Chrześcijaństwo bez krzyża? Rozważanie na XXII Niedzielę Zwykłą

1 godzina temu

Świat przekonuje nas, iż życie powinno być łatwe, przyjemne i urządzone po naszemu. Tymczasem Jezus mówi stanowczo: „weź swój krzyż”. Przeczytaj rozważanie ks. Piotra Wiśniowskiego na XXII Niedzielę Zwykłą i dowiedz się, jak nie uciekać od krzyża.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska przy pomocy Gemini AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Drodzy Bracia i Siostry,

dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami jedno z najtrudniejszych słów Jezusa: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Nie są to słowa łatwe, szczególnie dzisiaj, kiedy świat przekonuje nas, iż życie powinno być przede wszystkim wygodne, przyjemne i urządzone według naszych własnych planów.

Piotr też chciał dobrze. Kiedy Jezus zapowiada swoją mękę i śmierć, próbuje Go powstrzymać: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. Po ludzku możemy Piotra doskonale zrozumieć. Kocha Jezusa, więc nie chce Jego cierpienia. A jednak właśnie wtedy słyszy bardzo mocną odpowiedź: „Nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”. I chyba właśnie te słowa są dzisiaj szczególnie ważne.

Bo nam również grozi chrześcijaństwo urządzone po ludzku. Takie, w którym chcielibyśmy Chrystusa, ale już niekoniecznie krzyża. Wiary, która pociesza, ale kilka od nas wymaga. Ewangelii, która nikogo nie niepokoi i do niczego trudnego nie wzywa. Tymczasem Jezus mówi jasno: jeżeli chcesz naprawdę iść za Mną, czasami będziesz musiał pójść pod prąd.

Święty Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu mówi podobnie: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, ale przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”. Nie oznacza to, iż mamy od świata uciekać albo pogardzać ludźmi, którzy myślą inaczej. Chrześcijanin nie ma nikogo nienawidzić. Mamy jednak umieć powiedzieć: nie wszystko, co modne, jest dobre; nie wszystko, co większość uznaje za normalne, musi być zgodne z Ewangelią; nie wszystko, co łatwe i przyjemne, prowadzi człowieka do szczęścia.

I tutaj właśnie zaczyna się nasz codzienny krzyż. Czasem jest nim uczciwość, kiedy inni mówią: „przecież wszyscy tak robią”. Czasem wierność małżeńska, kiedy pojawia się kryzys. Czasem obrona życia człowieka, także tego najsłabszego. Czasem troska o starego czy chorego rodzica. Czasem przebaczenie komuś, kto bardzo nas zranił. A czasem zwyczajnie odwaga, żeby przyznać się do wiary, zrobić znak krzyża, pójść w niedzielę na Mszę, przystąpić po latach do spowiedzi i powiedzieć bez wstydu: „jestem człowiekiem wierzącym i chcę żyć z Chrystusem”.

Ale jest tu jeszcze jedna ważna rzecz. Bardzo łatwo zobaczyć, co jest nie tak ze światem. Znacznie trudniej zobaczyć, co jest nie tak ze mną. Można przecież bronić chrześcijańskich wartości, a jednocześnie być człowiekiem pełnym pychy. Można mówić o prawdzie, a nie umieć przebaczyć. Można mieć różaniec w ręku, a ranić innych słowem. Dlatego Jezus nie mówi najpierw: napraw świat. Mówi: „zaprzyj się samego siebie”. Zacznij od własnego serca.

Pięknie pokazuje to dzisiaj prorok Jeremiasz. Jest zmęczony, wyśmiewany, ma już wszystkiego dosyć. Chciałby przestać mówić o Bogu, ale nie potrafi, bo słowo Boże staje się w jego sercu jak ogień. I może właśnie tego najbardziej potrzebuje dzisiaj Kościół. Nie krzyku, nie agresji, nie ciągłego narzekania, iż świat jest zły. Potrzebujemy ognia wiary. Rodziców, którzy naprawdę modlą się z dziećmi. Małżonków, którzy walczą o siebie, kiedy przychodzą trudne dni. Młodych, którzy mają odwagę żyć inaczej niż wszyscy. Kapłanów, którzy mówią prawdę spokojnie i z miłością. Po prostu ludzi, po których widać, iż Bóg naprawdę jest dla nich ważny.

Na końcu Jezus zadaje dziś bardzo proste, ale przejmujące pytanie: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?”

Można w życiu zdobyć bardzo wiele: pieniądze, pozycję, dom, samochód, popularność, poczucie bezpieczeństwa. To wszystko samo w sobie nie jest złe. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dla tych rzeczy tracimy coś znacznie ważniejszego: sumienie, uczciwość, rodzinę, drugiego człowieka, Boga.

Bo kiedyś naprawdę wszystko zostawimy. I wtedy nie będzie najważniejsze, ile mieliśmy, ilu ludzi nas znało i jakie stanowisko zajmowaliśmy. Pozostanie pytanie znacznie prostsze: kim się stałem i czy w moim życiu było miejsce dla Boga?

Dlatego może warto wyjść dzisiaj z kościoła tylko z jednym pytaniem: czy ja naprawdę idę za Chrystusem, czy próbuję urządzić sobie Chrystusa według własnej wygody?

Nie bójmy się krzyża. Nie szukajmy go, ale też nie uciekajmy od niego, kiedy przychodzi wraz z wiernością, miłością i uczciwym życiem. Chrystus nie obiecał nam życia bez trudności. Obiecał nam coś więcej: iż jeżeli pójdziemy za Nim, choćby przez krzyż, ta droga ostatecznie prowadzi do życia.

Amen.

Ks. Piotr W. Wiśniowski – kapłan archidiecezji wrocławskiej, współzałożyciel i dyr. duchowy EWTN Polska, publicysta oraz współzałożyciel Fundacji Vide et Crede im. św. Jana Pawła II. Od lat zajmuje się ewangelizacją poprzez media katolickie.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Bydgoszcz: Po ponad 100 latach dzwony kościoła Świętej Trójcy mają zamilknąć
Idź do oryginalnego materiału