Czyj obraz nosisz w sercu? Oddaj Bogu to, co boskie.

1 godzina temu

Czyj obraz nosisz w swoim sercu? Ks. Piotr Wiśniowski w poruszającym kazaniu wygłoszonym w rodzinnej Szczawnicy łączy Ewangelię o monecie cezara z dziedzictwem Jana Pawła II i nadchodzącym Dniem Zadusznym. Przeczytaj wezwanie do obrony sumienia, wewnętrznej wolności i żywej wiary w rodzinie.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit:
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Umiłowani Bracia i Siostry!

W dzisiejszej Ewangelii przynoszą Jezusowi monetę. Chcą Go pochwycić na słowie, wciągnąć w spór, zmusić, żeby opowiedział się po jednej ze stron. Chrystus patrzy na denara i pyta: „Czyj jest ten obraz i napis?”. Odpowiadają: Cezara. I wtedy padają słowa, które znamy niemal na pamięć: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Ale zatrzymajmy się dzisiaj przy tym obrazie. Na monecie jest obraz cezara. A czyj obraz jest w tobie? Czyje podobieństwo nosisz w sobie od chwili stworzenia? Obraz Boga. I może właśnie tutaj znajduje się najgłębszy sens tej Ewangelii. Monetę można oddać cezarowi, bo nosi jego podobiznę. Ale człowiek nosi obraz Boga. Dlatego można zapłacić podatek, można wypełnić obowiązki wobec państwa, można być posłusznym prawu, ale jest coś, czego żadnemu cezarowi tego świata oddać nie wolno: sumienie, dusza i prawda o tym, kim jest człowiek. One należą do Boga. Żadna władza, żadna ideologia, żadna moda, żaden lęk ani żadna cena nie mogą zająć w człowieku miejsca należnego Bogu.
I właśnie w tych październikowych dniach trudno nie wrócić pamięcią do wieczoru 16 października 1978 roku. Karol Wojtyła został wybrany następcą świętego Piotra. Polak. Człowiek naszego języka, naszej historii, naszej ziemi. Minęło czterdzieści osiem lat i dzisiaj nie wystarczy już pytać, czy pamiętamy tamten wieczór. Trzeba postawić pytanie znacznie trudniejsze: co zostało w nas z Jana Pawła II? Nie ile mamy jego pomników, nie ile ulic nosi jego imię, nie ile razy oglądaliśmy archiwalne nagrania i wzruszaliśmy się, słysząc jego głos. Pytanie brzmi: co zostało w naszym życiu? Czy została wiara? Czy zostało sumienie zdolne powiedzieć:
„tego zrobić nie wolno”, choćby o ile inni mówią, iż wszystko wolno? Czy została odwaga przyznania się do Chrystusa? Czy została wierność małżeństwu, szacunek dla ludzkiego życia, odpowiedzialność za rodzinę i miłość do Ojczyzny, która nie jest krzykiem przeciwko komuś, ale odpowiedzialnością za dobro, które otrzymaliśmy? Może bowiem łatwiej jest dzisiaj stanąć pod pomnikiem Jana Pawła II niż uklęknąć przy konfesjonale. Łatwiej wzruszyć się jego głosem niż pozwolić, żeby jego nauczanie naprawdę zmieniło moje życie.
A przecież kiedy rozpoczynał swój pontyfikat, wołał:
„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”
Nie prosił, żebyśmy otwierali drzwi dla niego. Prowadził nas do Chrystusa. o ile więc chcemy naprawdę ocalić dziedzictwo Jana Pawła II, nie wystarczy pamiętać o Papieżu. Trzeba otworzyć drzwi Temu, do którego Papież przez całe życie prowadził. Otworzyć Chrystusowi drzwi naszych rodzin, małżeństw, decyzji, pracy, pieniędzy, sposobu traktowania drugiego człowieka. A czasem otworzyć Mu te drzwi w sercu, które od wielu lat pozostają zamknięte.

Bracia i Siostry, stoję dzisiaj przed wami w Szczawnicy ze szczególnym wzruszeniem. To jest ziemia moich korzeni. Tutaj przed wojną urodził się mój świętej pamięci ojciec. Na szczawnickim cmentarzu spoczywają moi przodkowie. Kiedy tutaj wracam, mam świadomość, iż wracam nie tylko do miejsca. Wracam do ludzi, bez których nie byłoby mojego życia, mojej historii, a może także mojego kapłaństwa. Wszyscy moi najbliżsi odeszli już do wieczności. Pozostały groby, pamięć, modlitwa i miłość. Ale pozostało jeszcze coś bardzo ważnego: zobowiązanie. Nie chcę ich zawieść. Chcę tak przeżyć czas, który jeszcze daje mi Bóg, żeby dobro, które otrzymałem przez ich życie, nie skończyło się na mnie.

