Beatyfikacja Fultona Sheena. Kard. Tagle: był odźwiernym prowadzącym ludzi do Boga

51 minut temu

Fulton Sheen nie został wyniesiony do chwały ołtarzy dlatego, iż był gwiazdą radia i telewizji, znanym pisarzem czy kaznodzieją słuchanym przez miliony. Jak podkreślił kard. Luis Antonio Tagle podczas Mszy beatyfikacyjnej w St. Louis, źródłem jego błogosławieństwa była głęboka komunia z Jezusem, gorliwość w głoszeniu Ewangelii oraz umiejętność dostrzegania Chrystusa w ubogich i cierpiących. Nowy błogosławiony chciał być przede wszystkim „odźwiernym” prowadzącym ludzi do domu Boga.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Piotr M. Pietrus, | 24 września 2026 | Photo credit: EWTN
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Fulton Sheen nie został błogosławionym dlatego, iż był gwiazdą radia i telewizji, znanym pisarzem czy człowiekiem słuchanym przez miliony. Istotą jego misji było coś znacznie głębszego: prowadzenie ludzi do Jezusa Chrystusa. Podczas Mszy beatyfikacyjnej w St. Louis kard. Luis Antonio Tagle ukazał nowego błogosławionego jako wzór ewangelizatora, który nie głosi samego siebie, ale Chrystusa, i który potrafi odnaleźć Zbawiciela także w ranach ludzi ubogich i cierpiących.

Podczas beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena kard. Luis Antonio Tagle zwrócił uwagę, iż spośród wielu wymiarów życia nowego błogosławionego szczególnie wyróżniają się dwa: był on głosicielem Ewangelii oraz misyjnym pasterzem.

Przypomniał słowa listu apostolskiego papieża Leona XIV, w którym Fulton Sheen został opisany jako „niestrudzony głosiciel Ewangelii za pośrednictwem nowoczesnych środków komunikacji oraz gorliwy pasterz ożywiany zapałem misyjnym”.

Kardynał Tagle postawił jednak pytanie, które stało się osią całej homilii: na czym adekwatnie polega błogosławieństwo misyjnego ewangelizatora?

Nie sława, ale komunia z Jezusem

Sheen należał do najbardziej rozpoznawalnych katolickich kaznodziejów swoich czasów. Był obecny w radiu i telewizji, pisał książki, podróżował po świecie i docierał ze swoim przesłaniem do milionów ludzi.

Kard. Tagle zaznaczył jednak, iż to nie popularność stanowiła istotę jego błogosławieństwa.

Pierwszym jego wymiarem była komunia z Jezusem.

Zmartwychwstały Chrystus — przypomniał kardynał — wybiera swoich przyjaciół i posyła ich, aby głosili Ewangelię całemu stworzeniu.

„Błogosławiony jesteś, gdy sam Pan cię dostrzega, wybiera i posyła” — mówił kard. Tagle.

I zaraz dodawał bardzo mocne rozróżnienie: człowiek, który sam siebie wybiera i idzie tam, dokąd sam chce, nie realizuje prawdziwej misji.

Podobnie ewangelizator nie może głosić własnej mądrości. Św. Paweł nie głosił siebie, ale Jezusa Chrystusa jako Pana. Głoszenie siebie zamiast Chrystusa kardynał określił jako zafałszowanie słowa Bożego.

To jeden z najmocniejszych motywów homilii beatyfikacyjnej: ewangelizacja zaczyna się nie od zdolności komunikacyjnych, popularności czy skuteczności, ale od relacji z Jezusem.

„Jestem tylko odźwiernym”

Ten sposób rozumienia własnej misji doskonale ilustruje przywołana przez kard. Tagle rozmowa Fultona Sheena z papieżem Piusem XII.

Papież miał zapytać biskupa Sheena, ile nawróceń może przypisać swojej działalności.

Sheen odpowiedział:

„Naprawdę ich nie liczyłem, aby nie ulec pokusie uwierzenia, iż były one moją zasługą”.

Siebie samego określał natomiast jako człowieka stojącego przy drzwiach:

„Po prostu odźwiernego, któremu czasem udaje się zaprowadzić ludzi do otwartych drzwi domu Bożego. Odniosłem pewien sukces jako odźwierny”.

