W dzisiejszym świecie, który oferuje tysiące dróg na skróty i obietnic łatwego szczęścia, Jezus wypowiada słowa radykalne: „Ja jestem bramą”. Co to oznacza w praktyce? Pasterz na bliskowschodnim pustkowiu nie był tylko strażnikiem – on sam stawał się wejściem, chroniąc owce własnym ciałem. Przeczytaj rozważanie o tym, dlaczego autentyczna wolność i życie w obfitości są możliwe tylko wtedy, gdy każda nasza decyzja, wybór moralny i poruszenie sumienia przechodzą bezpośrednio przez Chrystusa.
Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: ks. Piotr Wiśniowski/ EWTN PolskaPhoto credit: EWTN Polska
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Bracia i Siostry,
dzisiejsza Ewangelia dotyka jednego z najpiękniejszych i jednocześnie najbardziej wymagających obrazów, jakie daje nam Jezus:
„Ja jestem bramą owiec” (J 10,7).
Nie mówi: „jestem nauczycielem”, nie mówi tylko: „jestem pasterzem”.
Mówi coś bardziej radykalnego: jestem bramą.
A żeby zrozumieć tę prawdę, trzeba wejść w realia tamtych czasów.
Na terenach, gdzie żył Pan Jezus, zagrody dla owiec często nie miały drewnianych drzwi ani bramy takiej, jaką my znamy. Był kamienny mur, a w nim jedno wejście. I co robił pasterz?
On sam kładł się w tym wejściu.
Stawał się żywą bramą.
Każda owca, która chciała wejść – przechodziła przez niego.
Każda, która chciała wyjść – przechodziła przez niego.
A wilk? Złodziej?
Musiał najpierw przejść przez pasterza.
To nie jest poetycka metafora.
To jest konkret. To jest decyzja. To jest życie oddane.
I teraz Jezus mówi:
„Ja jestem bramą”.
To znaczy:
nie ma życia bez przejścia przez Chrystusa.
Nie ma zbawienia „obok” Niego.
Nie ma bezpieczeństwa bez relacji z Nim.
Bracie… Siostro…
To jest moment prawdy:
czy moje życie rzeczywiście przechodzi przez Jezusa?
Czy moje decyzje przechodzą przez Niego?
Czy moje wybory moralne przechodzą przez Niego?
Czy moje sumienie przechodzi przez Niego?
Czy może próbuję wejść „inną drogą”?
Bo Jezus mówi bardzo jasno:
„Kto wchodzi gdzie indziej, jest złodziejem i rozbójnikiem” (por. J 10,1).
To są mocne słowa.
Św. Augustyn pisał:
„Wielu chce dojść do Boga, ale nie przez Chrystusa. A kto omija bramę, ten się gubi.”
To znaczy:
można mieć religijność bez Chrystusa.
Można mieć moralność bez Chrystusa.
Można mieć choćby pobożne słowa… bez Chrystusa.
Ale to nie prowadzi do życia.
Bo tylko On jest bramą.
I teraz najważniejsze:
co daje ta brama?
Jezus mówi:
„Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko” (J 10,9).
Zobaczcie:
wejdzie i wyjdzie – czyli wolność.
znajdzie pastwisko – czyli życie.
To nie jest ciasnota.
To nie jest ograniczenie.
To nie jest zamknięcie.
To jest życie w pełni.
Św. Jan Paweł II wołał:
„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”
Dlaczego?
Bo tylko On prowadzi do prawdziwej wolności.
Świat mówi:
„Bądź wolny – rób, co chcesz.”
Chrystus mówi:
„Przejdź przeze Mnie – a znajdziesz życie.”
I teraz dochodzimy do najgłębszego momentu tej Ewangelii.
Jezus mówi:
„Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10).
To jest dramatyczne rozróżnienie.
Są dwie drogi.
Nie trzy. Nie pięć.
Dwie.
Droga Chrystusa – i droga złodzieja.
Droga życia – i droga zniszczenia.
I uwaga – złodziej nie przychodzi z napisem: „zło”.
On przychodzi atrakcyjnie.
Nowocześnie.
Wygodnie.
Obiecuje skróty.
Obiecuje łatwe szczęście.
Obiecuje życie bez krzyża.
Ale kończy się to zawsze tak samo:
pustką.
raną.
śmiercią duchową.
Św. Ojciec Pio mówił:
„Tam, gdzie nie ma posłuszeństwa Bogu, tam zawsze przychodzi chaos.”
A Chrystus?
On nie obiecuje łatwej drogi.
On obiecuje prawdziwą drogę.
On sam staje się bramą.
On sam bierze na siebie uderzenie wilka.
On sam oddaje życie.
Bo ta brama – to jest krzyż.
Bracia i Siostry,
to jest pytanie, które dziś każdy z nas musi sobie postawić:
Przez jaką bramę ja wchodzę w życie?
Czy przez Chrystusa?
Czy przez siebie samego?
Czy przez świat?
Bo prawda jest taka:
każdy z nas przez coś przechodzi.
Każdy z nas wybiera jakąś „bramę”.
I od tego wyboru zależy wszystko.
Św. Teresa z Ávili mówiła:
„Poza Chrystusem wszystko jest tylko drogą donikąd.”
Dlatego dziś Jezus nie tylko mówi: „Jestem bramą”.
On mówi:
„Wejdź.”
To jest zaproszenie.
Ale też decyzja.
Nie da się być „obok”.
Nie da się stać w przejściu.
Nie da się być jedną nogą tu, drugą tam.
Albo przechodzisz przez Chrystusa –
albo próbujesz iść inaczej.
Bracie… Siostro…
jeśli dziś czujesz, iż coś w Twoim życiu jest nieuporządkowane…
jeśli czujesz lęk…
jeśli czujesz zagubienie…
to może dlatego, iż próbujesz iść bez tej bramy.
A Jezus stoi i mówi:
„Ja jestem.”
Nie: „ja kiedyś byłem”.
Nie: „ja będę”.
Ale:
„Ja jestem bramą.”
Tu i teraz.
I On naprawdę wystarczy.
Bo jak mówi Pismo Święte:
„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie” (Ps 23,1).
Nic.
Jeśli jesteś z Nim.
Niech to słowo dziś nas poruszy.
Niech nas zatrzyma.
Niech nas zmusi do decyzji.
Bo życie zaczyna się dopiero wtedy,
gdy naprawdę przechodzimy przez Chrystusa.
Amen.

1 godzina temu
![Ks. prof. Krzysztof Pawlina: osadzeni w teologii, myliśmy o przyszłości Kościoła [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/677920449_1509364070977984_7897262663457016154_n.jpg)














