Choroby „znikąd”, napięcie bez powodu, zmęczenie mimo snu, chaos w głowie, który nie daje spokoju. Współczesny człowiek próbuje to zagłuszyć – kawą, pracą, terapią szybkiego efektu. Tymczasem problem nie polega na tym, iż mamy za dużo stresu, ale iż nie umiemy nim zarządzać. Warsztaty „Gdy ciało i głowa mówią dość – zdrowie, odporność, spokój” postawiły tezę odważną: zdrowie zaczyna się tam, gdzie przestajemy uciekać od napięcia, a zaczynamy je rozumieć.
Jedna z najmocniejszych tez warsztatów, prowadzonych przez terapeutę Oleha Shvetsa, które odbyły się 15 lutego – brzmiała prosto: ciało mówi prawdę szybciej niż umysł. Reaguje napięciem, bólem, drżeniem, zmęczeniem. My natomiast potrafimy sobie wytłumaczyć wszystko – iż „tak musi być”, iż „to tylko stres”, iż „inni mają gorzej”.
Problem polega na tym, iż ciało zapisuje doświadczenia. Silne emocje zostawiają ślad. jeżeli ich nie rozpoznajemy, zaczynamy żyć w reakcji odruchowej – bronimy się, atakujemy, zamykamy, choć sytuacja dawno minęła. Choroba często nie jest wrogiem. Jest komunikatem. A komunikaty się czyta, nie zagłusza.
Mikrostres zamiast traumy
Wbrew modzie na „życie w komforcie” prowadzący warsztat zaproponował coś, co brzmi niemal prowokacyjnie: rozwój nie dzieje się ani w komforcie, ani w traumie. Dzieje się w kontrolowanym mikrostresie.
Co to znaczy w praktyce?
Nie chodzi o heroiczne wystawianie się na ciosy losu. Chodzi o świadome wchodzenie w umiarkowane napięcie – rozmowę, której się boimy, decyzję, którą odkładamy, wysiłek, którego unikamy. To napięcie, regulowane spokojem i uważnością, wzmacnia odporność. Tak jak mięsień rośnie pod wpływem oporu. Brak napięcia prowadzi do stagnacji. Nadmiar – do załamania. Klucz leży w regulacji.
Umysł – przyjaciel i sabotażysta
Umysł jest genialnym narzędziem. I jednocześnie mistrzem w tworzeniu iluzji. To on podsuwa czarne scenariusze, podtrzymuje dawne przekonania, wmawia, iż „taki już jestem”.

Warsztaty pokazywały, iż wiele napięć nie bierze się z aktualnej sytuacji, ale z zapisanych wcześniej wzorców – rodzinnych, kulturowych, osobistych. jeżeli w dzieciństwie nauczyliśmy się, iż trzeba ratować wszystkich, jako dorośli będziemy ratować kosztem siebie. Empatia bez granic staje się obciążeniem. Świadomy człowiek uczy się rozróżniać: co jest moje, a co cudze. Bez tego nie ma mowy o harmonii.
Dusza, czyli pytanie o sens istnienia
Najciekawszy wątek warsztatów dotyczył tego, co dziś jest często wyśmiewane – sfery duchowej. Nie w znaczeniu religijnym, ale jako obszaru wartości i sensu istnienia. Człowiek może mieć zdrowe ciało i sprawny umysł, a mimo to czuć pustkę, bo brak mu odpowiedzi na pytanie: po co to wszystko?
Zdrowie duchowe to nie metafizyka. To zakorzenienie w wartościach, poczucie kierunku, zdolność do intuicyjnego rozpoznawania, czy idziemy w zgodzie ze sobą. Bez tego napięcie rośnie, choćby jeżeli na zewnątrz wszystko wygląda dobrze.
Jak się bronić przed stresem „znikąd”?
Po pierwsze – przestać wierzyć, iż bierze się znikąd. Po drugie – obserwować ciało. Gdzie pojawia się napięcie? W jakich sytuacjach? Co powtarza się jak refren? Po trzecie – regulować, a nie tłumić. Oddech, ruch, świadoma rozmowa, zapis emocji, decyzja podjęta w spokoju, a nie w panice. Po czwarte – brać odpowiedzialność. Warsztat nie obiecywał cudów. Nie zdejmował odpowiedzialności za uczestników. To nie metoda uzdrawia. Uzdrawia decyzja, by wejść w proces.
Czy taka wiedza jest człowiekowi potrzebna?
Jeśli chcemy żyć dłużej, spokojniej i bardziej świadomie – tak. Bo współczesny świat nie zwolni. Napięcia będą. Kryzysy też. Pytanie brzmi: czy będziemy ich ofiarami, czy nauczymy się nimi zarządzać?
Wiedza o tym, jak działa ciało, jak reaguje umysł i jak odnaleźć sens w tym wszystkim, nie jest luksusem. Jest elementarną higieną życia. Tak jak dbamy o dietę czy kondycję fizyczną, tak samo powinniśmy dbać o regulację napięcia i spójność wewnętrzną. Bez tego zdrowie jest przypadkiem. Z tym – staje się procesem.
Samodzielność i odpowiedzialność fundamentem trwałej zmiany
Kiedy ciało i głowa mówią „dość”, to nie jest koniec, ale początek rozmowy z samym sobą. Warsztaty „Gdy ciało i głowa mówią dość – zdrowie, odporność, spokój” nie proponował łatwych recept ani duchowych skrótów. Pokazał raczej, iż człowiek jest systemem – żywym, dynamicznym, reagującym na każdy bodziec – i iż nie da się oddzielić ciała od emocji, emocji od myśli, a myśli od sensu. Kiedy ignorujemy jeden z tych poziomów, napięcie przenosi się gdzie indziej. Czasem w ból pleców, czasem w bezsenność, czasem w irytację bez powodu.
Najważniejszą lekcją było uświadomienie, iż zdrowie nie jest stanem, który się posiada, ale procesem, którym się zarządza. Odporność nie buduje się przez unikanie napięcia, ale przez jego świadomą regulację. Spokój nie jest brakiem problemów, ale umiejętnością powrotu do równowagi po ich doświadczeniu. To wymaga odpowiedzialności, odwagi wejścia w mikrostres zamiast w chaos, a także gotowości do stawiania granic – sobie i innym.
Czy taka wiedza jest potrzebna? W świecie, który przyspiesza i nie pyta o zgodę, wydaje się wręcz konieczna. Bez niej człowiek reaguje odruchowo, powiela wzorce i dziwi się, iż „coś” znowu wraca. Z nią zaczyna rozumieć mechanizm. A kiedy rozumie mechanizm, przestaje być bezradny. Wtedy ciało przestaje być wrogiem, umysł przestaje być sabotażystą, a to, co nazywamy duszą, przestaje być abstrakcją. Staje się kompasem. I może właśnie o to chodziło autorom warsztatu – by człowiek przestał walczyć ze sobą, a zaczął siebie rozumieć.
Jolanta Czudak

.webp)





.webp)