Kard. Tagle odpowiedział na te słowa:

„Błogosławiony jesteś, odźwierny przy drzwiach domu Bożego!”

W tym obrazie można odnaleźć istotę sposobu, w jaki Sheen rozumiał katolickie media. Ewangelizator nie zatrzymuje ludzi przy sobie. Nie buduje przede wszystkim własnej popularności. Jego zadaniem jest doprowadzić człowieka do drzwi, za którymi czeka Bóg.

Sheen mówił także o swoim kapłańskim powołaniu:

„Zostałem powołany, aby opowiadać tę historię [Ewangelię]. Nigdy nie męczy mnie jej opowiadanie. Nigdy nie męczy mnie doskonalenie sposobu, w jaki ją opowiadam. Kocham moje powołanie”.

Chrystusa spotykał — jak podkreślił kardynał — w Słowie Bożym, Eucharystii, Godzinie Świętej i w Jego Ciele, którym jest Kościół.

Ewangelizator musi spotkać konkretnego człowieka

Drugi wymiar błogosławieństwa, o którym mówił kard. Tagle, to komunia z ludźmi i narodami, szczególnie z ubogimi i bezbronnymi.

Chrystus nie posyła swoich uczniów do jakiegoś abstrakcyjnego „świata”. Posyła ich do konkretnych ludzi.

Dlatego — mówił kardynał — głoszenie Ewangelii nie może stać się sposobem na ucieczkę od realnego człowieka.

Nie jest misją dominowanie nad innymi ani budowanie własnej pozycji. Ewangelizator powinien widzieć siebie jako „gliniane naczynie”, tak aby było jasne, iż moc pochodzi od Boga.

Kard. Tagle przypomniał także ostrzeżenie Sheena dotyczące kapłanów, którzy mogą zachowywać się tak, jakby udzielali sakramentów anonimowym grupom, nie dostrzegając poszczególnych osób.

A kto najczęściej staje się anonimowy, niezauważony i zapomniany?

Ubodzy.

„Tylko Kościół zraniony ubóstwem może nawrócić wątpiący świat”

W tym kontekście kard. Tagle przypomniał wystąpienie biskupa Sheena podczas trzeciej sesji Soboru Watykańskiego II 9 listopada 1964 roku.

Sheen apelował wówczas, aby Sobór mocno podkreślił znaczenie ubóstwa.

Wskazywał na dramatyczne różnice pomiędzy bogatą a ubogą częścią świata, zwłaszcza Afryką, Azją i Ameryką Łacińską.

Jego słowa osiągnęły kulminację w niezwykle mocnym obrazie:

„Tak jak tylko zraniony Chrystus mógł nawrócić wątpiącego Tomasza, tak tylko Kościół zraniony ubóstwem może nawrócić wątpiący świat”.

Nie była to dla Sheena jedynie teoria.

Jak przypomniał kard. Tagle, arcybiskup przekazywał ubogim wynagrodzenia otrzymywane za swoją działalność oraz pobudzał Kościół w Stanach Zjednoczonych do misyjnego wsparcia ubogich Kościołów świata.

Troska o ubogich — podkreślił kardynał — nie była dla Fultona Sheena ideologiczną propagandą.

Była konsekwencją naśladowania Jezusa.

Krzyż i człowiek chory na trąd

Najbardziej przejmującą częścią homilii była historia opowiedziana niegdyś przez samego Sheena.

Podczas wizyty w miejscu, gdzie przebywało około 500 osób dotkniętych trądem, przywiózł srebrne krzyże, które chciał podarować każdemu z mieszkańców.

Pierwszy z mężczyzn, który do niego podszedł, stracił część ręki. Na kikucie ramienia miał zawieszony różaniec. Drugą rękę wyciągnął po krzyż.

Sheen zobaczył ciało zniszczone przez chorobę. Przestraszył się i upuścił krzyż na pozostałość dłoni mężczyzny.

I wtedy zrozumiał sprzeczność własnego zachowania.

Podawał człowiekowi znak krzyża — znak Jezusa, który stał się bezbronny, aby dać życie grzesznikom, chorym i umarłym — a jednocześnie sam bał się dotknąć cierpiącego człowieka.

Chrystus dotykał trędowatych.

Dlaczego więc on miałby tego nie zrobić?

Sheen przezwyciężył lęk. Dotknął i ujął zniszczone przez chorobę ciało człowieka.

