Chaotyczna maszyneria beztroskiego nihilizmu jedynie przyspiesza. To zachęca do zadania dość ponurego pytania: co, jeżeli faktycznie nie ma już niczego poza zaśmieconym internetem, i to softalitarni influencerzy zrozumieli ten fakt jako pierwsi?
Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026. W wolnym dostępie można przeczytać jedynie jego fragment. W całości jest otwarty tylko dla prenumeratorów naszego pisma i osób z wykupionym pakietem cyfrowym. Subskrypcję można kupić TUTAJ.
W latach 70. w polskich podstawówkach uczniowie zaczęli opowiadać sobie charakterystyczne kawały, które notowała badaczka folkloru Dorota Simonides. Ich bohaterem był zwykle pewien Jaś, przeżywający (lub nie) makabryczne, choć także absurdalne przygody, przypominające nieco gonitwy bohaterów kreskówek z Tomem i Jerrym. Byłaby to typowa rozrywka wczesnych lat nastoletnich, gdyby nie sceneria perypetii Jasia, mianowicie obóz koncentracyjny, gdzie nęka go sadystyczny i dziwnie poczciwy zarazem esesman Hans.
W tej samej dekadzie Sid Vicious z Sex Pistols bywał widywany w koszulce ze swastyką, a Siouxsie Sioux – frontmanka gotyckiego Siouxsie and the Banshees – w opasce na ramię pożyczonej z nazistowskiego uniformu. Swastyki jako element punkowego uniformu wymyślili Vivienne Westwood i Malcolm McLaren, menedżer i ojciec chrzestny Sex Pistols – grupy, która na swojej legendarnej płycie umieściła kawałek Belsen was a gas1. To również czas, gdy Liliana Cavani, wcześniej reżyserka dokumentów o ruchu oporu w czasie II wojny światowej, kręci Nocnego portiera, opowieść o perwersyjnej więzi między kobietą, która przeżyła obóz koncentracyjny, a jej dawnym oprawcą.
Z kolei Yves Saint Laurent zaprezentował kolekcję strojów nawiązujących do mody czasów Vichy, co zniesmaczyło pokolenie wojenne, przywiązane do gaullistowskiej mitologii ruchu oporu. Zarzut wybielania kolaboracji YSL odbijał komentarzem, iż „nie obawia się spojrzeć przeszłości prosto w twarz”. La mode rétro, jak nazywano podszytą fascynacją tendencję rozliczania się z latami 40., miała w sobie element satysfakcjonującego rewanżu na pokoleniu rodziców. Młodzież francuska kupująca na pchlich targach płaszcze „à la gestapo” (albo dla odmiany „à la getto”) urodziła się już po wojnie. Nieco zdziwiona tym fenomenem reporterka Nan Robertson uznała, iż znużeni sytą gnuśnością zazdroszczą swoim rodzicom możliwości przeżycia „prawdziwej przygody”.
Zło jako karnawałowy kostium
Inicjatywa, by 30 lat po wojnie wymachiwać swastyką, wychodziła często od ludzi, którzy pod okupacją niemiecką nie mieliby prawa przeżyć. Malcolm McLaren był pochodzenia żydowskiego, matka Liliany Cavani należała do włoskiego ruchu antyfaszystowskiego. Ale na spokojnym i cieszącym się dostatkiem zachodzie wojna wydawała się wtedy jednocześnie wystarczająco bliska i daleka, by posłużyć za laboratorium, w którym można z ciekawością przyglądać się złu.
Samo zło miało zostać na tyle unieszkodliwione, by móc traktować je jak karnawałowy kostium. Czasami wręcz z sex shopu: Serge Gainsbourg, który spędził wojnę jako żydowski chłopiec w okupowanej Francji, nagrał wtedy płytę Rock around the bunker, triumfalny i obsceniczny taniec na grobie wczorajszych katów. „Nadchodzi noc długich noży, chłopaki, zakładajcie pończochy” – śpiewał w Nazi rock. Siouxsie Sioux wyjaśniała, iż szokująca symbolika stanowiła najprostszy gest „epatowania burżuja”, ostentacyjnego buntu przeciwko rodzicom i ich wartościom, przede wszystkim dziecinnego w swojej oczywistej naturze.
Zdecydowanie do powojennego pokolenia należeli młodzi Polacy opowiadający kawały o Jasiu w obozie. Choć żyli już w realiach pokoju, otaczająca ich rzeczywistość wystawiała ich na nieustanny dysonans, jakby wojna nigdy się nie skończyła. Była to rzeczywistość pomników i upamiętnień, akademii szkolnych, w realiach wojennych osadzano najpopularniejsze filmy i seriale, na czele z Czterema pancernymi. Odwrotnego dysonansu doświadczało pokolenie ich rodziców: dotknięte bezpośrednio potwornościami okupacji niemieckiej, po 1945 r. zostało zaangażowane w programowo entuzjastyczną „walkę o pokój”, a do własnych przeżyć często obawiało się powracać lub z różnych powodów wolało tego nie robić.
To nie prymitywne zachwycanie się akwarelistą powinno szokować, a nurty, które płyną pod spodem tych zachowań: nihilizm i orientacja na zysk
Olga Drenda
W tej nieprzystawalności wyłoniła się, jak nazwała to Dorota Simonides, izolacja komiczna. Źródłem śmiechu dla najmłodszych, wciąż otoczonych przez cienie totalitaryzmu, ale żyjących już w świecie telewizji i Coca-Coli, stał się abstrakcyjny komizm sytuacyjny bez świadomości grozy kontekstu – śmiech zakłopotania i dezorientacji.
Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026 jako część bloku tematycznego „Dyskretny urok softalitaryzmu”.
Pozostałe teksty bloku:
„Softalitaryzm, czyli dlaczego «Hitler jest cool»”, Karol Grabias
„Zabić matkę, wyruszyć po przygodę. Softalitaryzm i kompleks Orestesa”, Alexander Tyra

2 godzin temu

















