Bóg powierzył Ci winnicę. Co zrobisz z Jego zaufaniem?

57 minut temu

Bóg powierzył Ci winnicę: rodzinę, pracę i czas. Czy jesteś w niej dobrym dzierżawcą, czy uzurpujesz sobie prawo własności? Przypowieść o dzierżawcach winnicy to mocny rachunek sumienia z naszej odpowiedzialności, wierności i otwartości na prawdziwe nawrócenie.Przeczytaj rozważanie ks. Piotra Wiśniowskiego.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska przy pomocy AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Drodzy Bracia i Siostry,

najboleśniejsze w dzisiejszej Ewangelii jest to, iż gospodarza odrzucają ludzie, którym zaufał. Powierzył im winnicę, przygotował wszystko, co potrzebne do pracy, i pozwolił im gospodarować. Kiedy jednak przychodzi czas owoców, oni zachowują się tak, jakby wszystko należało do nich. A przecież niczego nie musieli zdobywać przemocą. Otrzymali miejsce, zadanie i zaufanie. Ich tragedia zaczyna się wtedy, gdy zapominają, iż są dzierżawcami, i zaczynają uważać się za właścicieli. To jest również pokusa naszego serca: otrzymać coś od Boga, a potem urządzić życie tak, jakby Boga już nie było.

Winnicą jest najpierw lud, który Bóg otoczył swoją troską. Jezus mówi tę przypowieść do arcykapłanów i starszych, którzy odpowiadają za powierzonych im ludzi. Ale dzisiaj to słowo zostaje odczytane wobec nas. Nie możemy zatrzymać się na osądzaniu tamtych przywódców. Każdemu z nas została powierzona jakaś część Bożej winnicy: rodzina, małżeństwo, kapłaństwo, praca, drugi człowiek, który nam zaufał. Dziecko powierzone rodzicom ma własną godność i powołanie. Człowiek zależny od naszej decyzji ma prawo do szacunku. Wspólnota powierzona księdzu potrzebuje pasterza, który poprowadzi ją do Chrystusa. Bóg zapyta nas, jak troszczyliśmy się o tych ludzi. Zapyta również o to, co zrobiliśmy z czasem, talentami i możliwościami, które otrzymaliśmy.

Rolnicy nie chcą oddać owoców. Chcą korzystać z winnicy, ale odrzucają więź z jej właścicielem. Tak można również przeżywać wiarę: oczekiwać Bożej opieki, zdrowia, powodzenia i pociechy, a jednocześnie zamykać przed Bogiem te miejsca, w których potrzebne jest nawrócenie. Modlimy się, żeby zmienił trudną sytuację, ale nie chcemy, żeby dotknął naszego uporu. Prosimy, żeby naprawił relacje, ale sami nie zamierzamy przeprosić. Chcemy pokoju w domu, choć wciąż ranimy słowem. Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do bardzo osobistego pytania: czy pozwalam Bogu powiedzieć mi coś, czego nie mam ochoty usłyszeć? Czy Jego słowo rzeczywiście może zmienić moje decyzje?

Gospodarz posyła sługi. Jednego po drugim. W tej cierpliwości możemy rozpoznać cierpliwość Boga. Ile razy przychodził już do nas przez głos sumienia, przez Ewangelię, przez czyjąś uczciwą uwagę? Być może ktoś bliski próbował powiedzieć: za mało cię w domu, za dużo w tobie gniewu, to, co robisz, niszczy nasze zaufanie. Niekiedy pierwszą reakcją jest obrona i pretensja. Łatwiej podważyć czyjeś intencje niż przyznać, iż dotknął prawdy. Współczesny świat bardzo nam w tym pomaga. Możemy wybierać takie wiadomości, takie opinie i takich rozmówców, którzy zawsze potwierdzą nasze przekonania. choćby religijnych treści można słuchać w taki sposób, żeby oburzać się na cudze grzechy, a nigdy nie zobaczyć własnych. Tymczasem słowo Boże ma prowadzić do nawrócenia również mnie, człowieka, który od lat chodzi do kościoła.

