Nasz
współczesny świat ze swoim wielkim kryzysem rozpoczął się 13 października
1917r. Odwiedzimy gwałtownie trzy miasta, aby zobaczyć, co się wtedy wydarzyło:
Moskwę, Rzym i małą wioskę w Portugalii o nazwie Fatima. 13 października 1917r - Moskwa. Maria
Aleksandrowicz, młoda rosyjska szlachcianka, uczyła religii grupę dwustu dzieci
w kaplicy Matki Bożej Iwerskiej. Nagle zrobiło się zamieszanie, przez drzwi
wdarli się jeźdźcy na koniach, przegalopowali przez środek nawy głównej,
sforsowali balaski, zniszczyli ikony, prezbiterium i ołtarz, a potem
zaatakowali dzieci, zabijając wiele z nich. Maria Aleksandrowicz wybiegła z krzykiem z
kaplicy. Wiedząc, iż zbliżała się rewolucja i domyślając się, kto jest jej
przywódcą, poszła do niego i powiedziała: "Stała się najstraszniejsza
rzecz. Uczyłam katechizmu moich uczniów, gdy wdarli się jeźdźcy, napadli na nie
i zabili kilkoro z nich". Przywódca rewolucji odpowiedział: "Wiem o
tym. Sam ich wysłałem". Tak wyglądało jedno z wydarzeń zwiastujących
okropną rewolucję komunistyczną, która od tamtej pory dręczy świat. Rzym, 13 października 1917r. - tego samego
dnia w południe. Dzwony kościelne biją w całym mieście, ogłaszając radosne
wydarzenie: konsekrację biskupa. Jego nazwisko - Eugenio Pacelli - człowiek,
który wówczas nie był zbyt znany, ale który miał pewnego dnia stać się
największą duchową siłą na świecie opierającą się rewolucyjnej tyranii
komunizmu. Po swojej konsekracji, tego samego dnia 13
października 1917r., wrócił do Monachium. Komuniści wszczęli tam rewolucję 7
kwietnia 1917r., pod przywództwem marynarza Rudolfa Egelhofera oraz dwóch
bolszewickich komisarzy, Levine'a i Axelroda, którzy zakładali republikę
sowiecką. Nazywając siebie Spartanami i powstając pod dowództwem Karla
Liebknechta i Róży Luksemburg, uzbrojeni komuniści opanowali ulice. Utworzono
Czerwoną Armię, która w samym Monachium 25 kwietnia zabiła 325 osób. Komuniści
ostrzelali z broni maszynowej dom człowieka, który, niewzruszony groźbami,
wspinał się na ambonę monachijskiej katedry wbrew rozkazom Czerwonego Komitetu.
Wreszcie postanowili go zabić. 29 kwietnia o godzinie trzeciej po południu
dowódca Seiler z Czerwonej Armii Południa i jego adiutant Brongratz, uzbrojeni
w rozkazy Egelhofera, pojawili się u drzwi jego domu z grupą czerwonych
marynarzy. Bandyci grożąc służącemu granatami ręcznymi wdarli się do domu i
przeszli w kierunku biblioteki, gdzie, z odbezpieczoną bronią, oczekiwali na
pojawienie się ich ofiary. Seiler zajął miejsce najbliżej drzwi, z
odbezpieczonym pistoletem; żołnierze stali w półkolu; niektórzy z nich również
dzierżyli odbezpieczoną broń, inni - manualne granaty. Nagle pojawił się poszukiwany człowiek. Z
przekleństwem na ustach, Seiler podniósł swą broń z pistoletem i uderzył nim
krzyż pektoralny na piersi owego człowieka. Ta wysoka, szczupła postać chwyciła
pektorał i spoglądając w kierunku wyciągniętych broni, powiedziała miękkim,
niskim głosem: "W porządku - zabijcie mnie! ale nic nie zyskacie. Próbuję
jedynie ocalić Niemcy". Pod wpływem spojrzenia tych uduchowionych
oczu nikt nie odważył się pociągnąć za spust. Ani Seiler, ani Brongratz, ani
żaden z żołnierzy nie wiedział, dlaczego nie strzelali; gdy wrócili do kwatery
głównej, nie byli w stanie wyjaśnić Egelhoferowi, dlaczego nie zabili tego
człowieka. Nigdy nie udało im się wyjaśnić, dlaczego para oczu, szczupła postać
trzymająca krzyż i miękki głos miały większą moc niż ich broń, granaty i
rozkazy. Tylko jedna rzecz była absolutnie pewna. Od tego dnia ów człowiek nie
bał się absolutnie niczego na świecie. Jego imię? Eugenio Pacelli, przyszły
papież Pius XII.
