Chciałabym usłyszeć, iż ktoś sięgnął z ciekawości do lektury po inspirującej wejściówce albo dostrzegł wartość nauki po karnej odpytce. Ale wypróbowuję sprawdzone metody i widzę, iż nie działają.
Styczeń to koniec semestru, półroczny bilans osiągów i nieosiągów; teatr, w którym zawsze znajdzie się paru pierwszoplanowych aktorów, a reszta w tyle sceny wtóruje tej błazenadzie bez większego zaangażowania. Na czele przedstawienia stoi belfer, który na co dzień uczestniczy w organizacji prób do finałowego spektaklu.
Niektórzy spośród obsady, łącznie z samym reżyserem, grają wręcz wybitnie, bo tak jak uczniowie nie zdobywają ocen dla siebie, tak samo nauczyciele nie wystawiają ocen dla uczniów. Numerki tylko pozornie nie mają żadnej wartości i nikogo nie interesują. Stają się widoczne (i to wciąż nie dla wszystkich), gdy decydują, które miejsce zajmą dzieci w tabeli z podziałem na „lepszych i gorszych”.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Rola ocen w szkole wydaje się być prosta: z początku mają one motywować, później kategoryzować lub, mówiąc wprost, segregować. To dziecięcy Excel na służbie rachunku prawdopodobieństwa, nieustannie szacujący, czy „będą z ciebie jeszcze ludzie”. Ile to ja razy słyszałam wypowiadane przez kogoś słowa „z biolki była kosa i dobrze, coś się wtedy przynajmniej umiało”.
No właśnie, „wtedy” – kiedy to było i co z tego belferskiego tryhardowania (mówiąc językiem młodzieżowym) nam pozostało, oprócz nierzadko gorzkich wspomnień? Chciałabym kiedyś usłyszeć, iż ktoś sięgnął z ciekawości do nowej lektury po inspirującej wejściówce albo przejrzał na oczy, dostrzegając wartość nauki po karnej odpytce. Wikłam się w systemowych sprzecznościach, wypróbowuję sprawdzone metody i widzę, iż nie działają.
Sama byłam nie tak dawno temu w szkole, a nieustanne testowanie wywoływało u mnie klasyczną niechęć. Choć miałam silne poczucie obowiązku i pilnie się z niego wywiązywałam, to efekt końcowy był raczej kontrproduktywny – w mojej pamięci sprowadza się do rozwlekłych godzin ślęczenia nad podręcznikami, „bo tak trzeba”. Czy chcę przykładać rękę do męki kolejnych pokoleń i besztać za to, iż ktoś nie ma siły ani ochoty na naukę kolejnego, wrzuconego siłą do programu przedmiotu?
Sytuacja prezentuje się następująco: ci, którzy chcą coś wynieść z lekcji, zrobią to niezależnie od tego, czy sprawdzian jest, czy go nie ma. Ci, którzy wzbraniają się przed wiedzą od samego początku, nie dojdą dzięki tym rozwiązaniom do żadnych rewolucyjnych przemyśleń, w poddańczym geście oddadzą pustą kartkę, a na twarzy wypisane mieć będą „wal się, głupia babo!”.
Ci, którzy chcą coś wynieść z lekcji, zrobią to niezależnie od tego, czy sprawdzian jest, czy go nie ma
Martyna Leszczyńska
Pojawia się zatem pytanie – jak postępować z tymi opornymi? Zmuszać, nie zmuszać, zostawić w spokoju, próbować jakoś dotrzeć? Szkoła stawia sprawę jasno – zmuszać i wymagać, inaczej nie nauczą się dyscypliny. Trzeba ich uświadamiać, iż życie to nie bajka, a pasmo żmudnych obowiązków – orzekają smutni dorośli.
W tym wszystkim tylko parę osób weźmie to całe gadanie do siebie i zrobi, czego się od nich oczekuje. Uczniowie ci wykują coś na ocenę celującą, spiszą zadanie, zadowolą wszystkich dookoła i zaraz zapomną. Ale to nieważne, bo nie o naukę tu chodzi.
To nieustanna gra pozorów, na którą wszyscy się godzimy, bo zdaje się, iż nic innego nam nie pozostało. Tata chodzi do pracy, której nie znosi, więc ty, synek, też musisz swoje w szkole zrobić – jak potem na chleb będziesz zarabiał? Masz się uczyć, koniec kropka; nie pytaj się głupio, po co. Ilu dorosłych nie potrafi wytłumaczyć własnym dzieciom, na co im ta cała nauka?
Niekwantyfikowany z natury proces, jakim jest nauka, postanowiliśmy ujednolicić i uporządkować, aby zaprzęgnąć go w siłę napędową systemu. Miało to ręce i nogi w epoce przedcyfrowej, gdy dostęp do informacji był ograniczony, a nauczyciel niczym mędrzec pozostawał jedynym medium na wyciągnięcie ręki.
Dzisiaj rzeczywistość nadto się komplikuje, co znajduje odzwierciedlenie na rynku pracy i w rozpaczających twarzach wzorowych uczniów, którzy po latach szkolnego hartowania w końcu zdają sobie sprawę, iż dorośli ich oszukali i na kilka się ten konkurs świadectw zdał, a statek dawnych hierarchii i autorytetów tonie na ich oczach.
Niestety nie mamy na to dobrych rozwiązań. Na koniec dnia sami mierzymy się z pytaniem, czy faktycznie chcemy być wiernymi strażnikami ciągłości systemu, czy kupujemy ten teatr i na ile przykładamy się do odgrywania powierzonej nam roli.
Jest jeden mankament: aby wystawić przedstawienie, potrzebne są próby i zaangażowani aktorzy (w liczbie mnogiej). Widział kto kiedy zblazowanych, śpiących na deskach teatru artystów? Czy wzięci w niewolę będą na tyle autentyczni, aby dało się wystawić sensowną sztukę?

2 godzin temu







![Obra: rozpoczęły się rekolekcje dla przełożonych wspólnot oblackich [+GALERIA]](https://oblaci.pl/wp-content/uploads/2026/01/image00042.jpeg)







