Chroniona patologia

3 tygodni temu

Watykan rozmywał odpowiedzialność za pedofilskie przestępstwa nuncjusza w Dominikanie

Jeden z najwybitniejszych polskich teoretyków literatury, Michał Głowiński, autor wielu książek poświęconych nowomowie i językowi nienawiści oraz współautor niezwykle popularnego i wielokrotnie wznawianego „Słownika terminów literackich”, był namiętnym czytelnikiem nekrologów. Nie dziwota więc, iż w rzeczonym słowniku opracował krótkie hasło poświęcone nekrologowi, definiując go jako „artykuł omawiający życie i dzieło osoby zmarłej, publikowany niebawem po jej śmierci; także ogłoszone w prasie zawiadomienie o zgonie. Nekrolog ma formę bądź osobistego wspomnienia, bądź rozprawy naukowej poddającej analizie dorobek zmarłego”. Znający Głowińskiego bliżej opowiadają, iż nosił się z zamiarem opracowania monograficznego tego hasła (…)

Nie wiemy, czy Michał Głowiński śledził nekrologi księży i biskupów, bo od Kościoła i religii trzymał się raczej z daleka, choć we wdzięcznej pamięci zachował siostry służebniczki, które w prowadzonym przez siebie w Turkowicach w czasie wojny domu sierot przechowały wiele dzieci (w tym żydowskich) w bardzo trudnych warunkach i niewątpliwie uratowały mu życie. Kilka zakonnic otrzymało potem za to tytuł Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Niestety, planowana praca nie powstała, a szkoda, bo podobno miała zawierać rozdział poświęcony kłamstwu nekrologicznemu.

Rozpoczęliśmy opis sylwetki biskupa i nuncjusza Józefa Wesołowskiego w ten nietypowy sposób, gdyż na jego pogrzebie doszło do interesującego przesunięcia znaczeń w jego życiorysie, co nosiło wszelkie znamiona właśnie kłamstwa nekrologicznego. Powiedzmy sobie szczerze, iż gdyby nie przedwczesna śmierć nuncjusza, do której doszło w chwili, gdy oczekiwał na proces, i gdyby nie późniejszy osobliwy pogrzeb w jego rodzinnej miejscowości, Czorsztynie, to z całą pewnością nie znalazłby się w naszej kolekcji watykańskich skandalistów.

I podkreślmy to jeszcze raz: nie chodzi nam wcale o wskazanie konkretnego przedstawiciela watykańskiej dyplomacji, tylko o mechanizm tuszowania prawdy i manipulowania opinią publiczną stosowany przez instytucję, która się mieni strażniczką wartości moralnych i obrończynią wartości rodzinnych. Tymczasem jedne i drugie wartości Kościół ma w głębokiej pogardzie, gdy zagrożony jest jego interes i „dobre imię”, czego dowodzi też historia Wesołowskiego. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż pogrzeb oskarżonego o pedofilię biskupa prowadził inny biskup, który kilka lat później zostanie oskarżony dokładnie o to samo.

Nie potrzeba wielkiej przenikliwości, by się domyślić, iż bagatelizując przestępstwa zmarłego, bp Jan Szkodoń, bo o nim tu mowa, w trakcie przewodzenia uroczystościom pogrzebowym Wesołowskiego prawdopodobnie zastanawiał się, czy i jego przestępstwo molestowania nieletniej osoby ujrzy kiedyś światło dzienne.

I Szkodoń, i Wesołowski niemal w tym samym czasie studiowali w seminarium duchownym w Krakowie i zostali wyświęceni na księży (Szkodoń w 1970, a Wesołowski w 1972 r.) przez ich biskupa, Karola Wojtyłę. Trudno więc nie myśleć o ich środowisku seminaryjnym, w którym te „szczególne powołania” się ukształtowały. I jeden, i drugi zrobili karierę… Temat mikrokosmosu seminariów katolickich czeka ciągle na swojego dziejopisa, bo dotychczasowe publikacje są tylko nieśmiałymi odkrywkami tej rzeczywistości. (…)

Warto wspomnieć, iż we mszy pogrzebowej Wesołowskiego, odprawionej 31 sierpnia 2015 r. w Watykanie przez kard. Konrada Krajewskiego, użyto formularza dla osób świeckich, natomiast odprawione uroczystości pogrzebowe kilka dni później, 5 września, w Polsce odbyły się z pełnymi honorami i z jawnym pogwałceniem elementarnych faktów, już znanych opinii publicznej.

Miesiące poprzedzające śmierć i podwójny pogrzeb tego kościelnego dostojnika to prawdziwa łamigłówka prawna – mamy nieodparte wrażenie, iż Watykan robił wszystko, by rozmyć odpowiedzialność za pedofilskie przestępstwa byłego nuncjusza w Dominikanie. Dzisiaj nie byłoby to już takie łatwe ze względu na dociekliwość dziennikarzy. Ale tak czy siak, publikacja trudno dostępnych akt tej sprawy na pewno rzuciłaby światło na temat sposobów dezinformacji stosowanych w tej kwestii przez Watykan.

Jednym z takich wnikliwych dziennikarzy jest niewątpliwie Mirosław Wlekły, który o Kościele czasów pontyfikatu Jana Pawła II napisał dwie książki. W pierwszej z nich, powstałej pod wrażeniem pierwszych doniesień medialnych o pedofilskich skandalach z udziałem

Fragmenty książki Artura Nowaka i Stanisława Obirka Skandale Watykanu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2026

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Chroniona patologia pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału