Druga wiosna. Newman – święty dla nas, inspiracja 143

filipini.eu 1 dzień temu



Druga wiosna

Justyna Majewska-Michy
John Henry Newman, najwybitniejszy konwertyta z anglikanizmu, podczas obrad Synodu Westminsterskiego wygłosił kazanie, które poświęcił odrodzeniu katolicyzmu w Anglii.

Wybrzmiało ono 13 lipca 1852 roku z ambony w St. Mary’s College w Oscott. Jego głębokie przesłanie poruszyło wielu słuchaczy, zwłaszcza kardynała Nicholasa Wisemana, pierwszego od czasów reformacji katolickiego arcybiskupa Westminsteru i jednego z głównych architektów wskrzeszenia katolicyzmu na Wyspach Brytyjskich. Restauracja religii zepchniętej na margines nabierała rozpędu dzięki licznym nawróceniom i imigracji irlandzkich robotników. przez cały czas jednak był dostrzegalny kontrast pomiędzy uświęconym tradycją Kościołem św. Augustyna i św. Tomasza, a biednymi resztkami ich dzieci na początku dziewiętnastego wieku. Papież Pius IX podejmując w 1850 roku decyzję o przywróceniu ustrukturyzowanej hierarchii kościelnej w Anglii, naraził się angielskim poddanym Jej Królewskiej Mości. Odczytano to jako „papieską agresję” w tym protestanckim kraju, który ewangelizował niegdyś św. Augustyn z Canterbury. Doszło wówczas do antykatolickich zamieszek. Katolicyzm cudownie odrodził się z mroku i ucisku. Renesans Kościoła katolickiego nad Tamizą dokonał się po 300 latach jego niebytności.

Przemijalność

Podobnie jak wiosna przechodzi w lato, a poprzez lato i jesień w zimę, by ostatecznie zatriumfować nad grobem, ku któremu zdążała od swej pierwszej godziny, tak i człowiek, największe pod słońcem dzieło Boskich rąk, wznosi się, by upaść, zdąża do śmierci od chwili poczęcia – konstatuje konwertyta z czasów wiktoriańskich. Od początku swego istnienia nieuchronnie zmierza on do rozkładu. Ludzka jego natura jest jak bańka mydlana, która pęka. Jego młodość przemija. Rodzi się, by umrzeć. Spoglądamy na świeżość młodości z zainteresowaniem, a jednak i z litością, a im wdzięczniejsza i słodsza ona jest, z litością tym większą. Bez względu na swą doskonałość i chwałę, niedługo zaczyna się ona zniekształcać. Więdnie i zamienia się w proch. Dramatem człowieka – jak zaznacza Newman w kazaniu o znamiennym tytule „Druga wiosna”- nie jest zgon, ale „śmierć za życia”.

Człowiek, który rozkwita w młodości jest jak delikatny i pachnący kwiat, gdy się jednak zestarzeje, traci całe swoje piękno – kończyny się kurczą, oczy słabną, czoło pokrywają zmarszczki, włosy siwieją. Młodość – wiosna kontrastuje ze starością – zimą. Tak jak ludzie przemijają, tak i wytwory ich rąk. Człowiek i wszystkie jego dzieła są śmiertelne: Najszlachetniejsze wysiłki jego geniuszu, podboje, których dokonał, doktryny i nauki, którym dał początek, narody, które ucywilizował, państwa, które stworzył, przetrwają, przeżyją go o wiele wieków, ale zmierzają one ku końcowi, a ten kres będzie rozpadem. Potęgi świata, wszechwładze, dynastie prędzej czy później obrócą się wniwecz – mają swój fatalny czas.

Jak feniks z popiołów

Odrodzenie katolicyzmu nad Tamizą Newman określa mianem „politycznego fenomenu”, poetycko nazywając „przyjściem drugiej wiosny”. Ten „wielki wytwór mocy Bożej”, niegdyś cieszący się honorami, został niemal całkowicie unicestwiony. Wydarzenia te wiktoriański konwertyta opisuje jako „dni próby i spustoszenia dla Anglii”, kiedy to Kościół katolicki został „ukrzyżowany” jak mistyczne ciało Chrystusa i „na wylot przebity żałością” jak serce Maryi. Wiarę katolicką usunięto z przestrzeni publicznej. Prawdę uśmiercono i zakopano, i nastąpiła cisza i spokój, coś w rodzaju pokoju – i tak wyglądał stan rzeczy, gdy przyszliśmy na ten znużony świat – konkluduje Newman.

XIX-wieczna protestancka Anglia pogardzała przedreformacyjną wiarą swoich praojców. Katolików, zwolenników starej religii, postrzegano jako ekscentryków i samotników włóczących się bez słowa i ze smutkiem jak żywe pamiątki czegoś, co minęło. Pojęcie „rzymscy katolicy” miało nieprzyjemny wydźwięk i oznaczało pewną formę przesądu. Oskarżano ich o nadużycia swej władzy. Palące się świece w świątyniach utrzymujących łączność z Rzymem i kołyszący kadzielnicami chłopcy w bieli przywodzili ich na myśl. Na papistów patrzono jak na duchy snujące się we mgle i mroku. Łaska jednak zwyciężyła naturę. Z rozproszonych rzymskich katolików reaktywowano założony przez św. Augustyna z Canterbury Kościół, który niegdyś cieszył się tak wielką estymą. Grób został otwarty. Na ruinach starej świątyni powstaje druga. Biskupstwo Canterbury odstąpiło, i York, i Durham, i Winchester. Rozstanie z nimi było bolesne. Uparcie trwaliśmy przy wizji minionej wielkości, i nie uwierzylibyśmy, iż to mogłoby się nie udać, ale Kościół w Anglii umarł, i Kościół znów żyje.

Justyna Majewska-Michy


organizator sympozjów naukowych i debat o charakterze ekumenicznym; niezależny publicysta; członek Polskiego Towarzystwa Historycznego; specjalizuje się w tematyce poświęconej Kościołowi anglikańskiemu i osobie Johna Henry’ego Newmana; jej drugim domem jest Francja; to kolejny artykuł Autorki na filipini.eu

Idź do oryginalnego materiału