W tym momencie końcowa część homilii kard. Tagle nabrała szczególnej siły:

„Błogosławiony jest ewangelizator, który sam doświadcza nawrócenia, gdy dostrzega i dotyka ran Zmartwychwstałego Chrystusa w swoich zranionych braciach i siostrach”.

I dalej:

„Błogosławiony jest misjonarz, który dociera do głębi serca ubogiego, aby właśnie tam spotkać Jezusa”.

Homilia zakończyła się słowami:

„Błogosławiony Fulton J. Sheen!”

Fulton Sheen – ewangelizator, który wskazywał na Chrystusa

Z homilii kard. Tagle wyłania się obraz Fultona Sheena nie tylko jako wybitnego człowieka mediów.

Jego prawdziwa wielkość nie polegała na tym, iż potrafił przyciągnąć przed radioodbiorniki i telewizory miliony ludzi.

Polegała na tym, dokąd chciał ich zaprowadzić.

Do Chrystusa.

Sheen chciał być jedynie odźwiernym przy drzwiach domu Boga. Opowiadać historię Ewangelii coraz lepiej, ale nigdy nie zastępować sobą Tego, o którym opowiadał.

A zarazem rozumiał, iż Chrystusa, którego głosi się słowem i dzięki mediów, trzeba umieć rozpoznać w konkretnym człowieku — szczególnie ubogim, cierpiącym i zranionym.

To właśnie w tym kard. Luis Antonio Tagle ukazał błogosławieństwo misyjnego ewangelizatora.

Być blisko Jezusa. Głosić Jezusa. Prowadzić innych do Jezusa. I odnajdywać Jezusa w człowieku.

Homilia podczas beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena

The Dome, St. Louis, Missouri, 24 września 2026 r.

Iz 52,7–10; 2 Kor 4,1–2.5–7; Mk 16,15–20

kard. Luis Antonio G. Tagle

Drodzy Bracia i Siostry,

Dziękujemy naszemu miłującemu Bogu, Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu, który zgromadził nas jako rodzinę wiary z okazji uroczystej beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena, syna Illinois, Stanów Zjednoczonych Ameryki, a adekwatnie całego świata.

Przekazuję wam ojcowskie pozdrowienia Jego Świątobliwości Papieża Leona XIV, który raduje się z beatyfikacji swojego rodaka i brata w biskupstwie. Módlmy się za duszpasterską wizytę Ojca Świętego we Francji, która rozpoczyna się jutro.

List apostolski Papieża Leona, ogłaszający, iż arcybiskup Fulton Sheen może odtąd być nazywany błogosławionym, opisuje arcybiskupa jako „niestrudzonego głosiciela Ewangelii za pośrednictwem nowoczesnych środków komunikacji oraz gorliwego pasterza ożywianego zapałem misyjnym”.

Spośród wielu jego cnót i posług szczególnie wyróżniają się dwie: to, iż był ewangelizatorem, czyli głosicielem Ewangelii, oraz pasterzem misyjnym. Nie dziwi zatem, iż trzy czytania liturgiczne dzisiejszej Mszy Świętej podkreślają misję ewangelizacji.

To właśnie dlatego, iż był gorliwym i twórczym ewangelizatorem oraz orędownikiem misji, Fulton Sheen zostaje nazwany błogosławionym, czyli szczęśliwym.

Niektórzy z nas mogą jednak zadawać sobie pytanie: „Co jest błogosławionego w głoszeniu Ewangelii i wyruszaniu na misję?”. Wielu ewangelizatorów i misjonarzy, od początków Kościoła aż po nasze czasy, doświadczało odrzucenia, a choćby prześladowania. Dlaczego więc ogłaszamy Fultona Sheena błogosławionym?

A może jest błogosławiony dlatego, iż był gwiazdą radia i telewizji, znanym pisarzem, którego śledziły miliony wielbicieli, oraz podróżnikiem przemierzającym świat w czasie, gdy pełnił funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary?

Pytanie jednak pozostaje: jakim błogosławieństwem dzieli się z nami misyjny ewangelizator, arcybiskup Fulton Sheen?

Spośród wielu wymiarów błogosławieństwa chciałbym skupić się na dwóch, wskazanych przez nasze dzisiejsze czytania liturgiczne i potwierdzonych w życiu oraz misji błogosławionego Fultona Sheena.

Po pierwsze, misyjny ewangelizator jest błogosławiony darem komunii z Jezusem.

Jak wyraźnie mówi Ewangelia, Zmartwychwstały Pan wybiera i posyła swoich przyjaciół, aby głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Błogosławiony jesteś, gdy sam Pan cię dostrzega, wybiera i posyła!

Wybrać samego siebie i iść tam, dokąd samemu chce się iść, nie jest misją i nie jest błogosławieństwem.

Błogosławiony jesteś, gdy głosisz wszystkim ludziom Dobrą Nowinę o Jezusie.

Święty Paweł jest błogosławiony, ponieważ nie głosi samego siebie, ale Jezusa Chrystusa jako Pana. Głosić własną mądrość zamiast mądrości Jezusa oznacza fałszować słowo Boże: to nie jest misja; to nie jest błogosławieństwo.

Błogosławione i piękne są twoje stopy, gdy głosisz Boże zbawienie i pokój, zgodnie ze słowami proroka Izajasza.

Podróżować po lądzie, wodzie i w powietrzu, a jednocześnie głosić niszczące słowa i dopuszczać się przemocy, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.

Błogosławiony jesteś, gdy Zmartwychwstały Pan działa razem z tobą i potwierdza głoszoną przez ciebie Ewangelię cudownymi znakami.

Samowystarczalność i samopotwierdzanie siebie są złym znakiem; to nie jest misja, to nie jest błogosławieństwo.

Misyjny ewangelizator jest zatem kimś, kogo Jezus zna, i kimś powołanym do poznania Jezusa i Jego Ewangelii; jest powołany do pokornej pracy razem z Jezusem. A w tym procesie misyjny ewangelizator poznaje także samego siebie w Jezusie.

Błogosławiony jesteś, gdy Jezus cię dostrzega, zna, powołuje, posyła i pracuje razem z tobą.

Błogosławiony jesteś, gdy poznajesz swoje prawdziwe „ja” i swoją misję, ponieważ Jezus zna ciebie, a ty znasz Jezusa.

Błogosławieni są autentyczni misyjni ewangelizatorzy.

Podczas jednej z audiencji papież Pius XII zapytał kiedyś biskupa Sheena, ile nawróceń może przypisać swojej działalności. Odpowiedział Papieżowi:

„Naprawdę ich nie liczyłem, aby nie ulec pokusie uwierzenia, iż były one moją zasługą”.

Dodał, iż uważał siebie za:

„po prostu odźwiernego, któremu czasem udaje się zaprowadzić ludzi do otwartych drzwi domu Bożego. Odniosłem pewien sukces jako odźwierny”.

Błogosławiony jesteś, odźwierny przy drzwiach domu Bożego!

Kiedy pewien przyjaciel zapytał go kiedyś, dlaczego został księdzem, odpowiedział:

„Zostałem powołany, aby opowiadać tę historię [Ewangelię]. Nigdy nie męczy mnie jej opowiadanie. Nigdy nie męczy mnie doskonalenie sposobu, w jaki ją opowiadam. Kocham moje powołanie”.

Błogosławiony jesteś, opowiadający o Jezusie, którego spotkałeś w Jego Słowie, w Eucharystii, podczas Godziny Świętej i w Jego Ciele, którym jest Kościół.

Błogosławiony Fulton J. Sheen!

Przechodzę teraz do drugiego wymiaru błogosławieństwa misyjnego ewangelizatora.

Misyjny ewangelizator jest błogosławiony przez komunię z ludźmi i narodami, szczególnie z ubogimi i bezbronnymi, w imię Jezusa Chrystusa.

Zmartwychwstały Pan posyła swoich uczniów, aby głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, a nie jakiemuś abstrakcyjnemu „światu”. W tych, którzy uwierzą i przyjmą chrzest, objawią się — także samemu ewangelizatorowi — niezwykłe znaki obecności Królestwa Bożego.

Używać głoszenia jako wymówki, aby unikać konkretnych osób i pozostawać ślepym na działanie Boga w nich, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.

Błogosławiony jesteś, gdy — jak św. Paweł — uważasz siebie za sługę ludzi ze względu na Jezusa.

Panować nad innymi i dawać im odczuć własną ważność nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.

Błogosławiony jesteś, gdy uważasz siebie za gliniane naczynie, aby było jasne, iż moc pochodzi od Boga, a nie od ciebie.

Głosić Ewangelię z poczuciem własnej sprawiedliwości, które nie pozwala współodczuwać zranienia innych ludzi, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.

Arcybiskup Fulton Sheen podzielił się kiedyś z przyjacielem spostrzeżeniem, iż są dziś księża,

„którzy zachowują się tak, jakby udzielali sakramentów anonimowym grupom ludzi, nie myśląc o ich indywidualnej tożsamości”.

Które grupy ludzi częściej niż inne pozostają anonimowe, niezauważane i zapomniane? Ludzie ubodzy.

W swoim wystąpieniu podczas trzeciej sesji Soboru Watykańskiego II, 9 listopada 1964 roku, biskup Sheen powiedział:

„Najusilniej was proszę, Czcigodni Ojcowie, aby pojęcie ubóstwa zostało na tym Soborze mocno podkreślone. Połóżcie palec na trzydziestym równoleżniku i poprowadźcie go wokół globu ziemskiego… Co znajdziecie? Praktycznie cały dobrobyt znajduje się na północ od trzydziestego równoleżnika, podczas gdy większa część ubóstwa świata leży na południe od trzydziestego równoleżnika — to znaczy w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej… Większość biskupów obecnych na tym Soborze żyje w niedostatku albo doświadcza prześladowań, a pochodzą oni ze wszystkich ludów i narodów. Tak jak tylko zraniony Chrystus mógł nawrócić wątpiącego Tomasza, tak tylko Kościół zraniony ubóstwem może nawrócić wątpiący świat”.

Powrócił do tych myśli i rozwinął je w konferencji telewizyjnej nagranej w 1967 roku, która stała się niemal rachunkiem sumienia i sposobu życia.

Sam podjął wyzwanie, które postawił, przekazując ubogim wszelkie wynagrodzenia, jakie otrzymywał za swoją działalność, oraz ożywiając misyjne zaangażowanie Kościoła w Stanach Zjednoczonych na rzecz ubogich Kościołów świata.

Dla arcybiskupa Fultona Sheena troska o ubogich nie była ideologiczną propagandą, ale koniecznym wymogiem naśladowania Jezusa, jedności Kościoła i misji oraz nawrócenia inspirowanego przez Ducha Świętego.

Pozwólcie, iż zakończę historią opowiedzianą przez samego arcybiskupa Sheena w konferencji zatytułowanej „30. równoleżnik”, nagranej w 1967 roku.

Wspominał swoją wizytę w miejscu, w którym mieszkało 500 osób dotkniętych trądem. Przywiózł srebrne krzyże jako prezent dla każdej z nich.

Pierwszy człowiek, który do niego podszedł, stracił już dolną część ręki i dłoń. Na kikucie jego ramienia wisiał jednak różaniec. Mężczyzna wyciągnął drugą rękę, aby przyjąć dar.

Kiedy biskup zobaczył zniszczone chorobą ciało tej dłoni, zadrżał ze strachu i upuścił krzyż na to, co pozostało z ręki mężczyzny.

Natychmiast jednak zdał sobie sprawę, jak bardzo jego zachowanie było sprzeczne z darem, który wręczał.

Krzyż mówił przecież o Jezusie, który stał się bezbronny, aby dać nowe życie grzesznikom, chorym i umarłym. Jezus podczas swojej posługi dotykał ludzi dotkniętych trądem.

Dlaczego więc on, arcybiskup Fulton Sheen, nie miałby uczynić tego samego?

Przyjmując bezbronność Jezusa, Fulton Sheen dotknął i ujął w swoje dłonie zniszczone chorobą ciało bezbronnych ludzi dotkniętych trądem.

Błogosławione jest gliniane naczynie, które czerpie moc od Jezusa!

Błogosławiony jest ewangelizator, który sam doświadcza nawrócenia, gdy dostrzega i dotyka ran Zmartwychwstałego Chrystusa w swoich zranionych braciach i siostrach.

Błogosławiony jest misjonarz, który dociera do głębi serca ubogiego, aby właśnie tam spotkać Jezusa.

Błogosławiony Fulton J. Sheen!

Idź do oryginalnego materiału