franciszek-Bergoglio lubił piłkę i tango. Porządnego, bo niemieckiego doktoratu nie zrobił, co mu nasi uczeni w Piśmie, a jeszcze bardziej w prawie, co i rusz przypominali. Jako prowincjał był zasadniczy i uparty jak przysłowiowy osioł, przez co dorobił się załamania psychicznego i musiał szukać ratunku u psychologa. Niejednemu jezuicie dał się dobrze we znaki. W rzymskiej, jezuickiej kurii za nim nie przepadano, ale też on nie przepadał za kurią, nie tylko jezuicką.

Jako biskup i kardynał korzystał z publicznej komunikacji, a jako papież nie dał się przesadzić do wypasionej, to ukłon w stronę młodzieży, limuzyny. Poruszał się jakimś takim małym samochodem, który nijak przecież nie pasuje do potęgi Kościoła triumfującego. Sam nosił swoją starą jak on teczkę i marzył o zjedzeniu pizzy na mieście. Uciekł z pałacu, choć jest to Pałac Apostolski, ze względu na zdrowie psychiczne. Nie chcąc nikogo wyróżniać, własnoręcznie podczas mszy nie rozdawał Chleba Dziękczynienia. Wreszcie: przesiadł się na wózek inwalidzki.

Jeśli już mówić o wielkości jego apostolskiej posługi, to chyba najtrafniej będzie, jeżeli oddamy głos Aniołowi Ślązakowi:

Jak Bóg ja jestem wielki, On mały jest jak ja:
Nie może On nade mną, ja być pod Nim wszak.

Co może wydawać się dziwne, często dało się widzieć Franciszka płaczącego, często też mówił, pewnie za Ignacym z Loyoli, o darze łez. Z jakiego powodu, nad kim papież płakał? Jako naśladowca Chrystusa prawdopodobnie pamiętał swojego Mistrza, który płakał nad grobem Łazarza. Pamiętał też rozmowę Jezusa z kobietami, które zdjęte litością, płakały nad jego losem. Pamiętajmy, co Chrystus im odpowiedział: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, ale płaczcie nad sobą i nad swoimi dziećmi, bo oto idą dni, gdy będą mówić: Szczęśliwe niepłodne i łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły” (Łk 23, 27-29).

Nowość Nowość Promocja!
  • Martin Scorsese
  • Antonio Spadaro SJ

Dialogi o wierze

35,92 44,90
Do koszyka
Książka – 35,92 44,90 E-book – 32,32 40,41

Nie przesadzę, jeżeli powiem, iż Franciszek płakał przede wszystkim nad sobą, nad własną bezradnością wobec panoszącego się zła. Jego nawoływania o zaprzestanie wojen, o sprawiedliwość dla prześladowanych, cierpiących i umierających z biedy, słowem: o poszanowanie człowieka w człowieku, czyli o poszanowania Boga w człowieku, tłumaczą jego płacz. To ta bezsilność kazała papieżowi szukać nowych sposobów radzenia sobie ze złem we wszystkich jego przejawach, w tym przede wszystkim z wojną.

Nie miejsce tutaj na roztrząsanie kwestii odniesienia papież do wojny w Ukrainie czy na Bliskim Wschodzie, ale jego prośba o przemyślenie na nowo etycznego wymiaru wojny i polityki warta jest uwagi.

Na szczęście nie grozi Franciszkowi natychmiastowe wyniesienie na ołtarze. Dzięki temu nie trzeba będzie wynajmować hagiografów, żeby ucukrzyli, ucudownili jego życiorys. Nie wiem jaki też atrybut należałoby mu przypisać. Być może rozczłapane, stare kamasze i okulary w plastykowej oprawie, może jeszcze wyeksploatowany zegarek.

Umarł papież, niech żyje papież

Na początku jego posługi Kościołowi napisałem, iż lubię Franciszka za to, za co go nie lubię. Twarzą w twarz spotkałem go tylko raz w auli Pawła VI. Po środowym, ogólnym spotkaniu, podszedł jak po sznurku, pomijając vipów cywilnych i kościelnych, do nas, czyli grupy chorych na SM i towarzyszących im osób. Bez ceregieli podał mi rękę jak chłop chłopu. Kiedy mu się przedstawiłem, rąbnął mnie w plecy i powiedział: „Nie, nie dziękuj mi, to ja dziękuję, żeście przyjechali do grobów apostołów”. Franciszek znał swoje miejsce w szeregu, wiedział, iż jest grzesznikiem i iż w grzechu też nie brakuje Bożego błogosławieństwa, gdyż „zdolność do poczucia winy jest warunkiem bycia człowiekiem” (Leszek Kołakowski).

