Jak często w twojej
głowie mają miejsce rozprawy, na których osądzasz ludzi? Sąsiadów, kolegów, koleżanki,
rodzinę i innych ludzi znajomych bądź obcych, którzy według ciebie zachowali
się tak, jak nie powinni?
Prawo ustalasz ty,
rozprawy realizowane są tam dość często i osądzasz wszystkich, choćby Boga? Nie
jest tak?
To nic, iż ty zachowujesz
się bardzo podobnie, jak ci, których osądzasz, ale ty przecież możesz tak
postępować, prawda?
Czyż nie jest tak, że
wobec innych wymierzasz sprawiedliwość, a na swoje czyny patrzysz z miłosierdziem?
Czy w ogóle potrafisz patrzeć na innych z miłosierdziem?
Potrafisz postawić się na
miejscu osoby, która według ciebie popełniła karygodny czyn?
Czy potrafisz wszelkie
wątpliwości rozstrzygać na korzyść osoby „winnej”?
Jezus mówi: „Nie sądźcie,
abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką
miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.” (Mt 7, 1-2)
Oraz
„Wszystko więc, co byście
chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12)
Bierzesz te słowa pod
uwagę?
Ewelina
Szot