Kochani! Za dwa tygodnie będziemy przeżywać Dzień Zaduszny. Znowu pójdziemy na nasze cmentarze.
Zapalimy znicze, położymy kwiaty, zatrzymamy się przy nazwiskach, które dla obcego człowieka są tylko literami wyrytymi w kamieniu, ale dla nas oznaczają cały świat: mama, tato, babcia, dziadek, brat, siostra, ktoś, kogo kochaliśmy. I wtedy szczególnie mocno czujemy, iż chciałoby się jeszcze raz usłyszeć głos. Jeszcze o coś zapytać. Jeszcze raz przytulić. Jeszcze powiedzieć coś, czego nie zdążyliśmy powiedzieć. Ale my, chrześcijanie, nie przychodzimy na cmentarz tylko po to, żeby wspominać. Przychodzimy tam z wiarą. Wierzymy w świętych obcowanie, w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne. Wierzymy, iż śmierć nie unicestwia miłości i iż w Chrystusie przez cały czas należymy do jednej rodziny, choć dzisiaj stoimy jeszcze po dwóch stronach tajemnicy wieczności.
I może dlatego, kiedy stajemy przy grobie ojca czy matki, warto nie tylko powiedzieć: „Pamiętam o tobie”. Warto zadać sobie pytanie:
co zrobiłem z tym, co mi zostawiłeś?
Co zrobiłem z twoją wiarą? Z twoją modlitwą? Z krzyżem wiszącym w naszym domu? Z uczciwością, której mnie uczyłeś? Z miłością do Polski? Z szacunkiem do chleba, pracy, rodziny i drugiego człowieka? Czy to wszystko jeszcze we mnie żyje, czy zostało już tylko na starych fotografiach?
Bo przy grobie ojca czy matki człowiek zaczyna rozumieć pewne rzeczy inaczej. Nie można już zadzwonić. Nie można zapytać: „Tato! Mamo!, co byście zrobili na moim miejscu?”. Nie można cofnąć czasu. I wtedy pytanie wraca do mnie: Piotrze, Adamie, Mario, Agnieszko… teraz twoja kolej… Co ty zrobisz z tym, co otrzymałeś? Co przekażesz dalej? Czy ktoś dzięki twojemu życiu będzie bliżej Boga? I to pytanie, jak słyszycie – Kochani! – nie jest tylko moje. Każdy z nas ma takie konkretne imiona, takie twarze, taki grób, przy którym mógłby je sobie postawić…
Chciałbym kiedyś, kiedy Bóg pozwoli nam się spotkać, móc spojrzeć moim bliskim w oczy i powiedzieć: starałem się, naprawdę…
Chociaż nie wszystko mi wyszło. Popełniałem błędy. Ale nie chciałem zmarnować tego, co mi przekazaliście.

Bracia i Siostry! Jestem dumny z tej ziemi. Z Pienin, ze Szczawnicy, z ludzi gór, z przywiązania do rodziny, wiary i naszej ojczystej tradycji. Ale dziedzictwo to nie tylko powód do dumy. Dziedzictwo jest zadaniem! Można zachować piękny regionalny strój, muzykę i obyczaj, a zgubić ducha, który je ukształtował. Można pięknie odnowić dom po dziadkach, ale już się w tym domu nie modlić… Można przechowywać fotografie rodziców, a nie mieć dla nich czasu, dopóki jeszcze żyją. Można opowiadać dzieciom o wierze przodków, ale samemu nie prowadzić ich do Eucharystii. I wtedy coś zostaje przerwane…
Dlatego proszę was dzisiaj bardzo osobiście: nie pozwólmy, żeby wiara naszych rodzin stała się kiedyś tylko wspomnieniem o zmarłych. Najpiękniejszym pomnikiem dla naszych przodków nie jest kamień – choćby najcenniejszy. Jest nim dobro i miłość, które dzięki nim realizowane są w naszym życiu. Najpiękniejszą pamięcią jest modlitwa, Eucharystia ofiarowana za nich i wiara, którą przekażemy naszym dzieciom.