Tamten krzyż pektoralny, który nosił on
tamtego dnia, ja mam na sobie dzisiejszego wieczoru. Pius XII dał go swojemu
szanownemu przyjacielowi, Jego Eminencji Kardynałowi Spellmanowi, który
pożyczył mi go do dzisiejszego programu. 13 października 1917r. niedaleko małej
wioski Fatima zebrało się troje małych dzieci, Łucja, Hiacynta i Franciszek,
oczekując objawienia. Powiedzieli, iż Maryja, Matka Boga, objawiła się im. Nie
było w tym nic dziwnego, nie tylko dlatego, iż przez Nią przyszedł na świat
Nasz Pan, nie tylko dlatego, iż przez Nią zdziałał Swój pierwszy cud i nie
tylko dlatego, iż z Krzyża polecił On nas Jej swoimi łaskawymi słowami:
"Oto Matka twoja", ale przede wszystkim dlatego, iż będąc Matką
rodzaju ludzkiego, po matczynemu powinna ona troskać się naszymi kłopotami w
dwudziestym stuleciu. Dzieci powiedziały, iż Pani objawiła się im
już wcześniej, 13 kwietnia, 13 maja, 13 czerwca, 13 lipca, 19 sierpnia i 13
września. Podczas tych poprzednich objawień zostało powiedziane coś bardzo
interesującego, co pokaż, iż to, co się dzieje z naszym światem zdeterminowane
jest w większym stopniu przez sposób w jaki żyjemy niż przez politykę. Pani powiedziała, iż obecna Wojna Światowa,
która była I wojną światową, skończy się za trochę więcej niż rok. Stany
Zjednoczone przystąpiły do wojny w Wielki Piątek tego roku. Istotnie, wojna
zakończyła się trochę później niż za rok, 11 listopada 1918r. Pani powiedziała dzieciom, iż nastąpi era
pokoju na świecie, jeżeli tylko świat powróci do Boga; w tym celu Rosja miała
się nawrócić. ale dodała: "Jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga,
nastąpi inna, gorsza Wojna Światowa rozpocznie się za pontyfikatu następnego Papieża."
To, jak zostało ujawnione, była Wojna Domowa w Hiszpanii. II wojnie światowej
można było zapobiec przez pokutę, modlitwę i powrót do Boga. W przypadku, gdyby
świat nie powrócił do Boga, Dziewica przepowiedziała kolejną Wojnę Światową:
"Rosja będzie rozprzestrzeniać swe błędy na świecie, wywołując wojny i
prześladowania. Dobrzy ludzie będą poddani męczeństwu, Ojciec Święty będzie
musiał wiele wycierpieć, a różne narody ulegną unicestwieniu". Błogosławiona Dziewica obiecała dzieciom,
że 13 października 1917r. da Ona znak świadczący o prawdziwości Jej objawień.
Tego deszczowego dnia zebrało się w Fatimie 70.000 ludzi, czekając na znak.
Większość z nich była niewierząca. W tamtych czasach Portugalia była
anarchistycznym, komunistycznym, antyklerykalnym i ateistycznym narodem.
Większość ludzi przygnała tam ciekawość, a nie wiara. Wątpili, iż cokolwiek się
stanie, ale dzieci zapewniły je, iż Niebiańska Pani pokaże wielki znak jako
dowód, iż istotnie objawiła się im. Ten dowód jest odtąd znany jako "Cud
Słońca". Świadectwo tych 70.000 ludzi oraz zapisy w ateistycznych i
anarchistycznych gazetach z tamtych dni, które czytałem, potwierdzają fakt,
który miał miejsce. Jedna z anarchistycznych gazet podała, iż miał miejsce cud
słońca, wyrażając nadzieję, iż nikt nie będzie interpretował tego w Boski
sposób. Błogosławiona Matka najpierw objawiła się
dzieciom, a następnie wskazała na słońce, które ukazało się w szczelinie w
chmurach. Słońce zdawało się niemal oddzielać od niebios i stało się wielką
srebrną kulą strzelającą iskrami we wszystkich kierunkach, zdawało się ono
zstępować ku ziemi, jakby miało spaść w postaci opadów na ludzi. Natychmiast
wszyscy oni wydali okrzyk ku Bogu i pogrążyli się w modlitwie i błaganiach,
żalu i skrusze. Trzy razy słońce stawało się wirującą masą połyskującego srebra
i kręcąc się wokół własnej osi, rzucało promienie wielokolorowego światła
opadając i zygzakując ku ziemi. Tłum tłoczył się w przerażeniu i wołał o
miłosierdzie, gdyż zdawało się, iż płynna masa ich zniszczy. I mimo iż przez
cały dzień padał deszcz, po tym jak cud słońca powtórzył się trzy razy, wszyscy
odkryli, iż ich ubrania były suche. Od tego czasu Fatima stała się miejscem
spotkania wszystkich ludzi świata, którzy wierzą, iż pokój tworzy się nie przy
stołach polityków, ale gdzie indziej. Niebieska Pani powiedziała im, iż pokój
zależał od modlitwy, pokuty i ofiary. 13 października 1951r. byłem w Fatimie,
gdy ludzie zgromadzili się tam na modlitwie o pokój. Zgromadzili się tam już w
poprzedni wieczór mimo zimnego deszczu tak typowego dla portugalskich szczytów
gór; przez całą deszczową noc stali oni lub klęczeli na modlitwie o pokój na
świecie. Zostałem z nimi do trzeciej w nocy, gdy zaoferowano mi składane łóżko.
Lecz nie mogłem spać. Luksus składanego łóżka jest nie do zniesienia, gdy
milion osób czuwa przez całą noc na modlitwie błagając o pokój dla udręczonego
wojną świata. Jedyną rzeczą, jaką mogłem zrobić, było wstać z łózka i modlić
się z nimi przez całą noc o pokój na świecie. Następnego ranka, gdy statua Matki Bożej
Fatimskiej niesiona była przez tłum, ów milion ludzi machał białymi
chusteczkami niczym białymi flagami czystości, w hołdzie dla Królowej Pokoju.
Myśli powędrowały natychmiast od tego Białego Placu Fatimy ku Placowi
Czerwonemu w Moskwie, gdzie były flagi czerwone od krwi ofiar. Czuło się, że
Biały Plac daje jedyną możliwą odpowiedź Placowi Czerwonemu. Zdawało się, że
komunistyczny sierp i młot zaczyna podlegać ogromnej zmianie. Młot, który
rozłupał tak wiele domów i sprofanował tak wiele świątyń zostanie pewnego dnia,
w cnocie takiej modlitwy i pokuty, podniesiony do góry przez miliony ludzi i
zacznie wyglądać jak krzyż; sierp, którego komuniści używali, aby przeciąć
ludzkie życie niczym niedojrzałą pszenicę, pewnego dnia również zmieni swoją
symbolikę i zacznie wyglądać jak "księżyc pod stopami Niewiasty". II wojna światowa nie miałaby miejsca, gdyby
ludzie powrócili do Boga. III wojna światowa nie musi wybuchnąć i nie
wybuchnie, jeżeli my jako naród powrócimy do Boga. jeżeli na świecie panuje zimna
wojna, dzieje się tak dlatego, iż nasze serca i dusze nie są przepełnione
ogniem miłości Boga. Warto jednakże spytać, dlaczego Wszechmogący
Bóg w Swoich opatrznościowych relacjach ze wszechświatem uznał za stosowne, aby
dać nam objawienie Swojej Błogosławionej Matki, aby przywrócić nas do modlitwy
i pokuty. Jeden powód natychmiast przychodzi na myśl.
Ponieważ świat utracił Chrystusa, może być tak, iż odzyska Go przez Maryję. Gdy
nasz Zbawiciel zgubił się w wieku 12 lat, znalazła Go Jego Matka. Ponieważ
znowu został zgubiony, być może właśnie przez Maryję świat odzyska swojego
Zbawiciela. Inny powód jest taki, iż Boska Opatrzność dała niewieście moc
pokonania zła. Owego pierwszego strasznego dnia, gdy zło zostało wprowadzone do
świata, Bóg przemówił do węża w ogrodzie Edenu i powiedział: "Wprowadzam
nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo
jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3:15). Innymi
słowy, zło będzie miało potomstwo i nasienie. Również dobro będzie miało
potomstwo i nasienie. To przez moc niewiasty zło będzie pokonane. Żyjemy teraz
w godzinie zła, gdyż - ponieważ do dobra należy dzień - zło ma swoją godzinę.
Nasz Zbawiciel powiedział to w noc, w którą Judasz przyszedł do ogrodu:
"To jest wasza godzina i panowanie ciemności" (Łk 22:53). Wszystko,
co zło może zrobić w ową godzinę, to wygasić światła na świecie; ale to
właśnie może zrobić. jeżeli zatem żyjemy w godzinie zła, jak moglibyśmy pokonać
ducha szatana, jeżeli nie przez moc owej Niewiasty, której Wszechmocny Bóg dał
polecenie, aby zmiażdżyła głowę węża? Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: "Life is Worth Living", 1999r., str. 202-207.