Zakon dla wielu osób przez cały czas jawi się jako rzeczywistość odcięta od codziennego świata, owiana niedomówieniami i aurą tajemnicy. W wyobraźni pojawiają się cisza, sztywne reguły i wymagająca rutyna, którą łatwo uznać za duże poświęcenie ze strony sióstr. Czy ten obraz ma jednak dużo wspólnego z codziennością? Wiktoria spędziła w zakonie 14 miesięcy i postanowiła opowiedzieć o tym czasie na TikToku. Dziś jest żoną i mamą, a do dawnych doświadczeń wraca spokojnie i rzeczowo. Nic więc dziwnego, iż jej relacja gwałtownie zainteresowała internautów, którzy chcieli zajrzeć za klasztorne mury i zobaczyć to miejsce bez filtrów i uproszczeń.
REKLAMA
Zobacz wideo "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w sukcesie". Anastazja Kuś w "Z bliska"
Jak wygląda życie w zakonie? Jeden dzień z życia postulantki
Dzień w zakonie zaczynał się wcześnie i według stałego rytmu. Jak opowiada Wiktoria, wstawała około 6 rano, a już 20 minut później postulantki spotykały się na modlitwach porannych w swojej sali. Chwilę później cała wspólnota schodziła do kaplicy. O 6:30 odprawiana była msza święta, trwająca około pół godziny, po której następowała jutrznia. Dla sióstr po ślubach poranek zaczynał się jeszcze wcześniej, bo miały one dodatkowy czas na osobistą medytację i rozważanie fragmentów Pisma Świętego.
Po modlitwach przychodził moment na bardziej przyziemne sprawy. Około 7:30 był czas na śniadanie, a zaraz po nim odbywało się sprzątanie refektarza i szykowanie się do zajęć. Od 8:30 do 10 uczestniczyły w lekcjach prowadzonych przez siostrę mistrzynię, czyli przełożoną odpowiedzialną za ich formację. To ona wprowadzała je w życie zakonne i przygotowywała do kolejnych etapów tej drogi.
Po zakończeniu zajęć każda z postulantek szła do wcześniej wyznaczonego obowiązku. Wiktoria wspomina o porządkowaniu pokoi gościnnych, pomocy w kuchni, a także o wyjściach do chorych czy pracy w pobliskim Caritasie. Jak podkreśla, to były bardzo różne czynności, a modlitwa naturalnie przeplatała się z konkretną, codzienną pracą na rzecz innych.
W południe cała wspólnota spotykała się na modlitwę Anioł Pański, a po niej był obiad. Do 14 kończyły swoje zadania, a później przychodził czas wolny. Nie był jednak całkowicie swobodny. Między 14 a 15 obowiązywała godzina milczenia. - Każda tak naprawdę musiała ten czas spędzić sama, nie można było rozmawiać - opowiada Wiktoria, dodając, iż było to dla niej bardzo interesujące doświadczenie.
Lekcje, rekreacja i niedzielny luz. Życie w zakonie nie wygląda tak źle, jak myślimy
Po godzinie ciszy wracały zajęcia. Druga część lekcji trwała od 15:30 do około 17. Następnie postulantki spotykały się w kaplicy na modlitwach wieczornych. Były to nieszpory połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu. Dopiero po tym punkcie dnia przychodził czas na kolację.
Wieczorem pojawiał się moment, który dla wielu osób jest zaskoczeniem - rekreacja. - Siedziałyśmy w naszej sali postulackiej, robiłyśmy różne rzeczy, czasami po prostu tylko rozmawiałyśmy, grałyśmy w jakieś gry, oglądałyśmy jakieś filmy - wspomina Wiktoria. Był to luźniejszy czas na bycie razem, bez oficjalnego programu. Po rekreacji obowiązywało już milczenie aż do 22. Każda mogła zrobić to po swojemu. Spacer, modlitwa w kaplicy, przygotowanie do snu.
Tydzień i weekend różniły się detalami. W sobotę można było pospać pół godziny dłużej, a jedna z lekcji wypadała z planu. Prawdziwą zmianę przynosiła niedziela. - To był mój ulubiony dzień - przyznaje. Nie było porannego wstawania o konkretnej godzinie. Śniadanie czekało do określonej pory, a każda przychodziła, kiedy wstała. Jedynym stałym punktem było spotkanie na Anioł Pański i wspólny obiad. Msza święta w ostatni dzień tygodnia też wyglądała inaczej. Postulantki mogły iść do wybranego kościoła poza domem zakonnym. Dziewczyna bardzo to lubiła. Niedziela była spokojna, z przestrzenią na spacer i odpoczynek. Dopiero popołudniowe nieszpory zbierały wspólnotę w całości.
W komentarzach gwałtownie zrobiło się gwarno. Internauci dopytywali nie o wielkie idee, ale o codzienność i drobiazgi, które najlepiej pokazują, jak wygląda życie w zakonie od środka. Wiktoria odpowiadała spokojnie i bez unikania tematów, rozwiewając kolejne wątpliwości. Jedna z obserwujących zapytała wprost o hobby i książki niezwiązane z religią. W odpowiedzi możemy przeczytać:
Była taka duża biblioteczka, z której można było sobie wybierać książki, dużo było niereligijnych. Np. psychologiczne.
Dodała też, iż jeżeli ktoś przywiózł swoje książki z domu, mógł je czytać bez problemu. Zainteresowania nie były zakazane, ważne było tylko to, by nie zakłócały wspólnego rytmu dnia. Podobnie wyglądała sprawa pasji. Każda z postulantek miała swoje sposoby na odreagowanie i chwile tylko dla siebie. Wiktoria opisała to bardzo obrazowo:
Ja jak chciałam głośno pośpiewać, to schodziłam sobie do garażu, żeby nikomu nie przeszkadzać i tam śpiewałam. Albo szłam do takiej większej sali i tańczyłam, gdy nikogo nie było.
Jak wspominała dalej, inne dziewczyny grały na instrumentach albo ćwiczyły, dostosowując się do zasad wspólnego życia. Pojawiło się też pytanie, które dla wielu okazało się zaskakująco interesujące.
Czy można tam spać w piżamce, w jakiej się chce, czy jest jakiś nocny dress code?
Była postulantka odpowiedziała bez ogródek:
Można w swoich rzeczach spać, także ulubiona piżama mogła zostać. Tylko w ciągu dnia chodziłyśmy w stroju zakonnym albo w spódnicach do pracy.
To właśnie takie wymiany zdań sprawiły, iż obraz życia w zakonie przestał być abstrakcyjny. Codzienne szczegóły nadały mu ludzki wymiar i pozwoliły spojrzeć na tę rzeczywistość bez uproszczeń i schematów. Czy wyobrażałaś/eś sobie życie w zakonie właśnie w taki sposób, jak opisuje Wiktoria? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.

2 godzin temu



.webp)


![Watykan: papież spotkał się z rodzinami ofiar pożaru w Crans-Montanie [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/01/mid-epa12650890.jpg)








