Ilustracja publicystyczna wykonana przy użyciu AI.
Większość parlamentarna może uchwalić ustawę, ale nie może przemienić zbrodni w dobro ani odebrać niewinnemu człowiekowi prawa do życia. Głosowanie nie rozstrzyga o prawdzie, dobru ani prawie Bożym, a legalne uchwalenie przepisu nie czyni go automatycznie sprawiedliwym. Żadna liczba podniesionych rąk, żaden wynik głosowania i żadne zapewnienia o „postępie” nie nadają władzy państwowej uprawnienia do rozporządzania życiem tych, którzy nie potrafią się bronić. Sejm, który zamiast chronić najsłabszych rozszerza możliwość ich zabijania i usuwa odpowiedzialność za udział w tym procederze, sprzeniewierza się podstawowemu obowiązkowi państwa. To właśnie w takim świetle należy ocenić dwie ustawy uchwalone 20 października 2026 roku — przywracającą tzw. przesłankę eugeniczną, czyli dopuszczającą zabijanie dzieci poczętych z powodu ich choroby lub niepełnosprawności, oraz przewidującą częściową dekryminalizację aborcji i pomocy w jej dokonaniu. Uchwała Sejmu nie zakończyła jeszcze procesu ustawodawczego; tym większego znaczenia nabiera obowiązek powstrzymania tych zmian, zanim wejdą w życie.
Nie chodzi tutaj o drugorzędny spór światopoglądowy, w którym można poszukiwać wygodnego rozwiązania pośredniego. Tu nie ma miejsca na żaden zgniły kompromis! Przedmiotem decyzji jest życie konkretnego człowieka, któremu odbiera się ochronę z powodu etapu rozwoju, stanu zdrowia lub decyzji innych osób. Prawo do życia nie pochodzi od Sejmu, rządu ani matki dziecka. Władza zastaje je jako obowiązującą granicę własnego działania; jej zadaniem jest zapewnić mu ochronę, a nie ustalać, komu wolno jeszcze żyć. o ile uznamy, iż większość może wyłączyć spod tej ochrony jedną kategorię niewinnych ludzi, pozostanie już tylko polityczny spór o to, którą kategorię wyłączy następnym razem. Demokracja nie zwalnia rządzących z odpowiedzialności za stanowione bezprawie, a obywateli nie zobowiązuje do uznawania zła za dobro. Większość może się mylić, ulegać propagandzie i popierać zbrodnicze rozwiązania; jej przewaga liczebna nie usprawiedliwia krzywdy. Dlatego również prezydent nie może zasłaniać się szacunkiem dla decyzji parlamentu, gdy przedkłada mu się ustawę wymierzoną w niewinne życie. Granicą władzy większości pozostaje sprawiedliwość, której żadna procedura nie może zastąpić.
Choroba dziecka nie jest wyrokiem śmierci
Pierwsza z uchwalonych ustaw przywraca tzw. przesłankę eugeniczną — możliwość zabicia dziecka poczętego dlatego, iż rozpoznano u niego ciężką chorobę lub wadę rozwojową. Jest to powrót do rozwiązania zakwestionowanego przez Trybunał Konstytucyjny w 2020 roku. Pod urzędowym językiem kryje się zasada wyjątkowo okrutna: dziecko chore lub niepełnosprawne ma otrzymać słabszą ochronę właśnie dlatego, iż potrzebuje szczególnej troski. O prawie dziecka do życia ma rozstrzygać selekcja eugeniczna (jak w nazistowskiej III Rzeszy Niemieckiej): chore można zabić, ponieważ jego narodziny oznaczałyby cierpienie, trud i obowiązek opieki. Człowiek zdrowy może oczekiwać pomocy, natomiast wobec chorego dopuszcza się rozstrzygnięcie, iż lepiej będzie, jeżeli w ogóle nie przyjdzie na świat. Tej logiki nie uszlachetniają ani współczujący ton wypowiedzi, ani powoływanie się na cierpienie rodziców.
Ciężka diagnoza jest dramatem, na który cywilizowane państwo powinno odpowiadać pomocą medyczną, opieką, wsparciem materialnym i obecnością przy rodzinie. Zabicie pacjenta nie leczy jego choroby, a zabicie dziecka nie usuwa moralnego obowiązku solidarności z cierpiącymi. Szczególnego odwrócenia pojęć wymaga przedstawianie aborcji jako aktu miłosierdzia: odbiera się życie bezbronnemu człowiekowi, a następnie zapewnia, iż uczyniono to dla jego dobra. Katolicka odpowiedź pozostaje jednoznaczna — również życie krótkie, naznaczone chorobą i wymagające ofiary zachowuje swoją wartość, jest nienaruszalne i święte. Ani rodzice, ani lekarz, ani ustawodawca nie są jego panami i właścicielami.
Bezkarność sprawców kosztem bezbronnych
Druga ustawa uderza w ochronę życia od strony odpowiedzialności karnej. Uchwalona nowelizacja przewiduje między innymi uchylenie art. 152 § 1 i 2 Kodeksu karnego, dotyczących przerwania ciąży za zgodą kobiety z naruszeniem ustawy oraz udzielania pomocy lub nakłaniania do takiego działania. Rozróżnienie między dopuszczeniem czynu a usunięciem kary za jego popełnienie ma znaczenie dla opisu prawnego, ale nie usuwa zasadniczego problemu: państwo rozbraja ochronę prawną dziecka, znosząc odpowiedzialność karną za czyny wymierzone w jego życie i zapewniając większą swobodę wykonawcom morderstwa dziecka poczętego, jego zleceniodawcom, organizatorom i świadomym pomocnikom zbrodni. Nazwanie tego „pomocą kobietom” przesłania pytanie o ofiarę, której śmierć jest zamierzonym skutkiem całego przedsięwzięcia.
Kierunek potrzebnych zmian jest dokładnie przeciwny: umyślne zabicie dziecka poczętego powinno być karane tak jak umyślne zabicie każdego innego człowieka, zgodnie z kodeksem karnym, a świadoma pomoc, nakłanianie i organizowanie tego czynu powinny rodzić odpowiedzialność odpowiadającą rzeczywistemu udziałowi sprawcy. Dobrowolne i świadome zlecenie zabicia własnego dziecka nie staje się moralnie obojętne dlatego, iż wykonanie powierzono komuś innemu. O osobistej winie i wymiarze kary rozstrzygać powinien sąd, na podstawie udowodnionego zamiaru oraz udziału danej osoby; ta zasada nie daje jednak podstaw do ogólnego zwolnienia uczestników aborcji z odpowiedzialności. W sensie moralnym jest to zbrodnia dzieciobójstwa, tym bardziej odrażająca, iż ofiara jest całkowicie bezbronna i zależna od własnych rodziców. Wspomnienie rzezi niewiniątek powinno budzić również świadomość, iż wiek ofiary i jej bezsilność obciążają sprawcę, zamiast pomniejszać wagę czynu.
W tym miejscu należy odpowiedzieć także na powracający zarzut, jakoby sprzeciw wobec aborcji pozostawał w sprzeczności z poparciem dla kary śmierci. Dziecko poczęte nie popełniło żadnej zbrodni; skazany morderca odpowiada za czyn, którego winę wykazano w postępowaniu sądowym. Aborcja odbiera życie niewinnemu, natomiast sprawiedliwie orzeczona kara jest następstwem osobistej odpowiedzialności przestępcy. W obu przypadkach punktem odniesienia pozostaje powaga ludzkiego życia: należy chronić człowieka przed bezprawnym zabiciem i należy karać z największą surowością tego, kto świadomie go zabija. Zrównanie tych sytuacji usuwa z rozumowania zasadniczą różnicę między ofiarą a sprawcą.
Prezydent ma obowiązek odmówić
Posłowie popierający rozszerzenie dopuszczalności zabijania dzieci poczętych oraz usuwanie odpowiedzialności za ten proceder ponoszą ciężką odpowiedzialność moralną za stanowione bezprawie. Mandat parlamentarny nie zwalnia z posłuszeństwa prawu Bożemu, a dyscyplina partyjna nie usprawiedliwia współudziału w złu. choćby dokumenty posoborowego neokościoła potępiają popieranie ustaw dopuszczających aborcję. Polityk nie może zatem zasłaniać się katolicką deklaracją, gdy własnym głosem pomaga pozbawiać niewinne dzieci ochrony życia. Świadomie popierając takie bezprawie, nie może godziwie przyjmować Komunii świętej, dopóki trwa w grzechu. Nie wystarczy również samo przystąpienie do spowiedzi: bez rzeczywistego żalu i postanowienia zerwania ze złem nie ma podstaw do rozgrzeszenia. Publiczne wspieranie zabijania dzieci wymaga odwołania tego poparcia i naprawienia zgorszenia.
Do Prezydenta Karola Nawrockiego kierujemy zatem jednoznaczny apel: o ile obie ustawy zostaną przedłożone do podpisu w kształcie rozszerzającym aborcję i usuwającym odpowiedzialność za udział w niej, należy je bezwzględnie zawetować. Życiem niewinnych dzieci nie wolno kupować partyjnego porozumienia ani politycznego spokoju. Odmowa podpisu będzie w tej sprawie wykonaniem podstawowego obowiązku władzy, która ma chronić ludzi przed krzywdą, zwłaszcza wtedy, gdy sami nie mogą upomnieć się o sprawiedliwość. Posłowie odpowiadają za swoje głosy, a Prezydent będzie odpowiadał za własną decyzję.
Jak zostało wyjaśnione w niedawnym tekście o karze śmierci, umyślne morderstwo zasługuje na karę najwyższą. Nie ma moralnej podstawy, aby z tej zasady wyłączać świadome zabicie dziecka tylko dlatego, iż pozostaje ono jeszcze w łonie matki. Postulujemy zatem przywrócenie kary śmierci za morderstwo, obejmujące również umyślne zabicie dziecka poczętego, oraz odpowiednie karanie zlecenia, podżegania i pomocnictwa. Państwo powinno karać sprawców umyślnego zabijania dzieci, zamiast zapewniać im bezkarność pod szyldem „praw reprodukcyjnych”. Większość parlamentarna nie ma prawa do stanowienia o tym, które niewinne dzieci można zabić — i żadne głosowanie nie może jej takiego prawa udzielić.
Michał Paweł Mikłaszewski
Źródła:
PAP / „Rzeczpospolita”: „Sejm uchwalił zmiany w prawie aborcyjnym. Dopuszczalna aborcja w przypadku ciężkiej wady płodu”, 20 października 2026 r., aktualizacja 26 października 2026 r.
Evangelium vitae, 73 — przywołane stanowisko dokumentu posoborowego neokościoła w sprawie popierania ustaw dopuszczających aborcję.
Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r., kan. 855–856 — przepisy dotyczące dopuszczania do Komunii świętej i jej przyjmowania.

