Czterdzieści osiem lat temu nasz umiłowany Jan Paweł II mówił do świata, w którym miliony ludzi żyły pod systemami próbującymi podporządkować sobie także ludzkie sumienie. Dzisiaj żyjemy w innych czasach, ale walka o ludzkie serce się nie skończyła, a może choćby pozostało bardziej zaciekła. Człowiek może być politycznie wolny, a jednocześnie wewnętrznie zniewolony: przez pieniądz, alkohol, pornografię, własną pychę, telefon komórkowy, opinię innych, karierę czy wreszcie najgorsze: nienawiść, którą trzyma w sobie. Można mieć pełne ręce fantastycznych rzeczy i puste serce.
Można mieć setki kontaktów w mediach społecznościowych i nie mieć człowieka, któremu naprawdę można powiedzieć: „cierpię”. Można wiedzieć, co dzieje się na drugim końcu świata, a nie wiedzieć, co dzieje się w sercu własnego dziecka, czy starego ojca. I można w końcu tak urządzić swoje życie, iż dla Boga pozostaną już tylko, święta, pogrzeb i chwila strachu…
Dlatego Polska nie potrzebuje tylko ludzi mówiących o wartościach. Potrzebuje ludzi, którzy wartościami żyją! Potrzebuje ojców, których dzieci zobaczą na modlitwie; matek i ojców, którzy walczą o swoje małżeństwo; młodych ludzi, którzy nie wstydzą się czystości, uczciwości i wiary; kapłanów, którzy najpierw wymagają od siebie; ludzi, dla których prawda pozostaje prawdą także wtedy, kiedy trzeba za nią zapłacić.

Bracia i Siostry! Od prawie dekady uczestniczę w tworzeniu katolickich mediów EWTN w Polsce. Robię to, ponieważ wierzę, iż warto walczyć o duszę człowieka. Ale żaden ekran i żadne katolickie medium nie zastąpi świadectwa domu. Dziecko patrzy, czy ojciec się modli. Widzi, czy matka potrafi przebaczyć. Słyszy, jak rozmawiamy o sąsiadach. I właśnie z naszego życia uczy się, czy Bóg jest naprawdę ważny.

Święty Jan Paweł II mówił kiedyś młodym na Westerplatte, iż „każdy ma w życiu swoje Westerplatte — jakąś sprawę, której nie wolno porzucić”. Dzisiaj twoim Westerplatte może być twoje małżeństwo. Twoje kapłaństwo. Twoja trzeźwość. Uczciwość w pracy. Chory ojciec czy matka, którymi trzeba się zaopiekować. Dziecko, dla którego trzeba znaleźć czas. Wiara, której nie wolno się wyprzeć. I może właśnie o to chodzi w prawdziwej miłości do Ojczyzny. Nie tylko o wielkie słowa. Ojczyznę buduje się również przy rodzinnym stole, przy łóżku chorego, przy konfesjonale, podczas coniedzielnej Eucharystii, uczciwą pracą i wychowaniem dziecka. Bo Polska będzie taka, jakie będą nasze sumienia, nasze rodziny i nasze domy!

Bracia i Siostry, za chwilę wrócimy do swoich domów. I może warto zabrać ze sobą jedno pytanie z dzisiejszej Ewangelii: czyj obraz noszę? o ile noszę obraz Boga, nie mogę żyć tak, jakbym należał wyłącznie do tego świata.

Bóg. Honor. Ojczyzna. Te słowa mają sens tylko wtedy, kiedy stają się życiem.
Bóg — bo do Niego należę.
Honor — bo sumienia nie wystawiam na sprzedaż.
Ojczyzna — bo nie jest tylko ziemią, na której mieszkam, ale dziedzictwem, za które jestem odpowiedzialny przed tymi, którzy byli przede mną, i przed tymi, którzy przyjdą po mnie.
Kiedy za kilka dni pójdę na szczawnicki cmentarz i stanę przy grobach moich bliskich, chciałbym móc powiedzieć: starałem się nie zmarnować tego, co mi przekazaliście. A kiedy przyjdzie dzień, w którym stanę już nie przy ich grobach, ale — jak wierzę i o co się modlę — razem z nimi przed Bogiem, chciałbym móc powiedzieć: Panie, byłem słaby. Nieraz upadałem. Ale starałem się być wierny.

Kochani! Oddajmy więc Cezarowi to, co należy do Cezara. Ale Bogu oddajmy to, co nosi Jego obraz.
Oddajmy Mu siebie.

Amen.

Idź do oryginalnego materiału