Lubię więc Franciszka za to, iż ciągle mi komplikował ten nasz, i tak już zamotany, świat. Nękał nieustannie moje sumienie i kazał pamiętać, iż w konfesjonale i ambonie „wszystko, co nie pochodzi z przekonania wiary, jest grzechem” (Rz 14, 23).

I jeszcze raz Anioł Ślązak:

Nie daje Bóg niczego, otworem wszystko stoi;
Gdy tylko Go zapragniesz, cały będzie twoim.

„Le roi est mort, vive le roi”, sparafrazujmy te słowa marszałka francuskiego dworu, przy okazji nadając im również kościelno-teologiczne znaczenie: umarł papież, niech żyje papież, byleby tylko trzymał się świata. Nie bez powodu ostatnimi czasy Franciszek zachęcał Kościół do traktowania nauk matematyczno-przyrodniczych, jak też współczesnej filozofii, poezji i prozy, sztuk pięknych w ogóle jako locus teologicus, czyli słowa Bożego.

Angelus Silesius:

Stójże, dokąd gonisz, niebo jest wszak w tobie:
Gdy szukasz go gdzie indziej, to się mijasz z Bogiem.

Franciszek kazał pogrzebać swoje zwłoki nie na Watykanie, ani choćby w Bazylice Świętego Jana na Lateranie, ale w Bazylice Matki Bożej Większej na Eskwilinie. W takim przypadku jak śmierć, nonsensem byłoby mówić, iż to jakiś jeszcze jeden Franciszkowy kaprys. Może więc chodzi o coś więcej, może jest to znak, iż czas Watykanu się skończył, lub wypełnił, jak kto woli, i nadszedł czasu powrotu do „pierwotnej miłości”, jako iż „stara miłość nie rdzewieje”.

Była już Jerozolima, jest Rzym, dlaczego Bombaj nie miałyby stać się Stolicą Świętą? Wyniesiony na ołtarze watykańskiej bazyliki tron, katedra Piotra Apostoła zostanie na swoim miejscu, ale posługa następców Piotra nie jest związana z jednym miejscem. Jej charakter określił sam Jezus: „«Szymonie, Szymonie, oto szatan zażądał, żeby przesiać was jak pszenicę. Ja jednak modliłem się za ciebie, abyś nie utracił swojej wiary. A ty, kiedy się nawrócisz, umacniaj twoich braci». On odpowiedział: «Panie, jestem gotów iść z Tobą do więzienia, a choćby na śmierć». ale Jezus odrzekł: «Mówię ci, Piotrze, dziś, nim kogut zapieje, trzy razy wyprzesz się tego, iż Mnie znasz»”(Łk 22, 31-34).

Chcę wierzyć, iż trwałym owocem tych kilkunastu lat posługi Franciszka Kościołowi jest zapoczątkowanie procesu przekształcania Kościoła z monarchii we wspólnotę, która na czele z papieżem weźmie za swoją radę Piotra: „Zachęcam was zatem, bracia, odwołując się do litości Boga, abyście oddali swoje ciała [Panu do użytku] jako ofiarę żywą, świętą i przyjemną dla Boga – na służbę wypływającą z głębi waszej duchowości. I przestańcie się podporządkowywać wzorcom tego wieku, ale dajcie się przeobrazić przez odnowę waszego umysłu po to, byście umieli sprawdzić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, przyjemne i doskonałe. Mówię bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie myślał o sobie wyżej, niż należy myśleć, ale by myślał rozsądnie, każdy tak jak mu Bóg odmierzył co do miary wiary. Bo jak w jednym ciele mamy wiele członków, ale nie wszystkie członki mają to samo zadanie, tak też nas wielu stanowi jedno ciało w Chrystusie, [każdy] zaś z osobna jesteśmy jedni drugich członkami” (Rz 12, 1-5, przekład dosłowny).

Zatem o synodalność chodzi – stare wraca po nowemu. Papież z Argentyny umarł, jedni płaczą, inni się cieszą. A ponieważ każdy grób pustoszeje, nie szukajmy Franciszka pośród umarłych (por. Łk 24, 5) – on żyje. Prawdziwy, bo ułomny. Wiarygodny, bo niepewny, dobry, bo rozrzutny i wreszcie asceta, bo lubiący pizzę i wino oraz tango.

Dobrze mu będzie w niebie, cokolwiek to znaczy. Dowód? Ponoć Augustyn z Hippony miał powiedzieć: „Człowieku, naucz się tańczyć, bo inaczej aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z tobą zrobić”.

Idź do oryginalnego materiału