W końcu gospodarz posyła syna. Tu odsłania się najgłębsza prawda tej przypowieści. Bóg daje nam swojego Syna. Jezus opowiada o odrzuceniu, które sam przyjmie, o śmierci poza murami miasta. Zna ludzką zatwardziałość, a jednak idzie ku człowiekowi. To powinno nas poruszyć: Bóg nie przestał nas kochać, choćby kiedy zobaczył, ile potrafimy zniszczyć. Ale Jego miłość nie czyni zła nieważnym. Krzywda pozostaje krzywdą, grzech pozostaje grzechem i trzeba się od niego odwrócić. Miłosierdzie otwiera drogę powrotu. Daje siłę, żeby wyznać prawdę, naprawić to, co można naprawić, i zacząć żyć inaczej.

W tych dniach obchodzimy osiemsetlecie śmierci świętego Franciszka z Asyżu. Odszedł do Pana wieczorem 3 października 1226 roku, a 4 października obchodzimy jego święto. Po ośmiu wiekach jego życie wciąż stawia nam pytanie o wierność Ewangelii. Franciszek pozwolił Chrystusowi zmienić własne serce, swoje pragnienia i sposób traktowania ludzi. W swoich Napomnieniach pozostawił mocne słowa: „Ci, którzy są postawieni nad innymi, powinni chlubić się tym przełożeństwem tak, jakby zostali wyznaczeni do obowiązku obmywania nóg braciom”. To zdanie jest rachunkiem sumienia dla wszystkich, kto odpowiada za innych: księdza, rodzica, przełożonego. o ile powierzono mi człowieka, mam mu służyć. Potrzebuję pokory, żeby go wysłuchać, uznać własny błąd i troszczyć się o jego dobro również wtedy, gdy niczego za to nie otrzymam.

Jezus mówi, iż królestwo zostanie dane ludowi, który wyda jego owoce. To poważne ostrzeżenie również dla nas. Samo przekonanie, iż należymy do Kościoła, nie zastąpi życia według Ewangelii. Owoc wiary dojrzewa w konkretach: w uczciwości, kiedy można oszukać; w cierpliwości wobec chorego; w wierności, gdy przychodzi pokusa; w odmowie uczestniczenia w czyimś poniżaniu. Dojrzewa także w internecie, gdzie tak łatwo zapomnieć, iż po drugiej stronie jest człowiek. Można bronić słusznej sprawy i robić to w sposób, który rani, upokarza i zamyka drugiemu drogę do Boga. Trzeba wtedy zapytać, co naprawdę kieruje moim sercem. Miłość do prawdy wymaga również odpowiedzialności za słowa.

Być może ktoś słucha tej Ewangelii z bólem, bo wiele razy został odrzucony. Służył, zaufał, dał z siebie dużo, a spotkała go niewdzięczność. Jezus zna ten ból. Mówi o kamieniu odrzuconym przez budujących, który stał się kamieniem węgielnym. W Nim odrzucenie i śmierć nie mają ostatniego słowa. Dlatego twoje dobro nie staje się bezwartościowe tylko dlatego, iż ktoś go nie docenił. Bóg widzi twoją wierność. Możesz szukać pomocy, możesz upominać się o sprawiedliwość, możesz stawiać granice krzywdzie. Proś jednak Chrystusa, żeby ból nie zamknął cię w nienawiści. On potrafi ocalić w nas zdolność do miłości choćby po bardzo trudnych doświadczeniach.

Za chwilę Syn, o którym mówi przypowieść, przyjdzie do nas w Eucharystii. Przyniesiemy Mu także to, co w naszej winnicy jest zaniedbane, poranione i bezowocne. Nie musimy tego ukrywać. Możemy dzisiaj powiedzieć: Panie, pomóż mi wrócić do Ciebie. Pokaż mi człowieka, którego przestałem słuchać, obowiązek, który zaniedbałem, grzech, z którym się pogodziłem. Daj mi odwagę do spowiedzi, do przeprosin, do jednej uczciwej decyzji. Ten tydzień może przynieść pierwszy owoc powrotu. Bóg przez cały czas powierza nam swoją winnicę. Odpowiedzmy Mu troską o to, co otrzymaliśmy, i miłością do ludzi, których postawił obok nas.
Amen.

Idź do oryginalnego materiału