Mt 20,1-16a

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
za: brewiarz.pl
Zaczynałem pisać ten komentarz kilka razy. Każdego dnia zapisywałem po trochu myśli, które pojawiały się podczas kolejnego czytania tej Ewangelii, aż w końcu zaczęły układać się w pewną całość. Nie chcę jednak interpretować słów Jezusa po swojemu ani udowadniać, iż wiem, co dokładnie oznaczają. Chcę przede wszystkim zatrzymać się przy nich, spróbować je zrozumieć i zastanowić się, co Bóg chce przez nie powiedzieć właśnie do mnie. Ta Ewangelia przypomina mi, iż Boża sprawiedliwość jest inna niż ludzka. My często mierzymy wszystko czasem, wysiłkiem i zasługami. Porównujemy się z innymi i pytamy, dlaczego ktoś, kto przyszedł później, otrzymał tyle samo co ten, który trudził się od samego rana. Bóg jednak nie patrzy na człowieka jak pracodawca prowadzący rachunek przepracowanych godzin. On spogląda na serce i każdego obdarza miłością, której nie można przeliczyć ani na czas, ani na zasługi. Denar, który otrzymują wszyscy robotnicy, jest dla mnie obrazem zbawienia i Bożej łaski. Nie można otrzymać połowy zbawienia ani większej części Bożej miłości. Bóg daje siebie całkowicie zarówno tym, którzy są przy Nim od dzieciństwa, jak i tym, którzy odnajdują Go dopiero pod koniec życia. Dopóki człowiek żyje, Bóg wychodzi mu naprzeciw i zaprasza go do swojej winnicy. Nigdy nie jest za późno, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie. Słowa: „Bo nas nikt nie najął” poruszają mnie szczególnie. Przypominają, iż za czyjąś pozorną bezczynnością może kryć się samotność, odrzucenie albo brak szansy. Bóg widzi tych, których inni nie zauważają. Nie przekreśla człowieka dlatego, iż przez wiele lat błądził, pogubił się lub nie potrafił odnaleźć swojej drogi. Przychodzi choćby o jedenastej godzinie i mówi: „Idź i ty do mojej winnicy”. W Jego planie każdy jest potrzebny i dla wszystkich istnieje adekwatny czas. Ta przypowieść skłania mnie również do rachunku sumienia. Czy potrafię cieszyć się dobrem, które spotyka drugiego człowieka? Czy może patrzę „złym okiem”, kiedy Bóg okazuje komuś szczególną łaskę? Zazdrość rodzi się wtedy, gdy zapominam, jak wiele sam otrzymałem. A przecież Bóg niczego mi nie odbiera, obdarzając kogoś innego. Jego dobroć jest nieskończona. Wierzę, iż Bóg ma plan dla wszystkich z nas, choćby jeżeli nie zawsze potrafimy go zrozumieć. Czasami wydaje nam się, iż czekamy zbyt długo, iż inni są przed nami albo iż nasz wysiłek pozostaje niezauważony. Ta Ewangelia uczy mnie cierpliwości i zaufania. Bóg zna trud każdego dnia, widzi nasze zmęczenie i nie zapomina o żadnym dobru. Daje każdemu to, czego naprawdę potrzebuje, i czyni to we adekwatnym czasie. Chcę więc ufać Mu bez porównywania się z innymi. Chcę wiernie pracować w miejscu, do którego mnie posyła, pamiętając, iż największą nagrodą nie jest otrzymanie więcej niż inni, ale możliwość bycia blisko Boga i uczestniczenia w Jego dziele. Jego dobroć nie jest niesprawiedliwością. Jest miłosierdziem, które przekracza nasze ludzkie pojmowanie.
Z wiarą i ufnością w Boży plan,
Mariusz Susułowski
* Nawiązujący do sposobu św. Filipa Neri krótki, przystępny komentarz do Liturgii Słowa. Autorami refleksji na niedziele i święta są świeccy, osoby w różny sposób związane z naszym oratoryjnym duszpasterstwem. Mamy nadzieję, iż ta propozycja ciesząca się coraz większym Państwa zainteresowaniem, pomaga w przygotowaniu się do Mszy św. i jest także okazją do lepszego poznania osób, które z widzenia znamy z kościoła filipinów.








.webp)











